Home Posts tagged hezbollah

Izba Gmin Zjednoczonego Królestwa zagłosowała we wtorek wieczorem, za uznaniem wszystkich skrzydeł Hezbollahu, za organizację terrorystyczną ze względu na jego destabilizujący wpływ na Bliskim Wschodzie. Chociaż członkowie Partii Konserwatywnej pogratulowali decyzji o uznaniu wspieranego przez Iran Hezbollahu za grupę terrorystyczną, laburzyści przyrzekli ją zablokować.

Brytyjska Partia Pracy pozwoliła swym parlamentarzystom na swobodę głosowania zgodnie ze swoim sumieniem stwierdzając, że “nie ma wystarczających dowodów”, na to, że organizacja spełnia wszystkie kryteria kwalifikujące ją jako organizacje terrorystyczną. Oznacza to, że nie ma wiążącej instrukcji, jak głosować, a obecność podczas głosowania nie jest obowiązkowa.

Podczas debaty Louise Ellman powiedziała, że Hezbollah nie był i nie jest przyjacielem Wielkiej Brytanii. “Hezbollah jest organizacją terrorystyczną działającą na całym świecie” – powiedziała. “Flaga terrorystyczna Hezbollahu powiewała na ulicach Londynu” i sytuacja ta się nie zmieni, chyba że takowe przepisy zostaną uchwalone.

Niezależny poseł Mike Gapes, poinformował, że w Wielkiej Brytanii nie ma miejsca dla terrorystów lub terrorystów apologetów. Co więcej, brytyjski Minister Pracy, Wes Streeting, stwierdził, że popiera ustawę, ponieważ “kiedy wraca wieczorem do domu, musi potrafić spojrzeć sobie w oczy”. Dodał, że Hezbollah wewnętrznie nie dzieli własnych członków na polityczne i wojskowe skrzydło. Był on również, jednym z wielu polityków, którzy także sprzeciwiali się antysemickim oświadczeniom Hezbollahu. “Niektórzy z nas nie będą świadkami nienawiści do Żydów. Nie ulega wątpliwości, że Hezbollah jest barbarzyńską morderczą sektą.”

W poniedziałek brytyjski minister spraw wewnętrznych Sajid Javid powiedział, że rząd “nie jest już w stanie odróżnić organizacji uznanej za terrorystyczne skrzydło wojskowe od partii politycznej”. Jednak rzecznik Partii Pracy stwierdził w odpowiedzi na podjętą decyzję, że brytyjskie ministerstwo już wcześniej informowało, że “nie było wystarczających dowodów na to, że polityczne skrzydło Hezbollahu spełnia wszystkie kryteria klasyfikujące je jako organizację terrorystyczną”. Ministrowie nie dostarczyli żadnych wyraźnych dowodów wskazujących, że ten stan się zmienił”.

Zastępca sekretarza generalnego Hezbollahu, Naim Qassem powiedział, że “Hezbollah ma jedno kierownictwo. Wszelkie działania polityczne, społeczne, a także dżihad związane są z decyzjami tego kierownictwa. To samo kierownictwo, które kieruje pracami parlamentarnymi i rządowymi, prowadzi także dżihad przeciwko Izraelowi.” Sekretarz generalny Hezbollahu, Hassan Nasrallah podkreśla, że “historia skrzydła militarnego i skrzydła politycznego jest dziełem Brytyjczyków”.

W swoim oświadczeniu Partia Pracy stwierdziła jednak, że uznanie za organizację terrorystyczną “politycznego skrzydła Hezbollahu utrudniłoby stosunki z Libanem, ponieważ Hezbollah jest członkiem libańskiego rządu koalicyjnego”.

Minister spraw wewnętrznych musi więc teraz wykazać, że ta decyzja została podjęta w obiektywny i bezstronny sposób, a jej motywy były jasne i poparte dowodami, a nie ambicjami przywódczymi.

Źródło: The Jerusalem Post

Fot. Pixabay

Warszawskie "deale" Hezbollahu. Jak libańscy terroryści handlowali bronią w polskiej stolicy?

Hezbollah stał się jedną z najpotężniejszych organizacji handlujących kokainą. Amerykańska agencja ds. walki z narkotykami (DEA) zebrała w tej sprawie potężny materiał dowodowy. Niestety, na drodze stanęły „wyższe cele” i potrzeba deeskalacji relacji z Iranem – głównym sponsorem Hezbollahu. Dziś ponownie przyglądamy się sprawie. Przedstawiamy tylko pewien jej wycinek, aby lepiej zobrazować sytuację. Szczególnie, że Hezbollah, krok po kroku, konsekwentnie umacnia swoją pozycję już nie tylko w południowym Libanie, ale także w Ameryce Południowej czy Afryce Zachodniej.

Tylko w ciągu ostatnich dwóch dekad zdolności finansowe ugrupowania przekroczyły znacznie wyobrażenia zachodnich służb. Rozmawiamy o depozytach, których wartość przekracza w samym tylko Libanie 16 mld $. Hezbollah stał się dziś na tyle potężny, że w zasadzie nie potrzebuje wsparcia finansowego ze strony Teheranu. Bojownicy dysponują nowoczesnym uzbrojeniem, co widać choćby w Syrii. Nasi rozmówcy podkreślają, że jest tylko kwestią czasu jest kiedy Liban, oficjalnie zostanie „przejęty” przez organizację. A wszystko to nie byłoby możliwe, gdyby nie reset w relacjach USA – Iran, poprzedzający zawarcie umowy jądrowej z lipca 2015 roku. Hezbollah bardzo dobrze wykorzystał dany mu czas. Utkał i utrwalił globalną sieć, która skrępowała wszystkich – polityków światowego formatu, służby specjalne, kartele narkotykowe i rządy mniejszych państw. Hezbollah nie tylko stał się największym odbiorcą kolumbijskiej kokainy, ale skutecznie niszczy – znienawidzone USA – dostarczając towar najwyższej jakości do amerykańskich miast.

Ali Taan Fyad – ukraiński łącznik w Warszawie

Wiosna 2014 roku. Do praskiego hotelu Sheraton wkraczają uzbrojeni po zęby antyterroryści. Ich celem jest Ali Taan Fayad, Libańczyk, posługujący się także ukraińskim paszportem. Czesi dokonują realizacji na wyraźną prośbę strony amerykańskiej, która wskazuje jego powiązania m.in. z międzynarodowym handlem bronią. Amerykanie uważają figuranta za istotne ogniowo w operacjach biznesowych Hezbollahu i handlu narkotykami. Ta historia to gotowy scenariusz filmu sensacyjnego.

Fayad został zatrzymany w trakcie negocjacji jakie prowadził z przedstawicielami kolumbijskiej partyzantki FARC. W rzeczywistości, w rolę Kolumbijczyków wcielili się agenci amerykańskiej DEA (agencji do walki z narkotykami). Tym razem chodziło jedynie o dostarczenie broni, ale wcześniej dochodziło także do transakcji barterowych – broń za narkotyki. Tłumaczy to obecność w rozmowach o broni agencji DEA.

Ali Taan Fayad, znany także jako Ali Amin, to libański handlarz bronią, który może pochwalić się także ukraińskim paszportem. Podczas rozmów z FARC występował jako konsultant Ukrspecexport – ukraińskiej firmy zajmującej się handlem bronią, której właścicielem pozostaje skarb państwa. Fayad kojarzony był także z zapleczem byłego prezydenta Ukrainy – Wiktora Janukowycza. Posiadał także wizytówkę, doradcy ukraińskiego MON. Nieoficjalnie wiadomo, że na Ukrainę trafił dzięki Wiktorowi Butowi, legendarnemu rosyjskiemu handlarzowi bronią.

O co oskarżali go Amerykanie, skoro działał na rzecz i w imieniu oficjalnie działającej, państwowej, ukraińskiej firmy? Przede wszystkim o to, że pozostając w ścisłych kontaktach z kierownictwem Hezbollahu przeprowadził szereg transakcji, których beneficjentem był nie tylko rząd syryjski, ale także islamscy bojownicy – przede wszystkim działający w Iraku. Co ciekawe, w sprawie Syrii uważany był za głównego dostawcę rosyjskiej i ukraińskiej broni konwencjonalnej. To tłumaczyłoby zainteresowanie sprawą Fayada przez samego Władimira Putina, ale o tym za chwilę. To tylko część zarzutów. Amerykanie wiązali go także z innymi operacjami prowadzonymi przez Hezbollah w Afryce zachodniej oraz w Kolumbii, Meksyku i Wenezueli. Promotorem Ali Taan Fayada jest Hashem Safieddine, niezwykle wpływowy szef Rady Wykonawczej Hezbollahu, krewny szefa organizacji. Bez wiedzy i aprobaty Safieddine nie dzieje się w zasadzie nic, co dotyczy biznesowej działalności Hezbollahu.

Ali Fayad został aresztowany przez sąd w Pradze i spędził prawie dwa lata w odosobnieniu. W tym czasie wokół niego toczyła się dość zaskakująca gra. Z jednej strony Amerykanie, którym tak bardzo zależało na zatrzymaniu Libańczyka, wcale nie kwapili się ze złożeniem wniosku ekstradycyjnego, co delikatnie rzecz ujmując, zdziwiło Czechów. Z drugiej strony w lobbing na rzecz uwolnienia Fayada włączyli się aktywnie Rosjanie. Naciski w tej sprawie płynęły wprost z Kremla. Prezydent Zeman przyznał, odpowiadając na pytanie czeskich dziennikarzy, że wielokrotnie rozmawiał w tej sprawie przez telefon z prezydentem Putinem, który osobiście zainteresował się losem zatrzymanego… Czesi tymczasem lawirowali, próbując znaleźć rozsądne wyjście z sytuacji.

Mimo, iż amerykański akt oskarżenia wydawał się bardzo mocny (pojawiły się w nim także zarzuty o planowanie zabójstw przedstawicieli rządu USA oraz sił zbrojnych, udzielanie wsparcia materialnego organizacji terrorystycznej oraz próby nabycia, przenoszenia i używania pocisków przeciwlotniczych), ostatecznie USA nie były w stanie wystąpić z wnioskiem ekstradycyjnym. Dlaczego? Był to czas intensywnych, nieoficjalnych negocjacji z Iranem ws. porozumienia atomowego, które finalnie zawarte zostało w lipcu 2015 roku, a oficjalnie weszło w życie w styczniu 2016. Prezydentowi Obamie bardzo zależało na sukcesie, z czego zdawali sobie sprawę Irańczycy. W trakcie tych nieoficjalnych dyskusji jedną z kluczowych kwestii okazała się sprawa Hezbollahu. Teheran naciskał, aby Amerykanie zaprzestali działań wymierzonych wprost w Partię Boga. Chodziło zarówno o operacje specjalne jak i działania stricte wywiadowcze. CIA popierała te postulaty, tym bardziej, iż wskazywała na „skomplikowane, wielowymiarowe relacje z Hezbollah, przede wszystkim w kontekście walki z sunnickimi organizacjami terrorystycznymi”. CIA argumentowała także, że nieodpowiedzialne kroki mogą dodatkowo pokrzyżować wieloletnie operacje, prowadzone wraz z Izraelczykami.

DEA miała odmienne zdanie, starając się udowodnić jak bardzo aktywność Hezbollahu rozrosła się także na inne obszary, w tym światowy handel narkotykami. Jednak ostatecznie zwyciężyła wielka polityka.

W efekcie, kiedy w lipcu 2015 roku uzgodniono treść porozumienia atomowego USA – Iran a Fayad wciąż przebywał w czeskim areszcie, stała się rzecz zaskakująca. Otóż w Libanie porwano grupę obywateli czeskich, wśród których znajdował się m.in. oficer czeskiego wywiadu. Czesi szybko zorientowali się, że w porwanie zamieszany jest „czynnik polityczny”, tym bardziej, że porywacze nie żądali okupu. Mało tego, doskonale poinformowany w sprawie wydawał się libański wywiad. Wszystko wskazywało więc na Hezbollah. Wkrótce w sprawie pojawiły się nowe informacje. Otóż okazało się, że wśród porywaczy znajdował się także Saib Fayad, brat Ali Fayada, dobrze znany libańskim służbom, bojownik Hezbollahu. Teraz sytuacja zmieniła się diametralnie. O ile bowiem dotychczas Czesi byli jedynie biernymi wykonawcami woli Amerykanów o tyle teraz stali się stroną w sprawie. I o to chodziło Hezbollahowi. Rozpoczęto wielotygodniowe zakulisowe negocjacje, w które zaangażowane były służby kilku państw. W ich efekcie, zaledwie w tydzień po wejściu w życie porozumienia atomowego, w styczniu 2016 roku władze w Pradze zwolniły z aresztu Ali Fayada. Kilka godzin wcześniej, na wojskowym lotnisku w Pradze wylądował samolot, na pokładzie którego znajdowali się wszyscy porwani obywatele czescy.

Departament Stanu wydał oświadczenie. W ostrych słowach potępił decyzję o uwolnieniu Fayada. Jednak nieoficjalnie przyznano, że deeskalacja relacji z Iranem była ważniejsza. Tym bardziej, że CIA twierdziła, że przy okazji udało się uwolnić przynajmniej czterech amerykańskich obywateli, przetrzymywanych przez Teheran pod zarzutem szpiegostwa.

Ostatecznie Ali Taan Fayad wrócił do Bejrutu i robi dokładnie to samo, czym zajmował się wcześniej. Tyle tylko, że ograniczył na jakichś czas podróże zagraniczne. Wciąż zbroi bojowników w Syrii bronią pochodzącą przede wszystkim z Rosji.

Polski ślad

Ali Taan Fayad został wprawdzie aresztowany w Pradze, ale wcześniejsze negocjacje z udającymi kolumbijskich partyzantów z FARC agentami DEA prowadził także w Warszawie. To właśnie tu, w jednym z warszawskich hoteli, Fayad oferował możliwość załatwienia zakupu 500 rakiet Igła, rosyjskiej produkcji, 400 granatników, a także stały punkt programu czyli karabin Kałasznikow AK (nie sprecyzowano o który model chodziło) wraz z amunicją. Oferujący broń dodali, że są w stanie przygotować odpowiednie dokumenty w taki sposób, aby końcowym użytkownikiem był Ekwador, skąd FARC będzie mógł spokojnie i bezpiecznie odebrać „sprzęt”. Amerykanie rejestrowali wszystkie spotkania a ich zapis znalazł się w akcie oskarżenia Fayada.

Z dokumentów DEA wynika, że Libańczyk wraz ze współpracownikami, przebywał w Warszawie w dniach 8 i 16.10.2014. Jednak według naszych informacji odbywał spotkania nie tylko z FARC, ale także z innymi osobami. DEA nie prowadziło w Warszawie szerszej akcji, zaniechano więc obserwacji, ponieważ obawiano się, iż Fayad zorientuje się, że jest przedmiotem zainteresowania. Nie było też wiadomo czy ktoś w Polsce nie ubezpiecza jego działań. Fayad miał się tu czuć bardzo dobrze, w tym sensie, że sprawiał wrażenie osoby, która nie tylko czuje się swobodnie, ale i zna topografię miasta.

Nie ma też żadnych śladów wskazujących na to, że Amerykanie informowali ABW czy CBŚ o prowadzonych przez siebie działaniach w Warszawie. Czy polskie służby zorientowały się kim jest Ali Fayad, posługujący się w Polsce swoim ukraińskim paszportem? I z kim prowadzi rozmowy w Warszawie? Nic na to nie wskazuje przynajmniej z punktu widzenia analizy amerykańskich dokumentów – w tym aktu oskarżenia.

Jak Amerykanie trafili do Libańczyka? Przez pomagającego mu w interesach Khaleda El Merebi (obywatela Libanu i Wybrzeża Kości Słoniowej), który jednak zajmował się przede wszystkim handlem kolumbijską kokainą oraz praniem środków pochodzących z narkobiznesu. W sprawach dotyczących uzbrojenia pochodzącego ze wschodniej Europy nie czuł się w pełni kompetentny i dlatego wskazał Ali Fayada. Panowie stworzyli jednak imponującą sieć podmiotów, dzięki którym udawało się nie tylko prać pieniądze, ale także deponować je w zaprzyjaźnionych, lokalnych instytucjach finansowych. Dotyczyło to przede wszystkim Beninu oraz Gwinei Bissau i Ghany. Władz tych państw nieszczególnie interesowała nadaktywność libańskiego biznesu w regionie, czego namacalnym przykładem są liczne, luksusowe i zwykle zamknięte na głucho nieruchomości.

Cień Ducha

Przy okazji śledztwa, ale i działań operacyjnych prowadzonych przez DEA pojawiła się także niezwykle intrygująca postać o pseudonimie Duch. Amerykanie twierdzili, że Ali Fayad współpracował blisko z człowiekiem wskazanym mu przez Hashema Saffiedine – mózg biznesowych operacji zagranicznych Hezbollah. Saffiedine – prywatnie krewny przywódcy Hezbollahu a oficjalnie łącznik organizacji z Teheranem, był tak naprawdę głównym celem DEA. Mężczyzna ten dysponuje prawdopodobnie potężną wiedzą na temat kokainowej układanki, ponieważ to on podejmował wszystkie kluczowe decyzje ws. narkobiznesu.

Duch to mężczyzna, którego nie udało się dotychczas zidentyfikować. DEA nie posiada nawet jego zdjęcia, choć agencja jest przekonana, że istnieje. Wskazuje się go jako kluczowego dostawcę broni chemicznej do Syrii. Według DEA Duch to także największy na świecie odbiorca kolumbijskiej kokainy, odpowiedzialny za wprowadzanie narkotyku na rynki europejskie i amerykański. Będziemy wracać do tej postaci w kolejnych publikacjach. Opowiemy także jak wygląda współpraca Hezbollahu z meksykańskimi kartelami oraz z wenezuelskimi służbami.

Fot. Pixabay

Mosad uderza w argentyńską komórkę Hezbollahu

Działania Mosadu przyczyniły się do ochrony mniejszości żydowskiej w Argentynie.

W tym tygodniu ogłoszono, że Mosad przekazał służbom argentyńskim informacje, które pozwoliły zapobiec atakowi na mniejszość żydowską w tym kraju. Aresztowano domniemanych członków Hezbollahu, którzy przyznali się do udziału w przygotowaniach do ataku terrorystycznego.

Zatrzymani to dwóch dwudziestokilkuletnich braci oraz ich kuzyn, ukrywający się w Buenos Aires. W kryjówce był przechowywany arsenał broni długiej i krótkiej, materiały wybuchowe, a także wizerunek flagi Hezbollahu.

Mosad przekazał służbom argentyńskim informacje, które pozwoliły zapobiec atakowi na mniejszość żydowską w tym kraju. Click To Tweet

Nie jest to jedyny przypadek zidentyfikowania przez argentyńskie służby członków Hezbollahu. Na początku 2018 roku zatrzymano członków siatki, której zadaniem było gromadzenie funduszy dla tego ugrupowania. Siatka ta działała w północnej części Argentyny, w tzw. Triple Frontier – miejscu, w którym schodzą się granice trzech państw: Brazylii, Argentyny i Paragwaju.

Źródło: Reuters, mercopress.com

Fot. Pixabay

Supertajna operacja Kasandra: narkotykowa działalność Hezbollahu w Europie Środkowej

Hezbollah to jedna z czołowych organizacji terrorystycznych na świecie. Powstała w 1982 roku na wyraźne polityczne zapotrzebowanie szyickiego Iranu, który po zajęciu Libanu przez Izraelczyków, wysłał do południowej części kraju ponad 1200 instruktorów wojskowych, tzw. Strażników Rewolucji.  Ich celem była budowa antyizraelskiego ruchu oporu, ale również mniejszych ugrupowań szyickich. W pierwszej fazie Hezbollah współpracował ściśle z prosyryjską, szyicką milicją Amal. Ale po kilku latach drogi obydwu organizacji rozeszły się, a Hezbollah stał się stałym elementem libańskiej rzeczywistości.

Od samego początku organizacja nie kryła silnych związków z Iranem – tak ideologicznych, finansowych jak i organizacyjnych. Zbrojne ramię Teheranu na Bliskim Wschodzie uderzało celnie i boleśnie o czym przekonali się Amerykanie i reszta świata zachodniego. W kwietniu 1983 roku Hezbollah dokonał pierwszego poważnego zamachu terrorystycznego, którego celem była amerykańska ambasada w Bejrucie. Zginęło wówczas 49 osób. W tym samym roku przeprowadzono atak na koszary amerykańskich Marines – także w Libanie, w wyniku którego śmierć poniosło 240 żołnierzy amerykańskich. Potem były jeszcze mordercze zamachy na koszary francuskich oddziałów spadochroniarzy (także w Bejrucie – 60 ofiar) oraz na dowództwo izraelskie w Tyrze (50 ofiar).

Lata dziewięćdziesiąte to z kolei era porwań zachodnich obywateli w Libanie, ale także najkrwawszy w dziejach zamach w …Argentynie. Komórka organizacji prawdopodobnie (podczas procesu sądowego nie udało się jednoznacznie wskazać winnych) przygotowała i przeprowadziła zamach na ośrodek kultury żydowskiej w Buenos Aires (w lipcu 1994 roku), w którym śmierć poniosło 85 osób a ponad 300 zostało rannych. Ta ostatnia sprawa jest szczególnie interesująca dla naszych przyszłych rozważań, bo pokazuje, że Hezbollah potrafił wyjść daleko poza rejon Bliskiego Wschodu. W tej sprawie kluczowa okazała się tajemnicza postać Samuela Salmana El Redy, obywatela Kolumbii, oskarżonego przez prowadzących śledztwo o pomoc w zorganizowaniu lokalnej komórki Hezbollahu, która ich zdaniem dokonała zamachu. Samuel Salman El Redy tuż przed wybuchem opuścił Buenos Aires a kilka dni później odnalazł się w Libanie, gdzie prawdopodobnie przebywa do dziś. To nie przypadek, że w organizacji pierwszej tak poważnej akcji terrorystycznej pomagał akurat obywatel Kolumbii.

Okazuje się bowiem, że Hezbollah nie tylko doskonale poczuł się w Ameryce Południowej, ale także zapuścił tu mocne korzenie, niekoniecznie skupiając się na dżihadzie.

Hezbollah nie tylko doskonale poczuł się w Ameryce Południowej, ale także zapuścił tu mocne korzenie, niekoniecznie skupiając się na dżihadzie. Click To Tweet

W ostatnich latach Hezbollah zaangażował się w konflikt syryjski udzielając wsparcia reżimowi Baszira al Asada.  W walce z sunnitami z Państwa Islamskiego z jednej strony, i z powstańcami syryjskimi z drugiej bierze udział kilkanaście tysięcy bojowników organizacji. W zamian za udzieloną pomoc Asad wyposażył Hezbollah w ciężki sprzęt, w tym w rakiety typu Scud – B czyli zestawy R-300 produkcji rosyjskiej.

W zamian za udzieloną pomoc Asad wyposażył Hezbollah w ciężki sprzęt. Click To Tweet

Na przestrzeni ostatnich lat cały arabski świat stanął na głowie. Bo choć na pierwszy rzut oka wszystko zostało po staremu, to przyglądając się bliżej układance można dojść do wniosku, że po wojnach w Iraku i Afganistanie, po arabskiej wiośnie, nic już nie jest takie samo jak kiedyś. Pozmieniały się sojusze, pozmieniały się przepływy finansowe a sytuacja polityczna w regionie skomplikowała się jeszcze bardziej.

Zmienił się także sam Hezbollah. I to nie do poznania. Partia Boga bardzo oddaliła się od swoich ideałów, ale i od źródeł – tych ideologicznych, ale i tych przyziemnych, związanych z finansami czy logistyką. Ba, można wręcz zaryzykować twierdzenie, że Hezbollah jest dziś bardziej organizacją przestępczą niż stricte terrorystyczną. Jak do tego doszło?

Można zaryzykować twierdzenie, że Hezbollah jest dziś bardziej organizacją przestępczą niż stricte terrorystyczną. Click To Tweet

Opowiemy Państwu historię ściśle tajnej operacji Kasandra, prowadzonej przez amerykańskie służy specjalne, we współpracy z odpowiednikami z Europy Zachodniej i z regionu Bliskiego Wschodu a także… z Ameryki Południowej. Przybliżymy jak globalne interesy narkotykowe przeplatają się z wielką polityką i co z tego wynika. Ale od razu uprzedźmy – ta historia nie kończy się happy endem.

Począwszy od 2008 roku, przez kolejne 7 lat, amerykańskie służby specjalne realizowały ściśle tajną operację pod kryptonimem „Kasandra”. Jej celem był Hezbollah – ale paradoksalnie śledczych mniej interesowała działalność terrorystyczna. Agenci skupili się przede wszystkim na aktywności ludzi Hezbollah na rynku nielegalnego handlu bronią oraz obrotu narkotykami.

Amerykański służby w ramach operacji Kasandra analizowały aktywności Hezbollahu na rynku nielegalnego handlu bronią oraz obrotu narkotykami. Click To Tweet

Operację uruchomiono po tym, jak DEA (agencja ds. walki z narkotykami) zaprezentowała raport, z którego wynikało, że Hezbollah w ostatnich latach zaczął się koncentrować na narkobiznesie. Zgromadzone dane operacyjne potwierdziły, że działalność polityczna i militarna stały się tak naprawdę dodatkiem do szerokiej działalności przestępczej związanej z handlem narkotykami. Ustalono, że Hezbollah osiągał w latach poprzedzających opracowanie raportu roczne zyski z działalności przestępczej rzędu 1 mld $. Postawiono także roboczą hipotezę, że w związku z tym wpływy Teheranu na organizację ulegają stopniowemu ograniczaniu z powodu jej rosnącej niezależności finansowej. W ramach operacji specjalnej Kasandra śledzono transporty kokainy na trasach: z Ameryki Łacińskiej do Afryki Zachodniej i dalej do Europy i Bliskiego Wschodu, a także poprzez Wenezuelę i Meksyk do Stanów Zjednoczonych. Ustalono, że Hezbollah ściśle współpracuje z kartelami kolumbijskimi i meksykańskimi, o czym więcej w kolejnych częściach.

Operacja Kasandra: Hezbollah ściśle współpracuje z narkotykowymi kartelami kolumbijskimi i meksykańskimi. Click To Tweet

Śledczy ustalili także kierunki głównych przepływów finansowych oraz sposoby prania pieniędzy. W tym kontekście szczególną uwagę zwrócono na proceder masowego zakupu używanych, amerykański samochodów, które następnie wysyłane były do Afryki Zachodniej. Wytypowano podmioty zajmujące się tym biznesem i ustalono, że większość z nich ma pośrednie związki z Hezbollahem. To dodatkowy element, niesłychanie niebezpieczny, bo firmy te działały przecież na terytorium USA.

Stwierdzono także, że duża cześć transakcji obsługiwana jest przez jeden bank – Lebanese Canadian Bank, którego aktywa rosły w niespotykanym tempie. Amerykańskie służby ustaliły, że środki zgromadzone przez Hezbollah, zdeponowane w LCB przekraczały 5 mld $ w 2008 roku.

Ale co najciekawsze, dzięki ogromnemu wysiłkowi, po namierzeniu i przesłuchaniu milionów połączeń telefonicznych, udało się krok po kroku odtworzyć sieć powiązań personalnych a także wytypować głównych bohaterów, spinających tę skomplikowaną strukturę. Kluczowe znaczenie mieli tu:

  • Abdallah Safieddine, Ayman Joumaa, Ali Fayad i… Wszystkie te postaci będą bohaterami naszego kolejnego odcinka.

Jednak coś zaczęło iść nie tak po 2009 roku, kiedy władze w USA objęła ekipa Baracka Obamy. Szefem CIA został wówczas John Brennan (wcześniej był doradcą Prezydenta USA ds. walki z terroryzmem).

Prezydent Obama krytykował swojego poprzednika za prowadzenia nieefektywnej polityki wobec Iranu. Waszyngton sugerował podjęcie działań na rzecz poprawy stosunków bilateralnych, upatrując w tym szansy na rozpoczęcie procesu zbliżenia ze światem muzułmańskim. Jednym z czołowych orędowników takiego właśnie rozwiązania był doradca ds. bezpieczeństwa i zwalczania terroryzmu a potem Dyrektor CIA John Brennan. Już w jednym z pierwszych wystąpień programowych wskazywał na konieczność ustanowienia nowego kursu w relacjach z Iranem nie tylko poprzez dialog, ale także „większą przyswajalność Hezbollahu do systemu politycznego Libanu”.

W praktyce oznaczało to gotowość administracji USA do wyobrażenia sobie nowej roli dla Hezbollahu na Bliskim Wschodzie, ale w połączeniu z porozumieniem ws. irańskiego programu nuklearnego. Teheran odczytał tę deklarację jako możliwość wypracowania swego rodzaju nietykalności dla Hezbollahu i jego aktywności także poza regionem Bliskiego Wschodu, na czym kierownictwu organizacji bardzo zależało.

Prezydent Obama „przymknął oko” na narkobiznes Hezbollahu ze względu na porozumienie z Iranem. Click To Tweet

Z kolei szefowie operacji Kasandra zaczęli sobie zdawać sprawę, że staną się istotną przeszkodą w realizacji nowej polityki zagranicznej Departamentu Stanu. I rzeczywiście, zaczęto nie tylko ograniczać finansowanie działań DEA i FBI, ale także coraz częściej po przeciwnej stronie barykady sytuowała się Centralna Agencja Wywiadowcza. Szefostwo CIA sugerowało wręcz, że „policyjna dociekliwość” DEA może doprowadzić do fiaska wieloletnich operacji wywiadowczych polegających na penetrowaniu Hezbollahu od wewnątrz. Przy okazji okazało się, że CIA, skoncentrowana na międzynarodowych intrygach może nie tyle nie dostrzega, co nie widzi specjalnego problemu w aktywności Hezbollahu na rynku obrotu narkotykami.

Departament Sprawiedliwości natomiast wprost negował sugestie i wnioski DEA dotyczące deportacji osób zatrzymanych przez służby państw trzecich poza granicami USA, a ściganych w Stanach. Odmawiano też dokonywania realizacji osób związanych z Hezbollahem a prowadzących działalność przestępczą. Powód? Deal z Iranem – wedle amerykańskiej dyplomacji – miał pierwszeństwo i nie wolno było niczym „zakłócać” trudnych, zakulisowych negocjacji z Teheranem.

Najlepszym przykładem takiego działania była sprawa libańsko – ukraińskiego handlarza bronią, Ali Fayada (występującego także pod nazwiskiem Ali Amin), który sprzedawał broń produkowaną na Ukrainie i w Rosji do Syrii. Miał on także niejasne relacje z najbliższym otoczeniem Prezydenta Rosji Władimira Putina. Został aresztowany w Pradze, wiosną 2014 roku. Wpadł, kiedy prowadził negocjacje z przedstawicielami kolumbijskiej partyzantki (w rzeczywistości byli to podstawieni agenci DEA) na temat transakcji broń za narkotyki, o czym napiszemy w oddzielnym tekście. Fayad dwa lata spędził w areszcie, ponieważ urzędnicy Departamentu Stanu odmówili zastosowania presji na rząd Czech w sprawie jego ekstradycji do Stanów Zjednoczonych. Finalnie został on zwolniony z aresztu i wyjechał do Libanu, gdzie w dalszym ciągu zajmuje się zakupami broni dla syryjskiego reżimu. Wciąż także prowadzi rozległe interesy z kolumbijskimi kartelami.

W wyniku działań prezydenta Obamy na wolności pozostał Ali Fayada – czołowy libański handlarz bronią zatrzymany w Pradze. Click To Tweet

Ale to nie jedyna taka sprawa. Zespół Operacji Specjalnych DEA dostarczył dowody (przynajmniej w czterech przypadkach) dotyczące przestępczej działalności Abdallaha Safieddine – wieloletniego przedstawiciela Hezbollahu w Iranie, który miał być filarem porozumień organizacji z kartelami narkotykowymi z Kolumbii i Meksyku – o czym szerzej
w kolejnej części materiału. I tu Departament Stanu postawił na wstrzemięźliwość sugerując, że uderzenie w tak wpływową postać – w kierownictwie Hezbollahu – byłoby niepożądane dla dobra relacji USA – Iran.

Wreszcie odmówiono uznania Hezbollahu za „znaczącą, ponadnarodową organizację przestępczą” co dałoby możliwość zastosowania nowych narzędzi prawnych i finansowych oraz operacyjnych, które pomogłyby osłabić organizację.

W rezultacie tych zaniechań, ale i braku kontynuacji operacji Kasandra, rząd USA stracił wgląd nie tylko w architekturę światowego handlu narkotykami, ale także innej działalności przestępczej na świecie. Nie udało się doprowadzić do końca kluczowej części śledztw dotyczących sieci Hezbollah oplatającej najwyższe gremia władzy w Syrii, Wenezueli, Rosji i Iranie, o czym szerzej napiszemy w kolejnych odcinkach już w przyszłym tygodniu.

Fot. Wikipedia

Niepokojące kontakty posła RP z politycznym skrzydłem terrorystycznego Hezbollahu

Prezydent Syrii, Baszar al-Assad, spotkał się 1 listopada br. z polską delegacją dyplomatyczną w Damaszku. Jej szefem był poseł Kukiz15, Paweł Skutecki. Głównym celem wizyty parlamentarzystów w Syrii miało być według ich oficjalnego stanowiska uzyskanie bliższych informacji dotyczących aktualnej sytuacji w tym kraju.

Informacja o przybyciu delegacji z Polski została nagłośniona przez prorządowe, syryjskie media. Niby niewiele znacząca inicjatywa a jednak idealnie wpisująca się w antyamerykańską kampanię służącą interesom Władimira Putina. Dlaczego?

Wizyta polskich posłów w Damaszku została wykorzystana propagandowo przez reżim syryjski. Click To Tweet

Baszar al-Assad jest postrzegany przez społeczność międzynarodową jako zbrodniarz wojenny, a nie jak to próbują przedstawić członkowie polskiej delegacji – lider walki z terroryzmem.

Warto nadmienić, że poseł Skutecki stojący na czele delegacji, która odwiedziła Damaszek chwali się w mediach społecznościowych także spotkaniem z Mohammadem Raadem. To członek władz szyickiego Hezbollah, od którego polscy parlamentarzyści przyjęli pamiątkowy medal podczas wizyty na Bliskim Wschodzie.

Kontakty polskich posłów z politycznym skrzydłem terrorystycznego Hezbollahu należy uznać za niepokojące. Click To Tweet

Niestety, wtedy Skuteckiemu et consortes również nie przeszkadzało, że militarna odnoga Hezbollahu jest uznawana przez m.in.: USA, Francję, Izrael, Kanadę i Wielką Brytanię za organizację terrorystyczną. Ugrupowaniu przypisuje się szereg porwań, zamachów terrorystycznych, w tym np. na autobus w bułgarskim Burgas w 2012 roku czy na ambasadę USA w Bejrucie, w którym zginęło 49 osób. Hezbollah obwinia się także o atak na koszary Korpusu Amerykańskiej Piechoty Morskiej. Zginęło wówczas 240 żołnierzy marines. Organizacja przeprowadziła ponadto ataki na francuskich spadochroniarzy w Bejrucie (60 zabitych) oraz dowództwo armii izraelskiej w Tyrze (50 ofiar). Hezbollah jest dziś popierany przez szyicki Iran, który wspiera organizację finansowo. Funkcjonuje one jednak nie tylko z irańskich datków, ale także czerpie pokaźne zyski z działalności przestępczej, w tym stręczycielstwa, handlu bronią oraz narkotykami o czym wkrótce popełnię większy tekst.

Wracając jednak do wizyty polskiej delegacji w Syrii, sprawa ma szczególny kontekst. Otóż utworzenie Parlamentarnego Zespołu na rzecz współpracy polsko – syryjskiej miało miejsce 24 października 2018 roku (sic!), a do wizyty w Damaszku doszło już tydzień później. Jest więcej niż prawdopodobne, że zorganizowanie wizyty – zaledwie w ciągu tygodnia, zakładającej spotkanie z przywódcą Syrii, było po prostu niemożliwe. Dodajmy, że wizyta nie mogłaby się odbyć bez wsparcia strony syryjskiej z zaangażowaniem tamtejszej służby włącznie. Konkluzja: naszym zdaniem plan wyjazdu do Syrii i wszelkie związane z tym przygotowania musiały wydarzyć się wcześniej, zanim powstał zespół. No dobrze, po co zatem powstał i jaką rolę ma odegrać? Sam Paweł Skutecki miał „wyrażać nadzieję”, że polskie firmy będą brały udział w odbudowie Syrii. Czy zatem dobrze odczytujemy intencje tej wypowiedzi? Zespół ma być szczególnym rodzajem platformy biznesowej?

Utworzenie Parlamentarnego Zespołu na rzecz współpracy polsko – syryjskiej miało miejsce zaledwie tydzień przed wizytą posłów RP w Damaszku. Click To Tweet

Dla porządku dodajmy, że w jego skład wchodzą jeszcze dwaj inni posłowie niezależni: Piotr Liroy-Marzec oraz Robert Winnicki – jeden z liderów Ruchu Narodowego. To trzyosobowe gremium nie zdążyło odbyć jeszcze żadnego posiedzenia, ale już spotkało się z prezydentem Syrii. Ciekawe prawda?

A jaki interes w spotkaniach z polskimi posłami ma sam Baszar al-Assada? Reżimowi w Damaszku zależy na wizytach środowisk opiniotwórczych, którym można nadać, propagandowo – możliwie jak najwyższą rangę, np. poprzez udział w delegacjach członków rządu lub zespołów parlamentarnych. Takie delegacje będą zawsze pożądane i wspierane przez rząd syryjski. Koszty po stronie Syrii są stosunkowo niewielkie, a korzyści wizerunkowe spore, szczególnie jeżeli gośćmi są Europejczycy.

Czy takie działania są koordynowane z polityką naszego państwa? Podajemy to w wątpliwość. Ponownie, jako pierwszy, wizytę nagłośnił syryjski reżim, więc w zakresie wykorzystania potencjału propagandowego mamy kalkę sytuacji sprzed kilku tygodni (wizyta złożona przez wiceszefa polskiego MSZ Andrzeja Papierza i Szefa AW Piotra Krawczyka). Więcej pisaliśmy tutaj.

Po drugie – na uwagę zasługuje pewna ciekawa koincydencja: informacje dotyczące wizyty ukazały się w mediach syryjskich niemal natychmiast po wywiadzie udzielonym w Polsce przez Panią Ambasador Georgette Mosbacher, w którym zapowiada ona swoje osobiste zaangażowanie w sprawę dla Polaków mającą duże znaczenie w wymiarze ambicjonalnym – kwestię zniesienia wiz do USA. W tym miejscu należy oddać jej szczególne wyrazy szacunku za to, że nie ograniczyła się jedynie do przypomnienia warunków arytmetycznych zniesienia wiz dla poszczególnych państw, obowiązujących w amerykańskiej administracji. To, w jaki sposób pani Mosbacher odniosła się do problemu świadczy o jej wrażliwości, inteligencji i o tym, że bierze ona pod uwagę nastawienie społeczeństwa kraju, w którym pełni swoją misję.

Czy zatem informacja o wizycie oficjalnej, polskiej delegacji u Baszara al-Assada mogła zostać ogłoszona w gorszym dla Polski momencie? Możemy się założyć, że nie. Nie zmieni to być może nastawienia do sprawy Pani Ambasador, ale dostarczy kontrargumentów jej adwersarzom.

Wizyta polskich posłów w Syrii może pogorszyć relacje na linii Warszawa-Waszyngton. Click To Tweet

Wreszcie kwestia ostatnia, ale równie intrygująca. O ile obecność w zespole posła Liroya – Marca (kiedyś Kukiz 15’) można traktować w kategoriach czysto koleżeńskich (znają się z posłem Skuteckim z działalności w sejmowej Komisji Zdrowia) o tyle zastanawiająca jest obecność posła Winnickiego – szefa Ruchu Narodowego. Aktywność środowisk narodowych wpisuje się w pewnym zakresie od dłuższego już czasu – nie tylko zresztą w Polsce, ale i w Europie, w politykę realizowaną przez Kreml (między innymi poprzez działania zmierzające do dezintegracji zachodu m.in. poprzez wzrost nastrojów nacjonalistycznych i ksenofobicznych czy negatywny stosunek do Unii Europejskiej). Warto wskazać tu na francuski casus  Marine Le Pen i jej relacji z Władimirem Putinem. To oczywiście materiał na oddzielny tekst, ale warto przy tej okazji zwrócić uwagę na prace zespołu, także w kontekście potencjalnych źródeł finansowania ich działalności politycznej. Szczególnie, jeżeli w grę wchodzą relacje z przedstawicielami obcych służb, co w przypadku organizacji wizyty w Syrii musiało mieć miejsce.

Fot. Pixabay

Czeski kontrwywiad zneutralizował cyberkomórkę Hezbollahu

Czeska służba specjalna BIS (odpowiadająca za bezpieczeństwo wewnętrzne) przeprowadziła udaną operację neutralizacji cyberszpiegowskich komórek Hezbollahu na terytorium Czech. Akcja prowadzona była w kilku państwach UE oraz w USA.

Komórka odpowiedzialna za cyberbezpieczeństwo ustaliła szereg serwerów wykorzystywanych przez Hezbollah – szyickiej organizacji terrorystycznej, do działań o charakterze inwigilacyjnym. Przy czym serwery, zlokalizowane w Europie, zarządzane były przez osoby przebywające w Libanie, na terenach kontrolowanych przez organizację. To właśnie tam zdaniem BIS, znajdowały się obiekty dowodzenia i kontroli operacji. Na serwerach znajdujących się na terytorium Czech, umieszczono gotowe do pobrania aplikacje telefoniczne, które zawierały złośliwe oprogramowanie.

Czeska służba specjalna BIS przeprowadziła udaną operację neutralizacji cyberszpiegowskich komórek Hezbollahu na terytorium Czech. Click To Tweet

Hakerzy, pracujący na rzecz Hezbollahu, starali się ukierunkować indywidualnych użytkowników telefonów, przebywających głównie na Bliskim Wschodzie, do pobierania tych aplikacji. Źródła w BIS podkreślają, że takich serwerów było więcej, także w innych krajach Europy Środkowo – Wschodniej. Oczywiście głównym celem operacji byli przede wszystkim obywatele Izraela, w tym osoby związane z szeroko rozumianym bezpieczeństwem państwa (funkcjonariusze i żołnierze). Otrzymywali oni za pośrednictwem Facebooka powiadamiania z fałszywych kont atrakcyjnych, młodych kobiet. Po krótkiej wymianie wiadomości, ofiary były zachęcane do pobrania aplikacji umożliwiających dalszy kontakt z kobietami.

Tymczasem aplikacje te, po pobraniu ich na telefon, umożliwiały zainstalowanie oprogramowania szpiegującego, dzięki czemu hakerzy Hezbollahu mogli nie tylko pozyskać treść wiadomości i połączeń wykonywanych i odbieranych na zainfekowanych telefonach, ale także wykorzystywać zhakowane smartfony jako urządzenie podsłuchowe.

Fot. Pixabay

Źródło: BIS