Home Posts tagged Korea Północna

Północnokoreański szpieg we francuskim senacie

Urzędnik zatrudniony we francuskim senacie, Benoit Quennedey, został aresztowany pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Korei Północnej.

Śledztwo w sprawie miało być prowadzone od marca 2018 roku przez Direction Générale de la Sécurité Intérieure, DGSI (pol. Dyrekcja Generalna Bezpieczeństwa Wewnętrznego). Quennedey był zatrudniony w departamencie architektury, dziedzictwa i ogrodnictwa francuskiej izby wyższej. Był też prezesem Towarzystwa Przyjaźni Francusko-Koreańskiej.

 

Pełniona funkcja umożliwiała mu podróże do Korei Północnej. Opublikował kilka artykułów i książek na temat tego kraju. Quennedey został zatrzymany w miejscu zamieszkania. Ostatni jego wyjazd do Korei Północnej miał miejsce we wrześniu. Przestępstwo, o które oskarżany jest Benoit Quennedey, to „gromadzenie i przekazywanie obcemu państwu informacji godzących w podstawowe interesy narodowe”, które jest zagrożone karą dziesięciu lat pozbawienia wolności i grzywną w wysokości do 150 tysięcy euro. 

 

Źródło: Newsweek.com, USA Today

 

Fot. Pixabay


Amerykański Departament Skarbu umieścił na liście podmiotów objętych sankcjami rosyjski bank AgrosoJuz za rzekome ułatwianie transakcji reżimowi północnokoreańskiemu.

Amerykanie objęli sankcjami rosyjski bank AgrosoJuz, który otworzył konta podmiotom handlującym z Koreą Północną. Click To Tweet

„Stany Zjednoczone będą nadal egzekwować sankcje ONZ i USA oraz zamykania nielegalnych źródeł przychodów dla Korei Północnej” – czytamy w komunikacie sekretarza skarbu USA. Jest to o tyle interesujące, że niespełna miesiąc temu podczas słynnej konferencji prasowej w Helsinkach, Donald Trump podkreślał, że rosyjski prezydent zapewnił go, iż Moskwa pomoże rozwiązać problem Korei Północnej.

Wcześniej, w lutym, Amerykanie dokonali przeglądu armatorów współpracujących z Pjongjangiem, jednak aż do teraz starali się nie doprowadzać do napięcia we wzajemnych relacjach. Tymczasem w Kongresie mówi się wprost, że Waszyngton coraz mniej wierzy w deklaracje Kim Dzong Una. Kongresmeni domagają się konkretów, ale ich nie otrzymują bo ich nie ma.

Wprawdzie szef amerykańskiej dyplomacji – Mike Pompeo, który nie tylko osobiście prowadzi rozmowy z Koreą Północną, ale też nadzoruje cały proces, zapewnia, że wierzy w osiągnięcie końcowego sukcesu, jednak z drugiej strony nie zaprzecza, kiedy padają pytania o to czy Korea Północna kontynuuje produkcję materiałów rozszczepialnych. Zaniepokojeni Kongresmeni podkreślają przy tym, że akcje: częściowego demontażu bazy rakietowej w Sohae, a także zwrot szczątków amerykańskich żołnierzy, to niezwykle ważne gesty, ale wciąż tylko gesty. Według służb prasowych Białego Domu Trump zaczyna sobie zdawać sprawę z sytuacji i zachowuje większą ostrożność w składaniu kolejnych deklaracji współpracy. Mało tego, nie odpowiedział na list, jaki otrzymał od Kim Dzong Una na początku sierpnia. I na razie nie odpowie.

Amerykańskie służby twierdzą, że Korea Północna kontynuuje proces budowy międzykontynentalnych rakiet balistycznych mimo rozmów z administracją Trumpa. Click To Tweet

Większość analityków zachowuje sceptycyzm w ocenie zaangażowania Korei Północnej w proces denuklearyzacji. Na razie nie wydarzyło się nic specjalnego, co można byłoby uznać za znaczący postęp. Amerykańskie źródła wywiadowcze twierdzą wręcz, że Korea Północna kontynuuje proces budowy międzykontynentalnych rakiet balistycznych w zakładzie niedaleko Pjongjangu.

Wracając jednak do sprawy samego banku – Agrosojuz świadomie otworzył kilka kont bankowych, dedykowanych podmiotom, które de facto pomagają Korei Północnej omijać sankcje i zaopatrywać się w sprzęt podwójnego zastosowania (militarnego i cywilnego jednocześnie). Wśród kontrowersyjnych firm są między innymi chińska Dandong Zhongsheng oraz Korea Ungum Corporation.

Źródło: CNN

Fot. Pixabay

 

W ciągu ostatniej dekady Korea Północna odnotowała problem dotyczący członków elit, masowo uciekających do Chin i załatwiających tam sobie status azylantów. Chińczycy chętnie udzielają azylu osobom mogącym zapłacić za schronienie – między innymi dyplomatom i członkom kasty rządzącej. Dlatego Korea Północna, by skutecznie rozpoznawać zakres ich działalności w Chinach, wypracowała specjalny program szkoleniowy dla zagranicznych agentów, do którego dopuszczane są wyłącznie dzieci pochodzące z elitarnych rodzin tego kraju. 

Uczęszczają one do Rewolucyjnej Akademii w Mangyongdae (jedna z 19 dzielnic Pjongjangu). Absolwenci tej szkoły przeznaczeni są do obsadzenia najwyższych stanowisk rządowych i wojskowych. Co roku uczelnię tą opuszcza zaledwie ich setka; w ciągu ostatnich kilku lat uruchomiono na niej nowy, specjalny program dla osób chętnych do pracy jako agenci uplasowani za granicą, w szczególności w Chinach i Korei Południowej. Osoby takie przechodzą odpowiednie szkolenie, by wynajdywać zdrajców Korei Północnej za granicą, następnie zabijać ich, a przynajmniej ustalić ich sposób działania,  jakie informacje przekazali i – jeśli to możliwe, przekonać, by wrócili do kraju. W tym celu studenci Akademii uczeni są najnowszych technik hakerskich, sposobu pozyskiwania najemników i ustalania a także monitorowania uciekinierów. Oznacza to, że absolwent Akademii musi sprawiać wrażenie Koreańczyka z Południa (używać południowokoreańskiego akcentu, znać zwyczaje, slang i w sposób przekonujący posługiwać się fałszywymi danymi. Najistotniejszą jednak ich cechą jest lojalność w stosunku do Korei Północnej, ponieważ to oni podążają za uciekinierami.

System kastowy ustanowiony został w Korei Północnej w czasie jej powstania, pod koniec lat 40-tych ubiegłego stulecia. Jego celem było zapewnienie najbardziej lojalnym komunistom północnokoreańskim wysokiego statusu społecznego. Nowa tajna policja tworzyła listy umożliwiające podzielenie społeczeństwa na najpierw 29, potem zaś 51 klas. Jednak część elit, którym nie wystarczały pieniądze płynące z wszechobecnych łapówek, wybrało ucieczkę. Zadaniem agentów wybranych spośród absolwentów Mangyongdae jest również monitorowanie lojalności północnokoreańskich hakerów pracujących poza tym krajem. Uciekinierzy z Korei Północnej ujawnili sporo informacji o tym, jak północnokoreański reżim przeprowadza ataki hakerskie za granicą i zarabia potężne pieniądze. Ma to niebagatelne znaczenie w dobie rosnących sankcji. Okazuje się, że większość hakerów północnokoreańskich mieszka de facto za granicą ze względu na łatwiejszy dostęp do internetu i ze względu na to, że Korea Północna może wtedy łatwo zaprzeczyć swojemu zaangażowaniu w takie operacje. Umiejętności północnokoreańskich hakerów są na światowym poziomie i coraz trudniej jest z nimi walczyć, a nawet zauważyć ich aktywność. Ich armia składa się z ok. 6,800 osób, ale tylko jedna czwarta z nich jest w stanie samodzielnie przeprowadzać operacje hakerskie. Pozostali to personel wsparcia i pion bezpieczeństwa. Poza tym, od kilku lat północnokoreańscy hakerzy angażowani są coraz częściej nie w operacje szpiegowskie, lecz w takie, które przyniosą zysk finansowy rządowi.  Korea Północna bardziej niż tajemnic potrzebuje teraz gotówki. Niestety, choć ich działania przynoszą reżimowi ok. 100 tysięcy USD rocznie, oni sami nie  czerpią korzyści z realizowanych przez siebie operacji. Większość przedsięwzięć realizowanych poza granicami Korei Północnej odbywa się na terenie Chin, gdzie hakerzy i ich pomocnicy żyją w spartańskich warunkach i są rygorystycznie kontrolowani. Wielu północnokoreańskich hakerów  pracuje w Chinach, które pozwalają im na to w zamian za określone usługi. Nie włamują się do chińskich systemów, a Chińczycy zarabiają na tym pieniądze i otrzymują wgląd do danych, które hakerzy pozyskują.  Tak więc część operacji w cyberprzestrzeni, które idą na konto Chińczyków, jest w rzeczywistości realizowana przez północnokoreańskich hakerów.

W 2013 Korea Południowa podała sumę ponad 800 milionów USD, którą miała stracić w związku ze zwalczaniem skutków północnokoreańskich cyberataków od 2007 roku. Ataki z marca i czerwca 2013 roku stanowiły  93 procent ogólnej liczby szkód. Korea Północna była przedmiotem coraz liczniejszych cyberataków; operacja z 2014 roku której celem były smartfony była pierwszym północnokoreańskim przedsięwzięciem wymierzonym w ten sektor. Wtedy stało się jasne, że hakerzy z Korei Północnej, których istnienie przez lata było kwestionowane, faktycznie są aktywni i nie są wytworem wyobraźni południowokoreańskich agencji wywiadowczych. Korea Północna dysponowała zespołem specjalizującym się w operacjach w obszarze internetu już od lat 90-tych ubiegłego wieku. Opracowano wtedy program szkoleniowy na uczelni w miejscowości Mirim), gdzie uczono specjalistów ds. wojny elektronicznej, by zapewnić edukację dla przyszłych hakerów i inżynierów mających pracować w przestrzeni internetowej. Do dzisiaj jednostka ta funkcjonuje, zaś samo centrum szkoleniowe rozrosło się i nabrało znaczenia. Przybierało ono różne nazwy, ale oficjalnie, jej nazwa zawsze oznaczała „Obóz wojskowy nr 144 Koreańskiej Armii Ludowej”. Studenci uczelni noszą mundury wojskowe, obowiązywała tam zawsze surowo przestrzegana dyscyplina. Co roku placówka przyjmuje 120 studentów z elitarnych szkół i uniwersytetów na pięcioletnie studia. Uczelnia ma pięć wydziałów: inżynierii elektronicznej, automatyki zdalnej (hakerski), programowania, rekonesansu technicznego (wojna elektroniczna) i informatyki. Uczelnia posiada również trzyletni program studiów podyplomowych, dla ponad setki studentów. W 2015 roku w Mirim przeprowadzono reformę modelu szkolenia, czego efektem ma być większa liczba zarówno studentów jak i specjalności w placówce. Absolwenci Mirim są ponadto najchętniej wybieranymi kandydatami do szkolenia w zakresie programu Mangyongdae. Rozwój tej dziedziny Korea Północna zawdzięcza nieżyjącemu Kim Dzong Il-owi, który zawsze był fanem komputerów.  To on założył uczelnię w Mirim i doprowadził do wymiany studenckiej z Rosją, gdzie południowokoreańscy studenci spędzali semestr lub dwa. Warto odnotować, że wszyscy oni zostali usunięci z operacji hakerskich, traktowani byli bowiem jak rosyjscy szpiedzy.

Na podstawie: strategypage.com

Fot. Pixebay

 

Polska przejmuje miesięczną prezydencję w Radzie Bezpieczeństwa ONZ w szczególnym momencie. Na ile aktywna będzie nasza dyplomacja i czy Agencja Wywiadu okaże się przydatna?

Po pierwsze amerykański prezydent Donald Trump zapowiedział, że do 12 maja podejmie decyzje ws. przyszłości umowy nuklearnej z Iranem. Obecnie trwają w tej sprawie gorączkowe działania dyplomatyczne. Nieprzypadkowo do gry włączył się premier Izraela, który zapowiedział, że służby wywiadowcze podzielą się informacjami zgromadzonymi przez Mossad ws. kontynuacji przez Iran tajnego programu nuklearnego. Wiele wskazuje na to, że w gronie tym może się znaleźć również Polska. Działania izraelskie to nic innego jak próba wywarcia jeszcze większej presji na Iran ws. szczegółowych warunków porozumienia. Dziś nie wydaje się prawdopodobne, aby Donald Trump zdecydował się na jego zerwanie (co zapowiadał w kampanii wyborczej). Mamy raczej do czynienia ze skomplikowanym procesem negocjacyjnym. Z jednej strony prezydent Francji (kraju, który tradycyjnie ma dobre relacje z Teheranem) stara się zmiękczać stanowisko Waszyngtonu, z drugiej strony mamy również tradycyjnie jastrzębią retorykę przywódcy Izraela. Sytuacja jest więc złożona a nie ułatwia jej zapewne dość emocjonalne zachowanie prezydenta USA.

Po drugie na maj planowane jest spotkanie na szczycie USA-Kora Północna. Obserwatorzy nie spodziewają się jakichś nieoczekiwanych efektów. Ogromnym postępem jest już sam fakt zbliżenia stanowisk i gotowości do rozmów. Jednak skomplikowana natura obydwu przywódców ponownie rodzi obawę o rezultaty spotkania. Sukcesem byłoby zamrożenie przez Koreę Północną dalszych testów i badań nad nowymi rodzajami broni.

Obydwa problemy (Iran i Korea Płn) łączy coś jeszcze. Prezydent Trump jest przekonany, że jego nieprzejednana postawa wobec Korei wymusiła niejako przystąpienie do rozmów. Według nieoficjalnych informacji Trump jest przekonany, że podobna postawa przyniesie również pożądane efekty ws. Iranu. Jednak porównywanie obydwu problemów jest całkowicie nietrafne ponieważ różni je zbyt wiele. Źródła w Waszyngtonie twierdzą, że Trumpowi zależy na załatwieniu obydwu spraw ponieważ uwierzył w możliwość otrzymania pokojowej nagrody Nobla. Ten element z kolei wpływa na postawę Teheranu, który jest gotowy do rozmów, ale nie zamierza zbyt łatwo ustępować.

A jaka jest rola Polski w tym procesie? Mglista, ale niewykluczone, że polskie służby specjalne miały swój udział w ustaleniu stanu faktycznego związanego z kontynuacją przez Iran procesu badań nad bronią jądrową. Czy z tym właśnie elementem związana była ostatnia wizyta szefów izraelskich służb w Polsce?

Po trzecie 12 maja odbędą się wybory parlamentarne w Iraku. Sytuacja w kraju daleka jest od normalizacji, o czym szczegółowo pisałem tu: https://osluzbach.pl/zachodnie-sluzby-alarmuja-na-poludniu-iraku-dojrzewa-szyicka-rewolta/ Wybory będą zapewne przesycone  z jednej strony frustracją większości szyickiej, oczekującej profitów po latach wyrzeczeń, z drugiej strony próbą przekonania do współpracy z rządem centralnym sunnitów, których ziemie są zniszczone po trzyletnich walkach z Państwem Islamskim. Na północy pogarsza się położenie Kurdów, atakowanych przez wojska tureckie. Irak potrzebuje dziś spokoju i pomocy finansowej, która jednak nie nadchodzi w wymiarze oczekiwanym przez Bagdad. Pytanie czy tej skomplikowanej sytuacji znowu nie zechcą wykorzystać terroryści. Jest bardzo prawdopodobne, o czym donoszą służby wywiadowcze państw zachodnich, że w trakcie wyborów może znowu dochodzić do krwawych zamachów.

Po czwarte pod obrady RB ONZ wróci sprawa otrucia Siergieja Skripala i jego córki. Media nieco zapomniały o sprawie, ale w tle cały czas toczy się dyplomatyczna batalia, której ustalenia mogą być również bardzo istotne dla Polski. Organizacja walki z bronią chemiczną opracowała raport, o czym m.in pisaliśmy tu: https://osluzbach.pl/odtajniono-list-do-szefa-nato-julia-skripal-na-celu-rosyjskich-sluzb-od-2013-r/ . Rosja jest szczególnie zaniepokojona badaniami naukowców z Hagi ponieważ sprawa nabiera charakteru międzynarodowego. Cały czas czekamy również na ustalenia brytyjskich służb w sprawie potencjalnych sprawców. Sir Mark Sedwill – doradca ds. bezpieczeństwa narodowego podkreśla, że sprawcy nie zostali jeszcze zidentyfikowani, ale informacje docierające z kręgu brytyjskiego wywiadu skłaniają do konstatacji, że Brytyjczycy wpadli na bardzo konkretny trop i trwają obecnie drobiazgowe czynności w celu przełożenia go na materiał dowodowy.  Sprawa ma istotne znaczenie bo pokazuje dobitnie, że Rosja wraca nie tylko do zimnowojennej retoryki, ale także do zimnowojennych praktyk. Polskie służby specjalne od dawna informowały sojuszników o wzrastającej aktywności oraz stosowaniu praktyk tzw. wywiadu ofensywnego. Dziś do podobnych wniosków dochodzą także partnerzy zachodni.

***

Nie ma się co oszukiwać, nie będziemy wprawdzie równorzędnym partnerem w grze mocarstw, ale możemy zaznaczyć swoją obecność w RB ONZ. W jaki sposób? Jak zwykle, pomysłowością i umiejętnością zdobywania informacji, z których wielokrotnie korzystali nasi zachodni sojusznicy.

Fot. Pixebay

 

Akceleratorem zmian zachodzących w Korei Północnej jest m.in. sytuacja w służbach specjalnych. Stoją one przed bardzo dużymi wyzwaniami społecznymi.

Tajna policja w Korei Północnej dysponuje specjalnymi jednostkami rozlokowanymi wzdłuż granicy, by ujawniać i karać funkcjonariuszy straży granicznej, którzy nie aresztują (a tylko wymuszają łapówki) na ludności używającej chińskich telefonów komórkowych w strefach przygranicznych. Służą one do kontaktu ze światem zewnętrznym. Większość z tych rozmów dotyczy interesów lub spraw rodzinnych, jednak w ich trakcie mogą pojawić się informacje o życiu w Korei Północnej. Jest to uważane za zdradę i surowo karane (najczęściej wyrokiem śmierci). Fakt, że władze przykładają do tego dużą wagę widać po rosnącej liczbie aresztowań i kar dla funkcjonariuszy straży granicznej, którzy brali łapówki od osób użytkujących telefony komórkowe. Zdarza się, że policjanci aresztują niewinnych ludzi i torturują ich, nakłaniając do przyznania się do popełnienia wyżej opisanego „przestępstwa”. Jednak z powodu biedy coraz mniej pieniędzy przeznaczanych jest na łapówki. Dla urzędników odpowiedzialnych za bezpieczeństwo, którzy je otrzymywali przyszły ciężkie czasy. Należy odnotować też nowe zjawisko – pojawienie się młodszych wiekiem agentów tajnej policji. Kim Dzong Un zarządził wymianę wielu starszych (ponad 50-letnich) funkcjonariuszy młodymi mężczyznami, którzy niedawno ukończyli szkołę. Kim zarządził błyskawiczną zmianę i zapewnia nowemu pokoleniu możliwość wcześniejszego zdobycia pracy w tajnej policji.

Poza użytkowaniem telefonów komórkowych w strefach przygranicznych, Koreańczycy z Północy nagrywają tam także południowokoreańską telewizję. Władze kontrolują przekaz północnokoreańskiej telewizji, aby przekonać ludzi, że poprawna myśl polityczna jest niezbędna, a krytyka socjalizmu zabroniona. Mimo tego, przekonanie że socjalizm zawiódł jest powszechne, a dziesięciolecia nieudanych starań rządu, by udowodnić, że jest inaczej mało przekonujące. W ciągu dekady z południowokoreańskich filmów wideo Koreańczycy z Północy nauczyli się slangu i zachowań charakterystycznych dla społeczności z południa. Są one aktualnie formą protestu, działają jak antyrządowe graffiti. Jeśli chcesz pokazać swój sprzeciw wobec rządu, po prostu chodź i mów jak Koreańczyk z południa, choć przez kilka minut. Tajna policja obserwuje rozprzestrzenianie się tego typu zachowań, a Kim Dzong Un jest informowany o sytuacji społecznej.

Rząd nie zamierza blokować wiadomości o zbliżających się spotkaniach Kim Dzong Una z prezydentem Korei Południowej, a także z amerykańskim prezydentem w maju, wciąż natomiast cenzuruje informacje o tym, jak krytyczna jest ocena Korei Północnej, w szczególności w Chinach. Wystarczy jednak kilka fotografii, aby to zauważyć. Jedno z takich zdjęć przedstawia wnętrze jednej z nielicznych ekskluzywnych północnokoreańskich restauracji w Chinach. Na zdjęciu widać personel i puste stoły. Chińscy klienci trzymają się z daleka od tej restauracji, a powodem jest niechęć do Korei Północnej. Wrogość, zwłaszcza młodych Koreańczyków z północy, do komunistycznej dyktatury, jest głównym problemem rządu Kima. Trwające negocjacje najwyraźniej zamierzają do zakończenia program nuklearnego w zamian za pomoc gospodarczą, która ma umożliwić zachowanie obecnego systemu politycznego w Korei Północnej. Taki cel co prawda uspokaja północnokoreańską klasę rządzącą (kilka procent populacji), ale jest wysoce niepopularny wśród wszystkich innych grup społecznych tego kraju. Nawet niżsi rangą urzędnicy odczuwają dyskomfort. Wielu z nich uzyskało trochę dóbr luksusowych (telewizor z płaskim ekranem, lodówka, a nawet samochód), ale nie może cieszyć się tymi korzyściami z powodu rosnącego niedoboru energii elektrycznej i paliwa. Negocjacje z Kim Dzong Una mogą sprowadzać się do tego, jak szybko Korea Południowa i Amerykanie mogą wyrównać niedobory energii.

Ostatnie sześć miesięcy sankcji wywarły znaczący wpływ na Koreę Północną. Dla społeczności międzynarodowej może być niezrozumiały gigantyczny wysiłek władz, by nie dopuścić do Korei Północnej informacji o świecie zewnętrznym i by świat nie dowiedział się, co dzieje się w Korei Północnej. U większości nielegalnych dystrybutorów filmy z Korei Południowej i Chin nie są już dostępne. Kilku dystrybutorów zostało aresztowanych i wysłanych do obozów pracy, ale większość po prostu przyjęła ostrzeżenie i przeniosła się na mniej niebezpieczne produkty z czarnego rynku, takie jak artykuły luksusowe – w tym żywność, a także artykuły medyczne. W Korei Północnej nowy dondżu (klasa przedsiębiorcy) postrzegany jest przez rząd jako nieco problematyczny, ale użyteczny. Dondżu wymyśla nowe sposoby na uzyskanie „twardej” waluty dla rządu, ale jednocześnie pokonuje rygorystyczne zabezpieczenia granic, organizując proceder przekupywania strażników granicznych po obu stronach granicy. Dondżu zapewnia również bezpieczne dotarcie towarów do granicy z Chinami. Nawet jeśli zostanie złapany na przemycie dondżu prawdopodobnie może zaproponować wystarczająco dużo korzyści, aby uniknąć ciężkich kar. W ten sposób dondżu okazują się zaradnymi, a jednocześnie lojalnymi Koreańczykami. Wśród sposobów, w jaki dondżu dowodzi tej lojalności jest praca nad nowymi pomysłami na zbieranie funduszy przez rząd. Dzondżu na przykład zauważyli, że  że rząd jest skłonny przyjąć bardziej pragmatyczny stosunek do „uciekinierów”, którzy osiedlili się w Chinach, Korei Południowej i na Zachodzie. Rząd od dawna wiedział, że uciekinierzy często wysyłają pieniądze do rodziny wciąż przebywającej w Korei Północnej. Dokonywano tego za pośrednictwem sieci przemytników, którzy przenosili wszelkiego rodzaju zabronione towary do Korei Północnej. Teraz władze zezwalają, aby te przekazy pieniężne dostały się do Korei Północnej legalnie, w zamian za 20-procentową opłatę. Rząd zezwala również na spotkania „dezerterów” z ich krewnymi z Korei Północnej za cenę ponad 100 tys. USD. Są ludzie, którzy zapłacą za taką „usługę”, a Koreańczycy postrzegają to jako doskonałe źródło waluty obcej.

Na podstawie: strategypage.com

Fot. Pixebay

 

Centralna Agencja Wywiadowcza utworzyła nieformalny kanał służący do kontaktów między władzami Stanów Zjednoczonych i Korei Północnej. Stało się to jeszcze przed dymisją Rexa Tillersona. W Waszyngtonie zawrzało, bo w procesie tym całkowicie pominięto Departament Stanu.

Biały Dom przestał ufać Tillersonowi w sprawach Korei i w sprawach Rosji. Uważano go za zbyt miękkiego gracza, zwolennika dialogu. Prezydenta Trumpa niepokoiły też osobiste relacje szefa amerykańskiej dyplomacji z Igorem Sieczinem – szefem Rosnieftu, jednym z najbardziej zaufanych ludzi prezydenta Putina.

Nowy amerykański Sekretarz Stanu, Mike Pompeo (dotychczasowy szef CIA), ma za zadanie doprowadzić do szybkiego spotkania Donalda Trumpa i Kim Dzong Una. Kilka dni temu telewizja CBS poinformowała, że Pompeo kierując jeszcze pracami Agencji w Langley, utworzył  nieformalny kanał komunikacji z Pjongjangiem na bardzo wysokim szczeblu. W CIA uznano, że można wręcz określić go, „jako kanał bezpośrednich relacji z reżimem północnokoreańskim”, z pominięciem Departamentu Stanu. Mało tego ani Tillerson ani jego współpracownicy nie mieli pojęcia, że prezydent Trump i Mike Pompeo podjęli zakulisową grę w sprawie Korei.

Tymczasem w ubiegłym tygodniu dr Ole Diehl, zastępca dyrektora BND (niemiecki wywiad), miał oświadczyć na spotkaniu za zamkniętymi drzwiami w Bundestagu, że zdaniem służb wywiadowczych rakiety Korei Północnej mają zdolność dotarcia do terytorium Niemiec i innych obszarów Europy Środkowej i Zachodniej. Jednak w trakcie spotkania podkreślano, że reżim północnokoreański nie ma obecnie planów ofensywnych, a ostatnie jego agresywne działania wpisują się w scenariusz zmierzający do skłonienia zachodnich partnerów do udzielenia pomocy materialnej Pjongjangowi oraz złagodzenia sankcji gospodarczych.

Fot. Pixebay

 

Wyodrębniona jednostka japońskiej policji ma zająć się sprawą styczniowej kradzieży cyfrowych żetonów z kryptowalutowej giełdy Coincheck. Około 100 funkcjonariuszy będzie miało za zadanie przeanalizowanie danych związanych z nieautoryzowanym dostępem do serwerów giełdy.

Styczniowa kradzież na Coincheck jest jak dotąd największym tego typu przestępstwem. Ukradziono wtedy żetony NEM o szacowanej wartości około 58 mld jenów, czyli 530-542 mln dolarów.

Dotychczas udało się ustalić, że złodzieje rozdzielili żetony na kilka adresów cyfrowych. Część sumy (wartość około 4,7 mln dolarów) wymienili na różne kryptowaluty m.in. bitcoiny i litecoiny. Na razie niewiele udało się ustalić. Z informacji agencji wywiadowczej Korei Południowej wynika, że za cyberatak mogą być odpowiedzialni hakerzy z Korei Północnej.

Dochodzenie w tej sprawie prowadzi japońska policja wraz z rządową Agencją Usług Finansowych.

Fot. Pixebay