Home Posts tagged Niemcy

Otwarto nową siedzibę BND – największy tego typu kompleks szpiegowski na świecie.

W inauguracji wzięła udział Kanclerz Niemiec, Angela Merkel. BND – niemiecka agencja wywiadu zagranicznego zatrudnia 6500 osób. Część z nich pracuje poza granicami Niemiec, w około 300 miejscach rozsianych po całym świecie. Roczny budżet służby wynosi blisko miliard Euro, to jest 966.482 mln €.

Do niedawna siedziba BND znajdowała się w Bawarii, na przedmieściach Monachium, ale uznano to miejsce za wyjątkowo niepraktyczne, stąd przenosiny do centrum Berlina. Masywny, przytłaczający wręcz nowy kompleks budynków znajduje się w zamożnej dzielnicy Mitte, przysłowiowy rzut kamieniem od granicy dzielącej niegdyś miasto na strefę wschodnią i zachodnią.

Budynki nowej siedziby BND zajmują obszar równy 36 boiskom piłkarskim co czyni ją największym tego typu obiektem na świecie, większym od Langley w stanie Wirginia, w którym mieści się CIA.

Budowa rozpoczęła się w 2006 roku i teoretycznie główne prace zostały ukończone w 2011 roku, ale ostatecznie zdecydowano o dodatkowych audytach bezpieczeństwa, unowocześniono także część zabezpieczeń ponieważ technika w ciągu tych pięciu lat poczyniła ogromne postępy. Tak więc ostatecznie inwestycję ukończono po 12 latach kosztem miliarda €. Podczas budowy zużyto 135.000 m3 betonu, 20.000 ton stali, 14.000 okien i 12.000 drzwi. To pokazuje skalę przedsięwzięcia. W budynku na razie pracować będzie 4.000 pracowników i funkcjonariuszy BND. Nie mogą oni wnosić do części biurowej żadnego prywatnego sprzętu elektronicznego. W godzinach pracy obowiązuje zakaz korzystania z social mediów oraz sprawdzania prywatnej poczty elektronicznej. Wszystkie karty dostępowe pozostają oczywiście w budynku, po zakończeniu pracy, zdeponowane w specjalnym sejfie.

Ale nie zawsze było tak bezpiecznie. Otóż jedną z przyczyn opóźnień w budowie, o czym niechętnie wspominają niemieckie służby jest fakt kradzieży instalacji wodno-kanalizacyjnej z części obiektu, do jakiej doszło w 2015 roku. Niby nic poważnego, ale w jej efekcie doszło do zalania dużej części budynków co z kolei spowodowało konieczność wymiany dużej części infrastruktury – np. okablowania.

Ciekawa jest też historia terenu, na którym zbudowano obiekt. Przed wojną mieściły się tam koszary policji, poważne zniszczone podczas walk o Berlin w 1945 roku. W ich miejsce władze NRD zdecydowały się umiejscowić obiekty sportowe – z niewielkim stadionem włącznie. Po zjednoczeniu, Niemcy starały się o organizację letnich igrzysk w 2000 roku i w ramach przygotowań do imprezy zdecydowano o wyburzeniu starych obiektów tak, aby zrobić miejsce dla nowego stadionu. Z planów nic nie wyszło a atrakcyjny teren ostatecznie przejęło BND.

Źródło: BND

Fot. Wikipedia

Skrajnie prawicowe niemieckie ugrupowanie tzw. „Obywatele Rzeszy” stwarzają coraz większe zagrożenie dla integralności i prawidłowego funkcjonowania Niemiec.

Liczba “Obywateli Rzeszy” w RFN znacznie wzrasta

Według informacji berlińskiego rządu, w Niemczech jest znanych już 19 tys. tzw. „Obywateli Rzeszy” i innych osób nieuznających państwowości Niemiec. 950 z nich klasyfikowanych jest jako „prawicowi ekstremiści” – jak wynika z odpowiedzi federalnego MSW na interpelację Zielonych w Bundestagu. Jest to dość ogólny szacunek, ponieważ wymieniona liczba skrajnie prawicowych „obywateli Rzeszy” odpowiada dokładnie odsetkowi 5 proc. tej grupy.

„Obywatele Rzeszy” negują prawne podstawy istnienia dzisiejszej Republiki Federalnej, uważając ją za twór obcych mocarstw służący „indywidualnemu uciskowi”, odrzucają konstytucję i odmawiają urzędom i sądom kompetencji i prawnej legitymacji.

Federalny Urząd Ochrony Konstytucji w roku 2017 podał liczbę około 16,5 tys. „Obywateli Rzeszy”, rok wcześniej 10 tys. Poważny wzrost ich liczby niemiecki kontrwywiad tłumaczy głębszemu rozpoznaniu i wyjaśnieniu tego zjawiska. Oznacza to, że ludzi tych wcale nie przybywa – po prostu władzom znanych jest coraz więcej takich przypadków.

Ekspertka Zielonych ds. polityki wewnętrznej Irene Mihalic jest innego zdania. Twierdzi ona, że liczba „Obywateli Rzeszy” knujących plany politycznego przewrotu wciąż rośnie. Krytykuje ona, że rejestracja dokonywanych przez nich czynów karalnych i rozpoznanie potencjału zagrożenia z ich strony jest jeszcze w powijakach, mimo że ugrupowania te bliżej obserwowane są od dwóch lat.

Prokurator generalny Niemiec ostrzega przed “obywatelami Rzeszy”

Tak zwani Obywatele Rzeszy mogą stwarzać zagrożenie terrorystyczne, twierdzi prokurator generalny Niemiec Peter Frank. Ta ocena nie odnosi się do całego ruchu, lecz do jego części, która może okazać się groźniejsza, niż do tej pory uważano. Skrajne skrzydło tego ugrupowania nie tylko nie uznaje Republiki Federalnej Niemiec, ale także “gotowe jest wystąpić zbrojnie przeciwko państwu niemieckiemu i jego organom”, powiedział Frank w wywiadzie dla “Badische Neusten Nachrichten”. „Mamy na oku pewną grupę “Obywateli Rzeszy”, z której, jak sądzimy, może wykluć się komórka terrorystyczna” – powiedział Frank.

W odróżnieniu od klasycznych terrorystów, tzw. Reichsbürger czyli “Obywatele Rzeszy”, stoją na stanowisku, że Rzesza Niemiecka istnieje nadal w granicach z 1937 roku, a powojenna Republika Federalna Niemiec jest jedynie spółką prawa handlowego założoną przez aliantów.

Przez długi czas traktowano ich jako mniej lub bardziej nieszkodliwych wariatów. Sytuacja zmieniła, kiedy jeden z członków tego ruchu zastrzelił w Georgensmünd pod Norymbergą policjanta i zranił trzech innych. Z tego względu od listopada 2016 roku “Obywatele Rzeszy” są obserwowani przez niemiecki kontrwywiad i inne służby.

„Obywatele Rzeszy” chcieli stworzyć oddziały partyzanckie

Niemieckie władze podejrzewają, że grupa tzw. „Obywateli Rzeszy” próbowała zaopatrzyć się w broń i stworzyć oddziały partyzanckie. Według ustaleń dziennikarzy stacji radiowo-telewizyjnej MDR grupa “obywateli Rzeszy” planowała utworzenie magazynów broni i żywności. Powodem rewizji w ich domach była informacja, że organizują większe spotkanie w sprawie utworzenia oddziałów partyzanckich – ustalili dziennikarze MDR. Z uzyskanych przez służby specjalne informacji nie wynikało jednak gdzie dokładnie miałoby się odbyć to tajne spotkanie. Stąd też szeroko zakrojone rewizje w trzech krajach związkowych RFN. Prokuratura Federalna poinformowała, że wobec grupy “Obywateli Rzeszy” istnieje podejrzenie, że dążą oni do obalenia konstytucyjnego porządku prawnego RFN i zastąpienia go nową państwową strukturą.

„Obywateli Rzeszy” w RFN z dostępem do broni

Najwięcej „obywateli Rzeszy” mieszka w Bawarii (3500), Badenii-Wirtembergii (2500), Nadrenii Płn.- Westfalii (2200), Dolnej Saksonii (1400) i Saksonii (1300). Jak twierdzi „Focus”, grupa posiadających broń „Obywateli Rzeszy” we wschodnich Niemczech ma nawet zamiar utworzyć własną armię. Służby bezpieczeństwa zadają się potwierdzać te doniesienia.

Władze zaniepokojone są tym, że wielu „Obywateli Rzeszy” posiada legalną oraz nielegalną broń. Około tysiąca z nich dysponuje pozwoleniami na posiadanie jednej lub kilku sztuk broni. W Saksonii-Anhalt mieszka np. samozwańczy „król Niemiec”, nazywający się w rzeczywistości Peter Fitzek, panujący we własnym królestwie, z własną walutą. Nie uznając organów państwowych „Obywatele Rzeszy” dopuszczają się częstokroć ataków z użyciem siły na przedstawicieli instytucji państwowych. Niektórzy z nich swoje nieruchomości i grunty uważają za własne państwo i zabraniają wstępu tam funkcjonariuszom władzy państwowej.

Bawarska policja w żałobie

W Norymberdze odbyło się nabożeństwo żałobne za 32-letniego policjanta zastrzelonego w pobliskim Georgensgmünd przez 49-letniego członka ruchu “Obywateli Rzeszy”, któremu policjanci chcieli odebrać posiadaną przez niego legalnie broń, ponieważ jego postawa polityczna stanowiła, zdaniem władz, przesłankę do odebrania mu pozwolenia.

Szef bawarskiego MSW Joachim Herrmann (CSU) przypomniał zasługi zastrzelonego funkcjonariusza, który był członkiem jednostki specjalnej policji (SEK). Jak powiedział: “śmiertelne strzały oddane w jego kierunku są atakiem na nasze wartości, na państwo prawa, na nas wszystkich”. Powinny być one powodem do “wystąpienia z całą surowością przeciwko tzw. “Obywatelom Rzeszy”, którym należy odebrać całą posiadaną przez nich broń”.

“Obywatele Rzeszy” w szeregach niemieckiej policji

Niemieckie media donoszą, że także w szeregach policji są członkowie i sympatycy tego skrajnie prawicowego ruchu. Liczba postępowań dyscyplinarnych przeciwko policjantom podejrzewanym o sprzyjanie skrajnie prawicowej organizacji “Obywateli Rzeszy” zwiększyła się wielokrotnie w krótkim czasie na obszarze całych Niemiec. Doniosła o tym monachijska gazeta “Süddeutsche Zeitung”. Jej redakcja zwróciła się z tym zapytaniem do ministrów spraw wewnętrznych niemieckich krajów związkowych. Z udzielonych przez nich informacji wynika, że w tej chwili prowadzi się postępowanie wyjaśniające w 15 przypadkach. Najwięcej w Bawarii, gdzie ujawniono właśnie szóstego policjanta związanego, jak się podejrzewa, z ruchem. Z tego samego powodu zwolniono dyscyplinarnie ze służby innego, 26-letniego policjanta w tym samym landzie.

W Saksonii-Anhalt prowadzi się obecnie cztery postępowania dyscyplinarne przeciwko policjantom podejrzewanym o członkostwo w ruchu. Trzech z nich zwolniono już ze służby. W Nadrenii Północnej-Westfalii trwa śledztwo w dwóch nowych przypadkach, obok dwóch innych ujawnionych wcześniej. Jednego policjanta zwolniono ze służby w Berlinie, a policja federalna prowadzi w tej chwili dwa postępowania dyscyplinarne w sprawie o przynależność lub sympatyzowanie jej dwóch funkcjonariuszy z ruchem.

Jak pisze “Süddeutsche Zeitung”, zdaniem niemieckiego kontrwywiadu tylko kilkaset osób z ruchu “Obywateli Rzeszy” ma być aktywna w organizacjach neonazistowskich. Dotyczy to zwłaszcza działaczy tzw. “Emigracyjnego Rządu Rzeszy”. Trudno jest ocenić prawdziwość tych danych. Z ankiety przeprowadzonej przez agencję prasową DPA w landowych ministerstwach spraw wewnętrznych oraz organach bezpieczeństwa wynika, że w ruchu “Obywateli Rzeszy” aktywnie uczestniczy w całych Niemczech przynajmniej 1100 osób. Ale i ta liczba nie jest pewna, bo oparto ją na informacjach pochodzących tylko z dziewięciu landów, a jest ich w RFN szesnaście.

Zaostrzyć procedury zatrudniania w Policji

Pięciu funkcjonariuszom policji we Frankfurcie nad Menem postawiono zarzut podżegania do nienawiści. Dziennik „Frankfurter Rundschau” pisze: „W przeszłości niemiecka policja wywoływała raz po raz podobne skandale, które trafiały na nagłówki gazet. Jak miało to miejsce w przypadku morderstw NSU, kiedy prowadzono śledztwo wyłącznie przeciwko rodzinom ofiar. Albo w Saksonii, kiedy logo specjalnych służb ministerstwa spraw wewnętrznych przypominało symbolikę nazistowską. Nie da się pominąć niewygodnych pytań, jak dalece (…) policja popiera autorytarne postawy, ducha korporacyjnego i rasizm. Dlatego pilnie w kształceniu policjantów trzeba skoncentrować się na umiejętności samorefleksji, krytyki i sprzeciwu. Policja potrzebuje też neutralnych pełnomocników, do których może się zwrócić z pełnym zaufaniem każdy funkcjonariusz, który zauważył sytuacje budzące wątpliwości”.

Dziennik „Hessische Niedersaechsische Allgemeine” z Kassel jest zdania, że „pojawia się teraz pytanie, czy ci funkcjonariusze byli już neonazistami, zanim przyjęto ich do służb policyjnych, czy ulegli radykalizacji w trakcie służby. Obie sytuacje są możliwe i obie fatalne. W ten sposób zajście z Frankfurtu, którego zasięg oraz skutki długo jeszcze trudno będzie oszacować, pokazuje że trzeba zaostrzyć procedury zatrudniania w policji, więcej zainwestować w kształcenie, a ksenofobia, rasizm i prawicowy ekstremizm nie mogą być tematami tabu”.

„Policjanci podczas służby stykają się regularnie z grupami zmarginalizowanymi, wśród których nierzadko znajdują się migranci – pisze „Mitteldeutsche Zeitung” z Halle. „Jeśli doświadczenia te nie zostaną przerobione, mogą zamienić się w ksenofobię. Przy tym stróże porządku publicznego są raczej wrogo postrzegani przez środowiska lewicowe. W konsekwencji tego wielu policjantów czuje się lepiej wśród prawicy. Zastanawiający trend. Co zatem można zrobić? Władze powinny dokładniej przyglądać się kandydatom pod kątem poglądów politycznych. Przełożeni muszą zatroszczyć się o to, by funkcjonariusze mogli odpowiednio uporać się z udziałem w akcjach. A przy niewłaściwym zachowaniu nie może być mowy o duchu korporacyjnym”.

Z kolei „Koelner Stadt-Anzeiger” stwierdza, że „otwartą jest kwestia, dokąd dokładnie prowadzi dochodzenie przeciwko pięciu frankfurckim policjantom. Pewne jest, że nie jest to pierwszy przypadek tego typu. Jeśli służby bezpieczeństwa podatne są na ekstremizm, to na ten prawicowy (…) Demokratyczne państwo prawa potrzebuje stróży, którzy wyznają jego wartości”.

Dziennik „Suedkurier” z Konstancji komentuje: „Szokujące. Akurat ci funkcjonariusze, którzy w przypadku zagrożenia przemocą powinni chronić obywateli, sami stają się sprawcami i schodzą na neonazistowskie manowce. Gwaranci państwa prawa stają się jego przeciwnikami. Problem ten ujawniły już podobne przypadki w Saksonii. Stało się teraz jasne, że nie jest to problem czysto wschodni, lecz może on wystąpić także w wielokulturowym mieście, takim jak Frankfurt. Teraz jest to sprawa pracodawcy – heskiego ministerstwa spraw wewnętrznych prowadzonego przez CDU. A że rządzą z nimi Zieloni, presja jest jeszcze większa”.

„Obywatel Rzeszy” w Bundeswehrze – prawdziwe zagrożenie

W ostatnim czasie wybuchł nowy skandal wokół elitarnej jednostki Bundeswehry. Chodzi o przenikanie armii przez skrajną prawicę. Bundeswehra zawiesiła w obowiązkach podpułkownika elitarnej jednostki KSK. Jest on podejrzany o szerzenie w mediach społecznościowych treści skrajnie prawicowych – powiedziała rzeczniczka armii. Dochodzenie w tej sprawie prowadzi niemiecki kontrwywiad wojskowy MAD. Okazuje się, że kontrwywiad już wcześniej zwrócił uwagę na podejrzanego podpułkownika. – Jego przełożony zdecydował o podjęciu środków dyscyplinarnych – powiedział rzecznik MAD. Podejrzany został zawieszony w obowiązkach służbowych i ma zakaz noszenia munduru.

Jak donosi magazyn „Der Spiegel” podpułkownik zwrócił na siebie uwagę postami, jakie zamieszczał w zamkniętej grupie na Facebooku, a które odzwierciedlały ideologię „Obywateli Rzeszy”. W ubiegłym roku w Bundeswehrze zostało zdemaskowanych czterech prawicowych ekstremistów. Kontrwywiad wojskowy MAD zaklasyfikował ponadto trzech żołnierzy jako islamistów – powiedział rzecznik MAD. We wszystkich przypadkach wszczęto postępowania dyscyplinarne lub personalne, a „znaczna większość” tych osób opuściła już armię – poinformował rzecznik, potwierdzając doniesienia gazet grupy medialnej Funke.

„Obywatele Rzeszy” w Bundeswehrze to prawdziwe zagrożenie – mówi polityk Zielonych i ekspertka ds. obronności Agnieszka Brugger. – Ludzie, którzy zaprzeczają istnieniu Republiki Federalnej, nie mogą mieć dostępu do broni i szkolenia wojskowego – dodała. „Obywatele Rzeszy” nie mogą zasilać szeregów Bundeswehry, a tym bardziej jej elitarnej jednostki – skomentowała polityk Zielonych.

W ubiegłym rok MAD odnotował 270 przypadków podejrzenia o prawicowy ekstremizm. W 2017 roku. tych przypadków było aż 379. Ponadto w 20 z nich podejrzewano żołnierzy o upowszechnianie ideologii „Obywateli Rzeszy” (w 2017 roku – 36 przypadków).

Według danych MAD lekko wzrosła za to liczba przypadków żołnierzy podejrzanych o islamizm – z 46 w 2017 r. do 50 z 2018. Liczba przypadków dotyczących cudzoziemskich organizacji ekstremistycznych wzrosła z 22 do 35, a lewicowego ekstremizmu zmalała z 12 do 2.

Źródło: DW

Fot. Pixabay

Niemiecka prokuratura federalna stwierdziła we wtorek (15 stycznia), że 50. -letni mężczyzna o podwójnym obywatelstwie (afgańskim i niemieckim), który pracował dla Bundeswehry, został zatrzymany pod zarzutem przekazania danych irańskiej agencji wywiadowczej.

“Zaprzeczamy jakimkolwiek związkom z tą osobą (…) nie jesteśmy zaskoczeni, gdy słyszymy takie bezpodstawne zarzuty wymyślone przez tych, którzy starają się zaszkodzić relacjom między Iranem i Europą w tym newralgicznym momencie” – powiedział agencji IRNA rzecznik MSZ Iranu Bahram Qassemi.

Qassemi nie rozwinął tego wątku, ale IRNA odniosła się do doniesień prasowych, które stwierdzały że CIA mogło dostarczyć niemieckim służbom dowody na szpiegostwo 50. – latka.

Europejscy sygnatariusze porozumienia nuklearnego z Iranu z 2015 roku próbowali je chronić mimo wycofania się Stanów Zjednoczonych. W tym miesiącu Unia Europejska zamroziła aktywa irańskiej jednostki wywiadowczej i dwóch jej pracowników po tym, jak Holandia oskarżyła Iran o dwa zabójstwa na swoim terytorium i dołączyła do Francji i Danii, w twierdzeniach, że Teheran planował inne ataki w Europie.

Iran zaprzeczył jakiemukolwiek zaangażowaniu w te rzekome spiski, twierdząc, że oskarżenia miały na celu zniszczenie stosunków między UE a Iranem.

Źródła: Reuters

Fot. Pixabay

Czy wycieki niemieckie mają związek z rychłym wyjściem na wolność hakera Timothy’ego Frencha? Tego nie wiemy. Wszystko jednak wskazuje na to, że swoisty orszak powitalny składa się z jego byłych kolegów, w tym hakerów z grupy TeamPoison.

Jak wskazywaliśmy w poprzednim artykule, haker Timothy French za tydzień ma opuścić amerykańskie więzienie. Grupa hakerska NullCrew została rozbita, nie wiadomo więc czym będzie się zajmował. O jego wyjściu na wolność poinformowano na twitterowym koncie wspierającym innych aresztowanych cyberprzestępców, np. Rossa Ulbrichta, znanego lepiej pod pseudonimem „Dread Pirate Roberts”, założyciela Silk Road, członka grupy Anonymous, Matta DeHarta, który ujawnił w Wikileaks dokumenty zastrzeżone oraz Reality Leigh Winner, byłej pracownicy NSA, skazanej za ujawnienie raportu o szczegółach wpływania Rosjan na wybory w USA (w jej obronie stanął sam Julian Assange). Kto jeszcze oczekuje na powrót Timothy’ego Frencha?

Jak wskazują zagraniczne źródła, powołując się na wiarygodne spekulacje, za najnowszymi wyciekami danych w Niemczech ma stać osoba posługująca się pseudonimem NullRouter/NFr00t. NullRouter był już wcześniej wskazywany jako członek rozbitej grupy NullCrew, do której należał French, na co zwróciliśmy uwagę we wcześniejszym artykule.

Niemiecka BKA dokonała przeszukania u Jana Schürleina (pseudonim Janomine), z powodu jego rzekomych kontaktów z osobą odpowiedzialną za wycieki —NullRouterem. Janomine miał kontaktować się z osobą publikującą wycieki, podawał też szczegóły jego innych kont twitterowych. Jest prawdopodobne, że kontaktował się używając adresu „ther00t@protonmail.com”, którym były podpisane niektóre wycieki.

Przed laty, Nulr0uter, na swoim Twitterze, określał się jako „Virtual God”.

Jak wyjaśniono w „deklaracji” umieszczonej na Twitterze _0rbit, z którego publikowano ostatni wyciek niemieckich danych, wykorzystywane jest ono przez kolektyw hakerski do publikowania danych. Założone zostało w Luksemburgu, jednak miały z niego korzystać osoby przebywające w Niemczech.

Niemieckie źródła publikują informacje o kolejnych powiązanych z profilem_0rbit kontach. Wydaje się, że była to swoista „Grupa 0rbita”, która pozyskiwała dane z wielu źródeł, podczas gdy lider tej grupy siedział w amerykańskim więzieniu.

Jak wskazaliśmy wcześniej, konto wykorzystane do wycieków było opisane co najmniej dwoma pseudonimami – g0d i 0rbit. Skorelowano je z działalnością „grupy siph0na”, która początkowo publikowała wycieki na koncie „smitt3nz”—z Palestyny.

Timothy French jako 0rbit

Timothy French, kiedy został zatrzymany do grupy NullCrew w 2014 roku, miał 20 lat. Jednak wyrok przeciwko niemu, zaczyna się od słów: Timothy French przez lata zaangażowany był w destrukcyjną działalność hakerską, która zaszkodziła dziesiątkom firm, organizacji non profit i rządów, powodując znaczne straty finansowe i naruszając prywatność tysięcy osób.

Nie była to pierwsza tego rodzaju nielegalna aktywność Timothy’ego Frencha. Wiele lat zanim został skazany, agenci FBI zidentyfikowali go jako hakera „Corps3” oraz „Corps3_TP”—członka grupy TeamPoison (TeaMp0isoN), która później była odpowiedzialna za wiele poważnych ataków, a niektórzy z jej członków znacząco wspierali Państwo Islamskie (opowiemy o tym w dalszej części artykułu).

Timothy French, podczas pierwszej osobistej styczności z FBI, miał 17 lat. Przyznał wtedy, że w społeczności hakerskiej uczestniczy od co najmniej 4 lat. Z dokumentów amerykańskich wynika jednoznacznie—Timothy French działał w ramach zorganizowanej i groźnej grupy hakerów.

Wtedy uniknął odpowiedzialności. Co więcej, styczność z FBI nie wpłynęła na resocjalizację Timothy’ego Frencha, który w rozmowach ze swoimi kolegami-hakerami wspominał (cytując za dokumentami amerykańskimi): „I remember when tried to say I was defending my crimes I commited for TeaMp0isoN. LOL [Laugh out loud]. I’m not sorry for anything I’ve hacked”.

Grupa TeamPoison

Działalność grupy hakerskiej TeamPoison odczuły na sobie takie instytucje jak Organizacja Narodów Zjednoczonych, NASA, NATO, Facebook (w tym Mark Zuckerberg), brytyjskie Ministerstwo Obrony oraz nawet MI6. Niektóre z ataków, dokonywane były w ramach wsparcia owianej złą sławą grupy Anonymous.

W ramach wsparcia grupy Anonymous, podczas operacji Robin Hood członkowie grupy TeamPoison wykradli dane kilkudziesięciu tysięcy izraelskich kard kredytowych, w celu dokonania wpłat na organizacje charytatywne na całym świecie. Plan był taki, że hakerzy dokonają kradzieży środków z izraelskich kart kredytowych, organizacje charytatywne będą beneficjentami tych transakcji, a banki izraelskie będą musiały z własnych środków pokryć straty okradzionych klientów banków. Inne operacje tej grupy również były motywowane ideologicznie (islamistycznie)—na przykład podczas ataku na Facebooka, „hackowane” były przede wszystkim strony krytyczne wobec islamu. Swoistym „hołdem” dla zatrzymanego w 2014 0rbita, mogło być podpisanie jego pseudonimem wycieku danych z jednego z izraelskich ministerstw.

Naczelny haker Państwa Islamskiego

Twórca grupy TeamPoison, Junaid Hussain (pseudonim TriCk), urodził się w 1994 roku w Wielkiej Brytanii w pakistańskiej rodzinie. Po odbyciu kary za atak na skrzynki e-mailowe premiera Wielkiej Brytanii Tony’ego Blaira oraz ujawnienie jego osobistych informacji, opuścił Zjednoczone Królestwo i w 2013 roku udał się do Syrii. Przybrał tam pseudonim „Abu Hussain al-Britani” i wspierał Państwo Islamskie, tak jak poprzednio—dokonując ataków hakerskich. W krótkim czasie stał się wiodącym hakerem wspierającym Państwo Islamskie.

W 2015 roku został zabity, w wyniku ataku dronem. Nie była to jednak śmierć przypadkowa, ponieważ Junaid Hussain miał być numerem 3 na liście Amerykanów—zaraz po Abu Bakr al-Baghdadim (kandydat na człowieka roku magazynu Time w 2015, przywódca ISIL-Państwa Islamskiego w Iraku i Lewancie oraz samozwańczy kalif Państwa Islamskiego północno-wschodniej Syrii i zachodniego Iraku) i Mohammedzie Emwazim (nazwanym przez prasę Jihadi Johnem, który miał obcinać głowy zakładnikom ISIL). Junaid Hussain miał być umieszczony na liście z uwagi na „inspirowanie międzynarodowego terroryzmu samotnych wilków”. W chwili śmierci miał 21 lat.

Orszak powitalny

Niektórzy członkowie TeamPoison zostali skazani. 5 lipca 2012 roku, grupa TeamPoison zakończyła swoją działalność, publikując na Pastebin manifest.  Timothy French (0rbit) uniknął wtedy kary, jednak nie zaniechał hakerskiej aktywności. Doskonalił umiejętności informatyczne i dokonywał kolejnych ataków już w ramach nowej grupy -NullCrew. Ta nowa grupa, 13 lipca 2012 roku, niedługo po „manifeście” wieńczącym działalność TeamPoison, opublikowała pierwszy, autorski wyciek.

Jest wysoce prawdopodobne, że Dominik Penner (zer0pwn/Null) – założyciel grupy NullCrew, zatrzymany w Kanadzie oraz Timothy French współpracowali razem nie tylko w ramach grupy NullCrew, ale również i haktywistycznej TeamPoison.

Haker pseudonimie Null, w czasie kiedy TeamPoison było aktywną grupą, współpracował szczególnie blisko z osobą o pseudonimie MTL. Grupa TeamPoison opublikowała na swoim oficjalnym Twitterze wyznanie Nulla z czerwca 2012 roku, rzekomo będącego w rozpaczy po stracie mentora-MLT (MLT żyje i ma się dobrze, jednak w maju 2012 roku został zatrzymany w związku z włamaniami). Kim jest MLT? MLT to urodzony w 1994 roku Brytyjczyk, Matt Telfer. W 2017 stworzył projekt Insecurity, w ramach którego razem z innymi specjalistami zajmuje się cyberbezpieczeństwem.

Jednym z ekspertów Projektu Insecurity, jest Dominik Penner. Znany również jako zer0pwn oraz Null.

Czy wycieki niemieckie mają związek z rychłym wyjściem na wolność hakera Timothy’ego Frencha? Tego nie wiemy. Wszystko jednak wskazuje na to, że swoisty orszak powitalny składa się z jego byłych kolegów, w tym hakerów z grupy TeamPoison.

Rekomendacja Redakcji

Wycieki publikowane w grudniu zbierane były przez lata. Jest to starannie zebrana kolekcja danych o politykach, youtuberach i dziennikarzach. Zupełnie przypadkowo nie dotknęła ona partii eurosceptycznej.

Zdecydowaliśmy się na kontynuowanie naszego autorskiego śledztwa w sprawie tzw. niemieckiego wycieku i opublikowanie drugiej części zebranego materiału w poszukiwaniu  odpowiedzi na pytanie: co może wpływać na wybór drogi życiowej przywódców opisywanej grupy hakerskiej? Co ich motywuje do działania? Na tej podstawie  próbowaliśmy określić czy istnieje wysokie ryzyko prowadzenia przez nich dotychczasowej działalności? Za chwilę Timothy French wychodzi z więzienie i jesteśmy pewni, że jego koledzy nie tylko „zaopiekują się nim”, ale być może przygotowali na powitanie „coś” spektakularnego. Byli cały czas aktywni „zawodowo” i nie zapominali o swoim leaderze. Nie przestraszyli się aparatu bezpieczeństwa i wymiaru sprawiedliwości mimo młodego wieku. Są zdeterminowani, a nawet twierdzimy, że można postawić tezę o ich radykalizacji bo są  motywowani ideologicznie. Dlatego mamy jedną radę dla służb niemieckich nie idźcie drogą FBI i nie lekceważcie tej grupy ze względu na młody wiek jej członków. Monitorujcie to ryzyko szczególnie teraz gdy Orbit wychodzi na wolność. Wiara w proces resocjalizacji w tym przypadku nie wystarczy.

Fot. Pixabay

Według ustaleń portalu O służbach największy w historii atak cybernetyczny na Niemcy mógł zostać dokonany przez hakerów sympatyzujących z Julianem Assangem. Część z nich, jak wynika z naszego śledztwa, prawdopodobnie pochodzi z Rosji.

Największy atak hakerski w historii Niemiec

Berlińska telewizja RBB poinformowała, że nieznani sprawcy opublikowali osobiste informacje setek niemieckich polityków z w zasadzie każdej partii, za wyjątkiem eurosceptycznej i proputinowskiej AfD. To jednak nie wszystko, bo wyciekły również dane dziennikarzy ARD i ZDF, a także artystów i youtuberów. Atak miał uderzyć również w Angelę Merkel. Agencja DPA podała, że wykradziono adres e-mail, numer faksu i listy napisane przez i do kanclerza Niemiec. Dane prawdopodobnie uzyskane zostały z różnych źródeł, a następnie upublicznione.

W reakcji na te działania sprawą zajęła się niemiecka agencja federalna odpowiedzialna za bezpieczeństwo informacyjne (BSI). Na Twitterze oświadczyła ona, że „najprawdopodobniej nie doszło do żadnego ataku na sieci rządowe”. Więcej o całym zdarzeniu służby niemieckie miały dowiedzieć się dopiero 3 stycznia, chociaż dane wyciekały od miesiąca. Problem polega na tym, że nie wiadomo skąd oraz kiedy je pozyskano i co motywuje sprawców.

Linki do paczek z wykradzionymi danymi były umieszczane regularnie na kontach w serwisie społecznościowym Twitter: @_0rbit oraz @_0rbiter. Zauważyliśmy, że samo konto jest również kompilacją dwóch pseudonimów: 0rbit oraz g0d. W obu przypadkach związanych z hakerem o pseudonimie siph0n. Dlaczego jest to ważne, wyjaśnimy w dalszej części publikacji.

Nie wszystkie wykradzione dane są nowe, ponieważ dotyczą lat 2007-2017. My jednak zwróciliśmy uwagę na pewne koincydencje i postanowiliśmy przeprowadzić własne śledztwo. Oto wyniki dociekań zespołu portalu O służbach:

Ślad nr 1: Tożsamość hakera

W przeszłości nickami „0rbit” oraz „orbit.girl”, „@Orbit_g1rl”, „crysis”, „rootcrysis” i „c0rps” posługiwał się haker Timothy Justen French. To pseudonim taki sam jak na kontach Twittera, wykorzystanych do ujawniania danych przy tzw. wycieku niemieckim.

French w czerwcu 2014 roku został zatrzymany przez FBI. Wpadł, ponieważ nie uczynił użytku z VPN, łączył się z domowego IP oraz nie zachowywał w tajemnicy swojej tożsamości, a FBI miało w jego otoczeniu informatora. Najprawdopodobniej był nim członek grupy NullCrew posługujący się pseudonimem siph0n. W tej sprawie zatrzymano również drugiego nastolatka, Kanadyjczyka Dominika Pennera używającego pseudonimów Null i zer0_pwn, rzekomego założyciela Grupy NullCrew. Penner został skazany na prace społeczne, ponieważ miał dopiero 14 lat. To przypuszczalnie on ujawnił, że siph0n współpracuje z FBI, co wywnioskował po zapoznaniu się z materiałem zgromadzonym w jego sprawie.

W grudniu 2015 roku French przyznał się przed sądem w Chicago do uczestnictwa w atakach dokonywanych przez grupę NullCrew. W listopadzie następnego roku został skazany na karę 45 miesięcy pozbawienia wolności. Okazało się, że nie tylko uczestniczył w cyberatakach, ale publikował informacje o nich na oficjalnym Twitterze NullCrew. W chwili zatrzymania miał 20 lat.

Czy zatem w sprawie ataku niemieckiego mamy do czynienia z Timothym Justenem Frenchem, który posługiwał się nickiem 0rbit?

Gdyby założyć, że French oczekiwał na wyrok w USA od czerwca 2014 roku i na poczet kary zaliczono mu 45 miesięcy (3 lata 9 miesięcy) wcześniejszej odsiadki, wyszedłby najwcześniej w połowie marca 2018 roku. Musimy też pamiętać, że konto twitterowe _0rbit zostało założone w dniu 09 lutego 2015 roku, _0rbiter 25 grudnia 2016 roku, a w grudniu 2015 roku w Internecie pojawiła się informacja, że _Orbit dziękuje za wsparcie i oczekuje w USA na proces w związku z atakami z lat 2013-2014.

Wszystkie te wydarzenia mają miejsce w trakcie odsiadki Frencha. Natomiast jest mało prawdopodobne, że po odbyciu kary on sam zdecydowałby się wykorzystać swój pseudonim do organizacji tzw. wycieku niemieckiego.

Co więcej, sprawdziliśmy, że przebywa w więzieniu.

W dniu 4 stycznia, w którym media ujawniły wyciek, rano pojawiła się informacja, że Timothy French 13 stycznia wychodzi z więzienia.

Należy zadać pytanie, czy mógł korzystać z cudzej pomocy lub inspirować innych do działania? Z całą pewnością tak. Nie jest bowiem problemem zmiana nazwy konta na Twitterze, w dowolnym czasie lub zlecenie jego utworzenia. Może chodziło też o oddanie swoistego „hołdu” 0rbitowi, który właśnie wychodzi z więzienia?

Sprawę uzyskania jednoznacznej odpowiedzi komplikuje fakt, że nie znamy czasu, w którym wyciekły dane w Niemczech oraz motywów, dla których są one publikowane. Wiemy jedynie, że sposób publikowania „wycieków” pasuje do 0rbita i pozostałych członków grupy NullCrew, np. siph0na.

Nie byłby to też pierwszy przypadek tworzenia na portalach kont o nazwie „0rbit” w celu publikowania wycieków i przypisania mu odpowiedzialności za nie. Tuż po ogłoszeniu zatrzymania Frencha przez FBI, z konta na pastebin.com, utworzonego już po zatrzymaniu Frencha, opublikowano wyciek adresów e-mail i haseł z jednego z izraelskich ministerstw. Autorem wycieku miał być “0rbit”. 

Ślad nr 2: Naśladowcy

Musimy postawić sobie pytanie: czy aktualnie mamy do czynienia z kimś kto naśladuje 0rbita? Jeśli to naśladowca to czym jest motywowany? Żeby znaleźć odpowiedzi na te pytania analizowaliśmy jego otoczenie. Siph0n do tej pory prowadzi stronę internetową: Siph0n.net, na której kolekcjonowane są wycieki. Samą stronę miał utworzyć tzw. “sn”. Jednak jest także możliwe, że skrót sn to skrót od siph0n.

Współpraca FBI z siph0nem była rzekomą przyczyną jego wyrzucenia z grupy hakerskiej NullCrew., która w 2014 roku uległa rozwiązaniu. W tym samym roku, siph0n zaczął samodzielną działalność, a jednymi z pierwszych jego „współpracowników” dokonujących włamań i publikujących dane byli g0d i zer0. Tu znów mamy do czynienia z łudząco podobnym pseudonimem do założyciela grupy NullCrew. Jest też ważne, że g0d na jakiś czas „wypożyczył” pseudonim 0rbit.

Przypuszczamy, że g0d to ktoś kto był w NullCrew, a następnie zmienił pseudonim w związku z rozwiązaniem grupy i zatrzymaniem Frencha, tym bardziej, że w wynikach wyszukiwania, g0d nie pojawia się wcześniej.

Niektóre wycieki (pliki txt) publikowane po czerwcu 2014 roku, kiedy zatrzymano zer0pwn (Null), są podpisane pseudonimem „zer0”, a ostatnie wpisy na stronie autorstwa „zero” są z lipca 2014 roku. Nie powinno to jednak to dziwić, ponieważ strona siph0n anonsowana była jako baza zawierająca „osiągnięcia” hakerskie, za które Grupa NullCrew wzięła odpowiedzialność.

Nie można więc wykluczyć, że „zero” i założyciel NullCrew to ta sama osoba, a działalność grupy siph0n jest w jakimś sensie kontynuacją działalności rozwiązanej Grupy NullCrew, pomimo że „grupa siph0na” w późniejszym okresie starała się odciąć od działalności NullCrew oraz innych grup.

Nie są to jedyne przypadki posługiwania się pseudonimem Orbit. Konto Twitter, na którym początkowo publikować miała „grupa siph0na”, miało nazwę „smitt3nz”.

 Haker smitt3nz (znany również jako „rubber”) twierdził, że jest z Palestyny. Smitt3nz (rubber) wykradał m.in. dane ze strony pokerowej, skupiając się przede wszystkim na adresach e-mail które obejmują kilka z domen rządowych i wojskowych, takich jak: whitehouse.gov, cdc.gov, nasa.gov, dhs.gov, irs.gov, defence.gov.au, army.mil, navy.mil, usmc.mil i af.mil.

Warto przypomnieć, że 0rbit był również podpisany pod dawnym wyciekiem danych z jednego z izraelskich ministerstw.

Czy zainteresowanie witrynami rządowymi miało zaspokoić jedynie ciekawość hakerów, czy działali na czyjeś zlecenie – tego nie wiemy i nie jesteśmy wstanie ustalić, ale to dobry kierunek do pracy dla śledczych.

Ślad nr 3: Tropy rosyjskie

Czym była Grupa NullCrew? To hakerzy, którzy nie tylko deklarowali poparcie dla działalności Juliana Assange i Wikileaks, ale w sierpniu 2012 roku, czynnie wsparli cyberatakami ruch #OpFreeAssange, atakując Uniwersytet Cambridge.

Ofiarami grupy w latach 2012-2014 padły m.in. Interpol, brytyjskie ministerstwo sprawiedliwości, biuro premiera, Uniwersytet Cambridge. Ponadto, Światowa Organizacja Zdrowia, Organizacja Narodów Zjednoczonych, Amerykański Departament Stanu, brytyjskie Ministerstwo Obrony, kanadyjski Bell, amerykański Comcast oraz Orange, konglomerat mediowy AlArabiya, ukraińskie Science and Technology Center, Sony.

Poza 0rbitem, w grupie miały brać udział również osoby ukrywające się pod pseudonimami: doc, 3cho, siph0n, Nop, Null, sl1nk, Saturnine, Vlad, Ignit3, airyz, Manst0rm, NullRoute and TiTaN. Twierdzili też, że „nie są częścią Anonymous, ale ich wspierają”, czemu dali wyraz atakując Uniwersytet Cambridge.

Sama grupa NullCrew powstała w 2012 roku, niedługo po rozwiązaniu innej grupy hakerskiej – LulzSec, która podobnie jak NullCrew została rozbita przez FBI dzięki pomocy informatora i od 2012 roku była nieaktywna. Niektórzy członkowie LulzSec, którzy nie zostali zatrzymani, dołączyli do Anonymous.

Czy członkowie Grupy NullCrew mogli być, świadomie lub nie, wykorzystywani przez służby rosyjskie do obrony Juliana Assange? Nie wiemy, ale sądzimy, że w tej sytuacji mogą nabrać, nowego znaczenia związki Assange z członkami Grupy NullCrew, a także  z Rosją.

Z całą pewnością trzeba to sprawdzić.

Jeden z członków grupy NullCrew – brytyjski nastolatek ukrywający się pod pseudonimem sl1nk, zatrzymany w związku z atakiem na Uniwersytet Cambridge, przed laty wskazywał na swoim Twitterze, że pisze z St. Petersburga w Rosji.

Znaleźliśmy też kolejny ślad wiążący siph0na z Rosjanami. Otóż on sam prowadzi konta Twitterowe np. https://twitter.com/datasiph0n – gdzie pisze, że jest z Rosji (podobnie jak inni związani z nim hakerzy). Jedna ze stron siph0na, na której publikowane były wycieki, miała końcówkę „ru”. Po co to robi? Może w dalszym ciągu realizuje zadania dla FBI, a może faktycznie jest w kontakcie z Rosjanami. Zastanawia nas fakt dlaczego FBI zatrzymała jedynie 0rbita i  przyczyniła się do ujęcia NULL-a (zer0), a pozwoliła na działalność siph0na i realizacje kolejnych bardzo dużych ataków przeprowadzonych przez grupę NullCrew?   Ciekawe – prawda?

To kierunek do weryfikacji. Tym bardziej, że gdy w 2012 roku, rosyjscy hakerzy wykradli z Linkedin dane ponad 100 milionów użytkowników kilkaset z nich zostało opublikowanych na stronie „wyciekowej” siph0n-a. Podpisał się pod tym „0x2Taylor”, z mailem @yandex, publikujący z konta „comcastkids”. Później, 15 lipca 2016 roku, też na stronie siph0n.net zostały opublikowane kolejne dane z Linkedina. Ciekawe, że początkowo do całości wycieku z LinkedIna miała mieć dostęp jedynie ograniczona liczba rosyjskich hakerów.

 Epilog

Jesteśmy świadomi, że możemy się mylić w naszym wnioskowaniu. Jest jednostronne i zawiera luki. Badania empiryczne zastąpiliśmy naszym dotychczasowym doświadczeniem, a więc zredagowane hipotezy należy poddać weryfikacji. Nie posiadamy do tego odpowiednich narzędzi, sił i środków. Jednak dzięki zastosowanym zabiegom mogliśmy podzielić się z czytelnikami wątpliwościami, które powinny stanowić wektory działań niemieckich służb, jeżeli będą chciały wyjaśnić szczegółowo sprawę tak rozbudowanego „wycieku” dramatycznie dużej ilości danych.

Fot. Pixabay

Niemcy: centrum prania brudnych pieniędzy w Europie

Szajka Libańczyków prała w Europie pieniądze dla karteli narkotykowych z Ameryki Południowej. Dziś stanęli przed sądem w Paryżu.

Niemiecka granica koło Akwizgranu-Lichtenbusch, koniec lipca 2015 r. Policja Federalna w biały dzień zatrzymuje mercedesa na rejestracji bremeńskiej, który z Belgii wjeżdża do Niemiec. Za kierownicą młody mężczyzna, podobnie jak siedzący obok pasażer, urodzony w Libanie i zamieszkały koło Bremy. Obydwaj twierdzą, że byli w Belgii na zakupach. Policja przeszukując samochód: w ich bagażu, w sportowych torbach znajduje 489 tys. euro w różnych banknotach. Dalsze śledztwo policji celnej w Essen wykazuje ślady kokainy w torbach.

Zupełnie przypadkowo niemiecka policja podczas tej kontroli wpadła na dwóch członków libańskiej bandy, kursujących między Europą Zachodnią, Afryką i Bliskim Wschodem, która rozprowadzała w tym trójkącie luksusowe zegarki, biżuterię i samochody wartości kilkudziesięciu milionów euro. Niemieccy dziennikarze z rozgłośni NDR, WDR i „Sueddeutsche Zeitung” mieli dostęp do kilkuset stron dokumentów ze śledztwa prowadzonego przeciwko działającej na globalną skalę sieci trudniącej się handlem kokainą i praniem brudnych pieniędzy.

Szajka w Europie Zachodniej

W lutym 2015 funkcjonariuszom amerykańskiej agencji zwalczania handlu narkotykami DEA udało się podsłuchać rozmowy telefoniczne domniemanych członków kolumbijskiego kartelu narkotykowego, w których omawiali transfer zysków ze sprzedaży narkotyków do Ameryki Płd. Informacje te spowodowały podjęcie we Francji szeroko zakrojonego śledztwa, w trakcie którego podsłuchiwano setki rozmów telefonicznych i przeprowadzono szereg tajnych operacji inwigilacyjnych. Policja szybko zorientowała się, że ma do czynienia z nieformalną szajką, której sieć obejmowała całą Europę Zachodnią, po Bliski Wschód do Afryki i Ameryki Płd.

Teraz na ławie oskarżonych w Paryżu zasiadło 14 osób, którym zarzuca się pranie kilkudziesięciu milionów euro, pochodzących z handlu narkotykami. Prawie wszyscy oskarżeni są obywatelami libańskimi albo mają libańskie korzenie. Śledztwu nadano kryptonim „Cedar”, co po angielsku oznacza drzewo cedrowe, będące godłem w libańskiej fladze.

Policja wychodzi z założenia, że sieć ta działała w Europie, lecz sterowana była z Libanu, i w czasach swoich najintensywniejszych działań prała około miliona euro tygodniowo, także w Niemczech, przerzucając pieniądze potem z Libanu do Ameryki Płd.

Łańcuch działań

Ostatnia akcja policyjna w tej sprawie miała miejsce w styczniu 2016. Policjanci w sześciu krajach przeszukiwali domy, zatrzymywali podejrzanych i zabezpieczyli ponad 800 tys. euro w gotówce. Także w Niemczech przeszukano kilka mieszkań: w Duesseldorfie, Münster (Monastyrze) i okolicach Bremy; zatrzymano wtedy cztery osoby. Grupa miała ustaloną hierarchię i tryb działania. Niektórzy z jej członków, jak mężczyźni zatrzymani koło Akwizgranu, ściągali gotówkę pochodzącą ze sprzedaży narkotyków w Belgii, Hiszpanii, Włoszech, Francji i Niemczech. Pieniądze te przekazywali innym członkom grupy, którzy kupowali za nie biżuterię, luksusowe zegarki i drogie samochody, aby potem dostarczyć ten towar do Libanu, gdzie miał być spieniężany. Policja przypuszcza, że zyski z tej sprzedaży były potem przesyłane z Libanu bezpośrednio do karteli w Ameryce Płd., które dostarczały kokainę do Europy.

W trakcie śledztwa policja rozważała, czy sprawcy przypadkiem nie działali na zlecenie organizacji Hezbollah. Zarzut finansowania terroryzmu nie został jednak ujęty w akcie oskarżenia, ponieważ brak jest na to twardych dowodów. Proces w Paryżu ma trwać do końca listopada.

Nic nie wiedzieli o handlu narkotykami

Punktem centralnym tego nielegalnego biznesu miały być Niemcy. Dwóch obwinionych mieszkało w Monastyrze i Düsseldorfie, dwóch innych w Bremie. Proces może mieć też nieprzyjemne konsekwencje dla czterech niemieckich jubilerów. W śledztwie wyszło na jaw, że w latach 2011-2015 jubilerzy ci zainkasowali od libańskich klientów ponad 20 mln euro. Nie wzbudziło u nich żadnych wątpliwości to, że mężczyźni przychodzili do sklepów z plastikowymi torbami pełnymi gotówki – wyjaśnił rzecznik prokuratury w Akwizgranie. W związku z tym czterem jubilerom zarzuca się nieumyślne pranie pieniędzy. Jednym z głównych obwinionych jest Ali Z. z Monastyru. W rozmowie z dziennikarzami NDR, WDR i „Sueddeutsche Zeitung” zapewniał, że jest niewinny. Twierdził, że jego dobrze prosperująca, legalna firma eksportowa została wykorzystana przez innych oskarżonych. Nie miał ponoć pojęcia, że pieniądze pochodzą z handlu narkotykami i do dziś nie rozumie, na jakiej podstawie prokuratura przedstawia mu zarzuty. Wychodził on z założenia, że pieniądze pochodziły z legalnego źródła. Zarzut, jakoby grupa wspierała Hezbollah, uważa on za wydumany. Jego zdaniem francuscy śledczy ulegli politycznemu wpływowi amerykańskich kolegów, ponieważ nie ma na to żadnych dowodów. Dwóch dalszych obwinionych nie chciało rozmawiać z prasą.

60 tys. doniesień o praniu pieniędzy

Eksperci wychodzą z założenia, że domniemani sprawcy nieprzypadkowo dokonywali zakupów w Niemczech. W porównaniu z innymi europejskimi krajami w Niemczech dość liberalnie podchodzi się do prania brudnych pieniędzy. „Nikt nie protestuje, kiedy za luksusowe towary czy nawet za nieruchomości płaci się gotówką” – podkreśla europoseł Zielonych, ekspert ds. finansowych Sven Giegold. Pomimo że ustawa o zwalczaniu prania pieniędzy zobowiązuje handel do składania doniesień o podejrzanych płatnościach gotówką, rzadko kiedy zgłaszane jest to na policję – twierdzi polityk Zielonych.

Faktycznie w ubiegłym roku na policję spłynęło 60 tys. doniesień o podejrzeniu prania pieniędzy: tylko 216 z nich dotyczyło jubilerów, dealerów samochodów i innych. Zapytany o to rzecznik celnego wydziału Financial Intelligence Unit (FIU) poinformował, że do problemu tego podchodzi się bardzo poważnie. W przyszłym roku władze celne chcą nawiązać kontakt z handlowcami, by uczulić ich na ten problem. Poza tym myśli się o wzmocnieniu współpracy z władzami nadzoru finansowego w innych krajach.

Źródło: dw.com

Fot. Pixabay

Pierwszy muzułmanin w kierownictwie niemieckiego kontrwywiadu?

Po skandalu towarzyszącym usunięciu ze stanowiska szefa niemieckiego Urzędu Ochrony Konstytucji, o czym pisaliśmy tutaj, władze postawiły na uspokojenie sytuacji wokół służby, powierzając jej kierowanie doświadczonym specjalistom.

15 listopada br. stanowisko szefa BfV objął Thomas Haldenwang. Z wykształcenia prawnik, w latach 1991 – 2000 pracował w MSW jako radca prawny, później zajmował kierownicze stanowisko w BVA (Federalny Urząd Administracyjny). W 2006 roku powrócił do pracy w MSW. W BfV Thomas Haldenwang pracuje od 2009 roku.

Jednocześnie, od kilku dni niemieckie media informują o planach mianowania wiceszefem tej służby, Sinana Selena. Jest on pracownikiem BfV. Ma 46 lat i urodził się w Stambule. Jest muzułmaninem. Zajmował się między innymi monitorowaniem aktywności fundamentalistów islamskich na terytorium Niemiec. Jeżeli dojdzie do tej nominacji będzie pierwszym muzułmaninem, który obejmie stanowisko w kierownictwie Urzędu Ochrony Konstytucji.

Źródło: verfassungsschutz.de

Fot. Pixabay

Izrael: specyfikacje niemieckich okrętów podwodnych padły łupem hakerów

Erel Margalit, były członek Knessetu i przedsiębiorca operujący w obszarze zaawansowanych technologii, zwrócił uwagę na to, że specyfikacje dotyczące okrętów podwodnych zamówionych przez Izrael padły dwa lata temu łupem hakerów, którzy włamali się do systemu niemieckiej stoczni w Kiel, gdzie okręty te były konstruowane.

Ofiarą cyberataku był gigant przemysłu ciężkiego, ThyssenKrupp. Firma nie potwierdziła kradzieży informacji dotyczących okrętów przeznaczonych dla Izraela. Margalit podniósł dodatkowo publicznie fakt, że stocznia w Kiel należy do rodziny Samira Moqbela, który pełnił funkcje ministra obrony Libanu w latach 2014-2016.

„Wiemy, że okręty i korwety, które Izrael kupuje by chronić swoje granice morskie pochodzą z niemieckiej stoczni będącej w posiadaniu libańskiej rodziny powiązanej Iranem” – stwierdził członek Knessetu.

Okręty i korwety, które Izrael kupuje by chronić swoje granice morskie pochodzą z niemieckiej stoczni będącej w posiadaniu libańskiej rodziny powiązanej Iranem. Click To Tweet

W ubiegłym roku Margalit wystąpił do Sądu Najwyższego z wnioskiem o wszczęcie postepowania dotyczącego niejasnych relacji premiera Benjamina Netanyahu z koncernem ThyssenKrupp.

Sprawa ta jest aktualnie przedmiotem śledztwa izraelskiej policji, znanego jako „Case 3000”, prowadzonego w sprawie domniemanej korupcji urzędników państwowych, którzy wydali decyzję o zakupie czterech patrolowców i trzech okrętów podwodnych  typu Delfin.

Źródło: The Times of Israel

Fot. Wikipedia

Chiński wywiad przemysłowy aktywny w Niemczech

Niemiecka prokuratura w Kolonii postawiła zarzuty karne byłemu pracownikowi wytwórcy specjalistycznych produktów chemicznych Lanxess, za sprzedaż tajemnic handlowych Chińczykom. Pracownik ten, to czterdziestoletni inżynier, z pochodzenia Chińczyk, zamieszkały na terenie Niemiec. W przypadku uznania za winnego, grozi mu kara czterech lat pozbawienia wolności. 

 Niemiecki Urząd Ochrony Konstytucji BfV ostrzegał w czerwcu, w swoim raporcie rocznym, iż Chiny mogą korzystać z kradzieży własności intelektualnej, jako że dążą do uzyskania statusu eksportera produktów zaawansowanych technologicznie. Niemiecka służba zaznaczyła przy tym, że w przypadku Państwa Środka niezmiernie trudno jest odróżnić szpiegostwo państwowe od przemysłowego. Podobna sprawa, dotycząca szpiegostwa przemysłowego wymierzonego w firmę Lanxess, rozstrzygana była w lutym 2017 roku przez sąd w Duesseldorfie. Sąd podjął wówczas decyzję o nałożeniu na winnego kary finansowej w wysokości ok. 180 tysięcy euro. Sąd apelacyjny obniżył zasądzoną kwotę do ok. 167 tysięcy euro, natomiast skazał dodatkowo winnego na karę zadośćuczynienia firmie Lanxess za ewentualne przyszłe skutki swoich czynów. 

 

Lanxess wydzieliła się w 2005 roku z firmy Bayer, niemieckiego producenta  leków i pestycydów. 

 

Źródło: Reuters

 

Fot. Pixabay

Niemiecki rząd usunął ze stanowiska szefa Urzędu Ochrony Konstytucji

Niemiecki rząd usunął ze stanowiska w trybie natychmiastowym Hansa-Georga Maassena, szefa Urzędu Ochrony Konstytucji (Bfv), który miał  być zdymisjonowany już wcześniej po fali krytyki związanej z jego reakcją na antyimigranckie protesty, do których doszło w Chemnitz.

Oficjalnym powodem tej nagłej decyzji miało być przemówienie wygłoszone za zamkniętymi drzwiami, na posiedzeniu Klubu Berneńskiego w Warszawie, które miało miejsce w dniu 18 października 2018 roku. W przemówieniu Maassen potępił „naiwną i lewicową” politykę rządu i zasugerował, iż rozważa włączenie się w politykę.

„Poprosiłem Szefa (BfV) o ustąpienie ze stanowiska i przejście na wcześniejszą emeryturę”, powiedział reporterom Minister Spraw Wewnętrznych Niemiec Horst Seehofer. Dodał, że  przemówienie Maassena „przekreśliło [ich] relację opartą na zaufaniu”.

To właśnie Seehofer uratował Maassena przed zwolnieniem we wrześniu, kiedy  szef BfV zakwestionował autentyczność nagrania protestów w Chemnitz. Jednak w przemówieniu wygłoszonym przed kolegami-szefami europejskich służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo wewnętrzne, Maassen porównał to nagranie do propagandy rosyjskiej, a siebie przedstawił jako ofiarę polowania na czarownice realizowanego przez „siły radykalnie lewicowe” w SPD, a więc partii koalicyjnej w rządzie Angeli Merkel.

„W Niemczech postrzegany jestem jako krytyk idealistycznej, naiwnej i lewicowej polityki bezpieczeństwa. Mogę sobie wyobrazić życie poza służbą publiczną, na przykład w polityce czy w biznesie” – stwierdził w swoim przemówieniu Maassen.

Poniżej, przytaczamy treść wystąpienia, które miał wygłosić w Warszawie szef BfV. Został on udostępniony przez portal informacyjny archyworldys.com:

Drodzy Koledzy!

Dzisiaj chcę się z wami pożegnać, po ponad sześciu latach przynależności do tego grona. Często planuje się pożegnania, np. jeśli umowa o pracę ma limit czasowy, albo gdy osiąga się określony wiek, jak ma to miejsce w przypadku naszego przyjaciela Roba.

Inne pożegnania nie są planowane i bywają nieco zaskakujące, tak jak w moim przypadku.

Liderzy trzech partii tworzących rząd federalny w Niemczech, pani Merkel, z CDU, pan Seehofer z CSU i pani Nahles z SPD, podjęli 23 września decyzję o tym, bym ustąpił z pełnienia funkcji Szefa Federalnego Urzędu Ochrony Konstytucji. Zakończyło to kryzys rządowy w Niemczech. SPD groziło wcześniej zerwaniem koalicji, gdybym pozostał na tym stanowisku.

U źródła wspomnianego przeze mnie kryzysu był fakt,  iż 7 września stanąłem w opozycji do największej niemieckiej gazety, Bild, kwestionując informacje mediów i polityków o prawicowych „polowaniach” czy pogromach w Chemnitz. 26 sierpnia 2018 roku Niemiec został zamordowany przez osoby wnioskujące o azyl w Chemnitz. Tego samego dnia doszło do demonstracji  w Chemnitz, przeciwko polityce azylowej rządu federalnego, w którym wzięli udział zwykli obywatele, ale też prawicowi ekstremiści. Przy okazji doszło do przypadków naruszenia prawa. Następnego dnia i w ciągu kilku kolejnych to nie zabójstwo było w centrum zainteresowania polityków i mediów, ale prawicowe „polowanie na cudzoziemców”. Według lokalnej policji, prokuratury, lokalnej prasy, premiera i moich funkcjonariuszy, te „polowania” nie miały miejsca. Były fikcją.

Doświadczyłem już wielu manipulacji ze strony niemieckich mediów i rosyjskiej dezinformacji. Ale politycy i media, którzy wymyślają  „polowanie z nienawiści”, albo przynajmniej rozpowszechniają bez kontroli taką zmanipulowaną informację byli dla mnie nowym zjawiskiem w sferze manipulacji informacją w Niemczech. Tydzień później wypowiedziałem zaledwie cztery zdania komentarza dla wyżej wspomnianej gazety, wyjaśniając, że zgodnie z ustaleniami wszystkich właściwych organów bezpieczeństwa, takie prawicowe ekstremistyczne „polowania” nie zaistniały. W następnym tygodniu wyjaśniłem właściwym komisjom parlamentarnym, że walka z prawicowym ekstremizmem nie usprawiedliwia wymyślania skrajnych prawicowych przestępstw. Media i politycy – zieloni i lewicowi, którzy poczuli się przyłapani na rozpowszechnianiu nieprawdziwych informacji, zażądali mojej dymisji. Moim zdaniem źródłem całej tej sytuacji była lewica w SPD, która od początku była przeciwna tworzeniu koalicji z CDU / CSU, i która uchwyciła się okazji do zerwania koalicji rządowej. Ponieważ jestem znany w Niemczech jako krytyk idealistycznej, naiwnej i lewicowej polityki azylowej i bezpieczeństwa,  była to również okazja dla moich przeciwników politycznych i dla niektórych mediów, by usunąć mnie z urzędu.

W związku z decyzją wspomnianych wcześniej liderów trzech partii zrezygnuję z mojego urzędu, gdy tylko zostanie mianowany następca. Oczekuje się, że tak się stanie w ciągu najbliższych kilku tygodni. Federalny minister spraw wewnętrznych Seehofer, który bardzo mnie i moje stanowisko w tej debacie politycznej wspierał, a także sam był celem krytyki ze strony mediów chce, bym został jego doradcą. W ciągu następnych tygodni okaże się, czy i na jakich warunkach to nastąpi. W każdym razie mogę sobie wyobrazić życie poza służbą cywilną, na przykład w polityce lub biznesie. Nigdy nie wyobrażałem sobie, że strach przede mną i przed prawdą stanie się elementem polityki i mediów, ich paniki i histerii, i że cztery zdania z mojej strony wystarczyły, by wywołać kryzys rządowy w Niemczech.

Panie i panowie! Po sześciu latach trudno mi się z Państwem pożegnać. Bardzo lubiłem słuchać tego gremium, odnalazłem tu koleżeństwo i solidarność w czasie wszystkich spotkań i dyskusji. Stwierdziłem, że mamy te same cele, te same wartości i walczymy z tymi samymi wrogami wolności i demokracji. Uważam, że osiągnęliśmy wiele w ciągu ostatnich sześciu lat. Wiele dla bezpieczeństwa mojego kraju. Otrzymałem od państwa w ostatnich latach  wiele wsparcia w rozwiązywaniu problemów związanych z bezpieczeństwem narodowym i zawsze starałem się pomagać wam w waszej pracy, aby wasze kraje i Europa były bezpieczniejsze. Chcę za to wszystko podziękować. Chciałbym również podziękować za wiele osobistych i przyjacielskich chwil, które udało mi się doświadczyć. Byłbym bardzo szczęśliwy, gdybym mógł później pozostać w kontakcie z wieloma z was osobiście i prywatnie. Na koniec chciałbym wyrazić życzenie, abyście z moim następcą kontynuowali współpracę w równie intensywnym partnerstwie. Dziękuję za uwagę!

Źródła: Politico, Reuters.

Fot. Pixabay