Home Posts tagged putin

Od momentu zaprzysiężenia amerykański prezydent Donald Trump spotkał się ze swoim rosyjskim odpowiednikiem Władimirem Putinem aż pięć razy. Jednak szczegóły tych rozmów pozostają nieznane.

Biały Dom robi wszystko, aby informacje na ten temat nie wypłynęły na zewnątrz. Mało tego, większość wyższych urzędników Departamentu Stanu także nie może liczyć na dostęp do treści rozmów. Taki stan rzeczy niepokoi Demokratów, którzy podejrzewają, że Trump może ukrywać prawdziwą naturę swoich relacji z Putinem. Zapowiadają przy tym, że wystąpią (korzystając z faktu uzyskania większości w Izbie Reprezentantów) o szereg dodatkowych dokumentów, które rzucą trochę więcej światła nie tylko na relacje obydwu prezydentów, ale także ich zaplecza i współpracowników.

Steven Pifer, były amerykański ambasador na Ukrainie, a także członek rady Bezpieczeństwa Narodowego (za czasów Clintona), zajmujący się Rosją i Ukrainą pyta wprost na łamach The Wall Street Journal: „Jak bardzo wrażliwe problemy musiały być przedmiotem dyskusji przywódców obydwu państw, skoro prezydent USA nie chce się nimi z nikim podzielić”?

Co ciekawe nikt nie dysponuje także notatkami z rozmów, choć przepisy federalne są w tej sprawie jasne – nie ma czegoś takiego jak prywatne notatki. Tymczasem są one za każdym razem zabierane przez Trumpa – tak było zarówno podczas spotkań w Helsinkach jak i w Hamburgu. Zakaz notowania dotyczy także…tłumaczy. To tylko podsyca spekulacje o „nienaturalnym charakterze” relacji Trumpa z Putinem.

Nieprzypadkowy wydaje się w tym kontekście opór prezydenta Trumpa w sprawie wprowadzenia sankcji przeciwko Rosji w 2016 roku. Tu jednak zdecydowana postawa Kongresu przeważyła. Ale Prezydent USA opierał się także wprowadzeniu nowych sankcji po atakach z użyciem broni chemicznej w Syrii, która mogła liczyć na wsparcie Kremla.

Prezydent bagatelizował także ostrzeżenia, płynące z amerykańskich służb, dotyczące potencjalnych możliwości wpływania przez Rosjan na przebieg wyborów w Stanach Zjednoczonych. Szef Agencji Bezpieczeństwa Narodowego, Admirał Mike Rogers, zeznał przed Kongresem w ubiegłym roku, że administracja nie robi wystarczająco dużo, aby utrudnić przeprowadzanie rosyjskich cyberataków w przyszłości. Po części dlatego, że prezydent nie traktował tej kwestii priorytetowo. Mało tego, podczas szczytu w Helsinkach Trump powiedział wprost, że w jego opinii nie może być mowy o rosyjskiej ingerencji w proces wyborczy, co spotkało się rzecz jasna z bardzo ciepłym przyjęciem ze strony Putina. Amerykańska społeczność wywiadowcza uznała te słowa za niezwykle szkodliwe, ale także odebrała je jako dowód całkowitego braku zaufania.

W tej sprawie jest zdecydowanie za dużo zaskakujących przypadków. O co może więc chodzić?

Były prawnik Trumpa, Michael Cohen zeznając przed komisją ds. wywiadu Izby Reprezentantów, przedstawił szereg nowych dokumentów, które rzucają więcej światła na relacje Trumpa i jego najbliższego otoczenia z Rosjanami. Przede wszystkim w sprawie negocjacji towarzyszących planom budowy Trump Tower w Moskwie. Przypomnijmy, współpracownicy Trumpa mieli pozyskać przychylność Putina dla tego projektu w zamian za nieodpłatne przekazanie apartamentu w budynku o wartości 50 mln $.

Cohen, który został skazany na trzy lata więzienia, powiedział, że otrzymał poufne zlecenie od Trumpa – miał w tej sprawie okłamywać Kongres. Prezydent oczywiście zaprzecza. Jednak były prawnik prezydenta zeznał również, że był świadkiem rozmów Ivanki Trump i jej męża na temat przebiegu moskiewskich negocjacji, choć obydwoje utrzymywali, że ich wiedza w tym obszarze jest żadna. Zapowiedział przedstawienie twardych dowodów w postaci korespondencji. Demokraci będą chcieli w najbliższym czasie przesłuchać wieloletniego współpracownika Trumpa – Felixa Satera, który odpowiedzialny był za negocjacje w Rosji.

Demokraci twierdzą także, że należy zbadać czy relacje otoczenia Trumpa z ludźmi Kremla nie miały wpływu na linię polityczną ówczesnego kandydata na prezydenta USA Donalda Trumpa, który nie szczędził pochwał Putinowi i opowiadał się za poprawą stosunków USA-Rosja. Działo się to w czasie, kiedy projekt budowy Trump Tower był cały czas poważnie rozważany – innymi słowy, kiedy ludzie Trumpa zabiegali o możliwość jego wybudowania. Pytanie, które pozostawiamy na razie bez odpowiedzi brzmi nie czy, ale jak rosyjskie służby specjalne, wykorzystały tę okazję do zdobycia materiałów obciążających prezydenta Trumpa i jego najbliższych współpracowników.

Fot. Kremlin.ru

Prezydent Władimir Putin wezwał rosyjską służbę bezpieczeństwa wewnętrznego FSB do wzmocnienia ochrony informacji związanych z nowym uzbrojeniem i innych wrażliwych danych, mówiąc, że zagraniczne agencje wywiadowcze wzmacniają działalność w Rosji.

Putin wystosował też podobne ostrzeżenie w telewizyjnym wystąpieniu w dniu 6 marca br. Nie wymienił przy tym żadnego konkretnego kraju, spośród państw Zachodu, które oskarżyły Moskwę o kilka spisków, w tym ingerencje w wybory w innych krajach i próbę otrucia w ubiegłym roku, Rosjanina szpiegującego na rzecz w Anglii, Siergieja Skripala.

Zarzuty rosyjskiego przywódcy pojawiały się po tym jak Stany Zjednoczone, w ubiegłym miesiącu zawiesiły swój udział w kluczowym porozumieniu w sprawie kontroli broni jądrowej tłumacząc ten ruch postępowaniem Rosji, która ma rozmieszczać systemy rakietowe, naruszające umowę. W przemówieniu do najwyższych urzędników Federalnej Służby Bezpieczeństwa (FSB), Putin powiedział, że w zeszłym roku agencja ujawniła 129 zagranicznych oficerów wywiadu i 465 ich agentów.

Każdego roku Putin odwiedza FSB i podczas odprawy kierownictwa informuje, ilu zagranicznych agentów w Rosji udało się rzekomo zatrzymać w poprzednim roku. Nie ma jednak możliwości niezależnej weryfikacji tych liczb.

“Widzimy, że zagraniczne agencje wywiadowcze próbują zwiększyć swoją aktywność w stosunku do Rosji, starając się wszelkimi sposobami uzyskać dostęp do informacji politycznych, gospodarczych, naukowych i technologicznych”, powiedział rosyjski przywódca 6 marca br. twierdząc, że praca FSB “musi być bardziej wydajna, zwłaszcza jeśli chodzi o produkcje rosyjskich systemów uzbrojenia”. Putin wielokrotnie mówił o nowym uzbrojeniu takim jak Avangard i Tsirkon, podkreślając, że nie mają zagranicznych odpowiedników i nie można ich przechwycić.

W swoim przemówieniu z 6 marca Putin wspomniał o decyzji Waszyngtonu o wycofaniu się z „Układu o całkowitej likwidacji pocisków rakietowych pośredniego zasięgu” (INF) z 1987 roku, mówiąc, że zaburzyło to bezpieczeństwo międzynarodowe. Warto przypomnieć, że Stany Zjednoczone i NATO wielokrotnie oskarżały Moskwę o pogwałcenie porozumienia, ponieważ Rosja opracowała pociski manewrowe 9M729, znane również jako SSC-8. Rosja zaprzeczyła temu i oskarżyła Stany Zjednoczone o złamanie tego samego porozumienia.

Pomimo utrzymujących się napięć między Rosją, a Zachodem, amerykańskie i europejskie agencje wywiadowcze w ostatnich miesiącach podejmowały działania skierowane przeciwko rosyjskim szpiegom i hakerom. W raporcie opublikowanym w grudniu Czeska Służba Bezpieczeństwa (BIS) poinformowała, że ujawniła grupę, która wykorzystała ambasadę rosyjską jako przykrywkę dla swojej prawdziwej działalności.

Dwa miesiące wcześniej holenderskie i amerykańskie władze oskarżyły rosyjską agencję wywiadu wojskowego GRU o udział w wielopłaszczyznowej kampanii hakerskiej, ukierunkowanej na międzynarodowe organy nadzoru broni chemicznej i innych podmioty. Władze brytyjskie natomiast oskarżyły dwóch agentów GRU o dokonanie zatrucia rosyjskiego podwójnego agenta Siergieja Skripala i jego córki, Julii, w angielskim mieście Salisbury w marcu 2018 roku. Moskwa zaprzeczyła, że była w jakiekolwiek sposób zaangażowania w te agresywne działania, które w efekcie doprowadziły do serii sankcji przeciwko Rosji wprowadzonych przez Zachód oraz dyplomatycznych działań odwetowych.

Niedawno, 5 marca, przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk ostrzegł, że “antyeuropejskie siły” mogą próbować obrać za cel majowe wybory do Parlamentu Europejskiego. Tusk nie wymienił konkretnie Rosji, ale rząd Wielkiej Brytanii twierdzi, że Rosja próbowała manipulować brytyjskim referendum w sprawie Brexitu w 2016 roku. Inne państwa członkowskie UE – w tym Francja i Niemcy – zarzuciły Rosji, że próbowała wpłynąć na ich wybory w ten sam sposób, w jaki rosyjskie trolle ingerowały w 2016 roku w wybory prezydenckie w USA.

W styczniu 2017 roku amerykańska agencja wywiadowcza doszła do wniosku, że Rosja zaangażowała się w kampanię hakerską i propagandową, aby skłonić wyborców do głosowania podczas wyborów mając na celu w dużej mierze wzmocnienie szans Trumpa na prezydenturę. Moskwa wielokrotnie zaprzeczała zachodnim zarzutom o szpiegowanie i hakowanie.

Źródło: RFE/RL

Fot. Pixabay

Amerykanie wycofują się z Syrii, szef Pentagonu rezygnuje, Putin gratuluje Trumpowi

Donald Trump zdecydował o wycofaniu amerykańskiego kontyngentu z Syrii samodzielnie. Większość doradców wojskowych była zdecydowanie przeciwna takiemu scenariuszowi. Analitycy CIA ostrzegali ponadto , że decyzja spowoduje automatycznie umocnienie pozycji w tym strategicznym regionie przez Iran i Rosję. Dlatego polityka przywódcy USA budzi tak ogromne emocje w Waszyngtonie. Na dodatek spowodowała ona rezygnację szefa Pentagonu Jamesa Mattisa.

W środowisku amerykańskich służb spekuluje się, że zaskakująca decyzja prezydenta Trumpa może być wynikiem jego osobistych ustaleń z prezydentem Putinem. Przy czym nikt nie potrafi precyzyjnie wskazać co mieliby uzyskać Amerykanie w zamian. Część analityków spekuluje, że chodzi o zbliżenie, czy też lepszą koordynację polityki w dwóch kwestiach: ropy naftowej oraz Chin. Amerykanie mieli bowiem akcentować, że kluczowym zagrożeniem dla bezpieczeństwa narodowego nie jest wcale Rosja, ale właśnie Chiny. Waszyngton miał sugerować dużą elastyczność wobec Moskwy, gdyby ta zdecydowała się wesprzeć USA

w konfrontacji ekonomicznej i politycznej z Państwem Środka. Warto także zauważyć, że zarówno Rosja jak i Arabia Saudyjska wpisują się w wyrażane publicznie oczekiwania Trumpa dotyczące utrzymania cen ropy naftowej na obecnym poziomie (to jest niewiele ponad 55 $ za baryłkę Brent). Jest to możliwe dzięki systematycznemu zwiększaniu produkcji, dzięki czemu deficyt produkcji irańskiej ropy nie jest odczuwalny dla globalnego rynku.

Tak czy inaczej odejście generała Mattisa kończy pewną epokę i wprowadza stan pełen niejasności i niedopowiedzeń. Nikt bowiem nie jest w stanie jednoznacznie ocenić jakie będą nowe priorytety administracji Trumpa. Z pewnością pierwsze skrzypce będzie w tej chwili grał Sekretarz Stanu, Mike Pompeo, którego pozycja ulegnie wzmocnieniu.

Co ciekawe, Washington Post podkreśla, że wycofanie z Syrii nastąpi mimo, iż zdaniem resortu obrony i służb specjalnych “misja antyterrorystyczna nie została jeszcze zakończona”.

W ocenie CIA najgorszym rozwiązaniem byłoby, gdyby konfrontację z osłabionymi siłami ISIS doprowadził do końca szyicki Hezbollah, co niewątpliwie umocniłoby jego pozycję w regionie i stanowiło wstęp do kolejnych kroków, w tym dalszej ekspansji w Libanie.

Decyzja Trumpa została bardzo ciepło przyjęta w Moskwie. Prezydent Władimir Putin dał temu wyraz podczas konferencji prasowej. Podkreślał, nie bez satysfakcji, że obecność sił USA w Syrii nie jest potrzebna. Określił ją nawet mianem „niezgodnej z prawem”. Putin dał też do zrozumienia, że w razie konieczności Rosja będzie kontynuować misję antyterrorystyczną, bo wprawdzie siły ISIS zostały zdziesiątkowane, ale istnieje realna groźba, że część terrorystów będzie próbowała przedostać się do państw ościennych by tam prowadzić dalszą walkę.

Kluczowe wydaje się pytanie, czy zainteresowanie Waszyngtonu nie przeniesie się teraz na Daleki Wschód. Byłaby to bardzo niedobra wiadomość nie tylko dla Bliskiego Wschodu, gdzie prym będzie próbowała wieść Rosja, ale także dla państw Europy Środkowo-Wschodniej.

Z niezrozumiałych na razie względów Trump wyraźnie „odstawia nogę” i dzieje się to po wyraźnych sugestiach ze strony Moskwy. Jakimi argumentami Putin przekonał prezydenta USA? A może nie były to wcale argumenty tylko krytycznej wagi materiały?

Fot. Wikipedia

Stulecie rosyjskiego wywiadu w cieniu jego spektakularnych porażek

Prezydent Władimir Putin pochwalił sprawność i „unikalne możliwości” rosyjskiego wywiadu wojskowego i wyraził wsparcie dla tej instytucji podczas uroczystości stulecia jego powstania.

Prezydent Władimir Putin pochwalił sprawność i „unikalne możliwości” rosyjskiego wywiadu wojskowego i wyraził wsparcie dla tej instytucji podczas uroczystości stulecia jego powstania.

Mimo, że w czasie ceremonii padły słowa pochwały skierowane do jej funkcjonariuszy „za realizację śmiałych operacji wywiadowczych i wytyczanie ścieżki dla przyszłych pokoleń”, prezydent jednocześnie zaproponował, by służba wróciła do nazwy GRU (Główny Zarząd Wywiadowczy). Aktualnie nosi ona nazwę Zarządu Głównego Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych, czyli GU.

Naszym zdaniem, po szeregu wpadek ostatnio zaliczanych przez wywiad wojskowy FR, czyli  np.:

,- ujawnieniu wizerunków jej oficerów w Wielkiej Brytanii w związku z podjętą przez nich próbą zabójstwa byłego rosyjskiego szpiega Siergieja Skripala i jego córki,

nieudaną próbą ochrony tożsamości dzieci funkcjonariuszy, której skutkiem było śledztwo wyjaśniające rosyjskiego funduszu emerytalnego,

nieudanym atakiem cybernetycznym na Organizację ds. Zakazu Broni Chemicznej (OPCW),

ujawnieniem przez amerykańskiego prokuratora Roberta Muellera szczegółów rosyjskiej ingerencji w wybory w USA,

GU potrzebuje swoistego rodzaju rebrandingu, w celu poprawienia wiary w instytucję i wyznaczone cele.

Fot. Pixabay


Szczytu w Helsinkach nie możemy rozpatrywać w kategoriach czysto sportowych – na zasadzie kto wygrał. To zbyt duże uproszczenie. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że więcej uzyskał Putin, ale czy na pewno?

Rosjanie bez wątpienia odrobili lekcje. Doskonale podeszli prezydenta Trumpa i nie musieli w tym zakresie korzystać z jakichś szczególnych umiejętności wywiadowczych. Dlaczego? Bo sam Prezydent Trump dostarcza każdego dnia sporej dawki cennego pod kątem analizy materiału. Wystarczy śledzić Twittera, aby wiedzieć z czym zmaga się intelektualnie prezydent USA.

Rosjanie byli być może bardziej świadomi niż sam Trump, zdając sobie sprawę z jego trudnego położenia w ramach polityki wewnętrznej, postawili więc na nić porozumienia i wywołanie wrażenia „męskiej przyjaźni”. Zwróciłbym w tym kontekście uwagę na nieprzypadkowe słowa Siergieja Ławrowa, szefa rosyjskiej dyplomacji, który wprost sugerował, że być może w niedługim czasie obydwaj prezydenci zaprzyjaźnią się ze sobą. Był to strzał w dziesiątkę. Nie jest bowiem tajemnicą, że Donaldowi Trumpowi, od dawna imponował Putin i sugerowana szansa na obustronne zbliżenie wydaje się bardzo kusząca, nawet za cenę pogorszenia relacji z sojusznikami. Oczywiście pozostaje pytanie na ile będzie to trwały proces bo Trump nie jest szczególnie wytrwały jeśli chodzi o relacje interpersonalne.

Moim zdaniem Trump wciąż nie wyszedł jeszcze z roli biznesmena. Swoje sojusze zawiera ad hoc, niekoniecznie patrząc przez pryzmat jedynie celów politycznych. Ba, wydaje się, że te są dla niego w jakiejś mierze drugoplanowe, co jest oczywiście przyczyną niezrozumienia po stronie waszyngtońskiego establishmentu.

Obserwując jednak działania Białego Domu jestem sobie w stanie wyobrazić zupełnie nową oś porozumienia światowych przywódców gdzie z jednej strony mielibyśmy USA i Rosję, z drugiej zaś Chiny. Cała reszta znalazłaby się zaś na marginesie amerykańskiej polityki.

Amerykanie niemalże wprost zgodzili się na przeprowadzenie projektu Nord Stream 2, choć jeszcze kilka tygodni temu Biały Dom sugerował coś zupełnie odwrotnego.

Czy deal w Helsinkach ma polegać na tym, że Rosja otrzyma szerszy dostęp do europejskiego rynku gazu, kosztem swoich relacji energetycznych z Pekinem? Click To Tweet

Na pierwszy rzut oka taki układ jest szkodliwy z ekonomicznego i politycznego puntu widzenia. Rosjanie, dostarczając gaz gazociągami do Niemiec są w stanie tak kształtować cenę surowca, że amerykańska oferta LNG okaże się mało atrakcyjna. To prawda, ale nie jest wykluczone, że przywódcy dokonali w tym zakresie takiego porozumienia, które zakłada jakichś podział rynku i przyszłą koordynację działań. Także w sprawie kształtowania polityki cenowej, czemu dali wyraz podczas wspólnej konferencji prasowej. Sugestia była dość jasna – obydwa państwa powinny wykorzystać swoją pozycję w dziedzinie ropy i gazu do próby zbudowania nowej jakości rynkowej.

Z punktu widzenia Waszyngtonu istotniejsze od gazowych interesów z Europą wydaje się ekonomiczne uderzenie, a w konsekwencji poważne osłabienie Chin. Co już się dzieje. Kilka tygodni wojny handlowej wystarczyło aby chińskie indeksy straciły sporo na wartości zaś Juan osłabił się w stosunku do USD, do poziomu 6.80 (dokładnie sprzed roku). Warto jednak zwrócić szczególną uwagę na kursy metali, w tym miedzi, której notowania spadły o 19%, a więc znajdują się na granicy bessy. Chińskie władze zdają sobie sprawę, że mają ograniczone możliwości odpowiedzi na amerykańskie ciosy, a tamtejsze służby poważnie obawiają się o stan gospodarki Państwa Środka.

Moim zdaniem Amerykanom będzie zależało, aby uderzyć również we współpracę energetyczną Chin i Rosji. Dla Moskwy to kusząca oferta bo rynek europejski jest jednak znacznie atrakcyjniejszy w tym sensie, że jest bardziej przewidywalny, nawet w fazie recesji, czego nie można powiedzieć o Chinach. USA jasno definiują dziś Chiny jako główny problem dla administracji w Waszyngtonie. Widać to choćby po decyzjach kadrowych. Sekretarz Stanu, były szef CIA podziela poglądy Trumpa. Ochłodzenie relacji z UE też pokazuje, że priorytety administracji Trumpa zlokalizowane są na wschodzie, tym bliskim i dalekim.

Waszyngton jest w stanie zaakceptować rosyjską obecność wojskową w Syrii, pod warunkiem, poprawienia komfortu Izraela. To oznacza, że Moskwa musiałaby przekonać Teheran do ograniczenia do minimum aktywności w Syrii oraz uregulowania działalności Hezbollahu w Libanie (jedynie w aspekcie izraelskim). To oczywiście bardzo skomplikowana układanka, bo w zamian za ustępstwa w Syrii, Teheran chciałby otrzymać od Kremla, w dłuższym terminie, jakąś formę gwarancji, pomocy lub wręcz pośrednictwa w rozmowach z USA na temat układu jądrowego i sankcji…

A co z UE? Europa stanowi najwyraźniej ledwie margines w politycznych kalkulacjach Trumpa, który określił Unię mianem wroga USA. Click To Tweet

Zresztą Waszyngton dysponuje bardzo groźnym narzędziem dyscyplinującym w relacjach z europejskimi liderami politycznymi. Jednym z nich są wyższe cła na samochody produkowane w Niemczech. USA są dziś ich głównym odbiorcą. Uderzenie w przemysł samochodowy natychmiast odbiłoby się rykoszetem na pozostałych gałęziach gospodarki, wpływając pośrednio także w polskie interesy ekonomiczne. Widać to również po notowaniach indeksu DAX, który znacznie bardziej reaguje na kolejne informacje o wojnie handlowej z Chinami niż pozostałe europejskie indeksy. Niemcy są więc paradoksalnie najsłabszym ogniwem układanki i tu zapewne uderzy Trump, jeżeli będzie chciał wywrzeć odpowiednią presję na nieco zdezorientowaną Europę. Wielka Brytania pochłonięta jest bowiem rozwodem z UE, a Paryż próbuje się na własną rękę nieformalnie komunikować z Moskwą.

W tym kontekście dość niepokojąco kształtuje się sytuacja Ukrainy. Jeżeli rzeczywiście Trump zgodził się rozważyć (jak twierdzi Bloomberg) w najbliższej przyszłości możliwość przeprowadzenia referendów w separatystycznych republikach: Donieckiej i Ługańskiej to dla Kijowa oznaczałoby, że został sam na sam w konfrontacji z Rosją. W kuluarach szczytu pojawiły się również niepotwierdzone informacje, że w zamian za zgodę na referenda, Rosja zobowiązałaby się do powstrzymania dalszej agresji przeciwko Ukrainie. To marne pocieszenie bo de facto oznaczałoby z jednej strony usankcjonowanie „rozbioru” Ukrainy, a z drugiej otwierało dyskusję o ograniczeniu sankcji przeciwko Rosji.

Na ile Putin rzeczywiście może zaufać Trumpowi w dłuższej perspektywie?

Kreml nie może pozwolić sobie na komfort zaufania, dlatego konsekwentnie stosować będzie obok dialogu, politykę kontrolowanych przecieków. Mam wrażenie, że Rosjanie konsekwentnie realizują scenariusz, w którym jednocześnie próbują wyalienować Trumpa – przede wszystkim w USA i wytworzyć wrażenie, że tylko Putin jest jego prawdziwym partnerem i przyjacielem. Stąd tak zdecydowana obrona amerykańskiego prezydenta
w rosyjskich mediach. Antagonizowanie zaplecza politycznego Trumpa ma głęboki sens w myśl starej jak świat zasady: inspiracja jest najtańszą, ale i bardzo skuteczną formą wywiadu.

Na wyciągnięcie ostatecznych wniosków przyjdzie nam jeszcze poczekać, ale już sam fakt zaproszenia Putina do odwiedzenia Waszyngtonu jeszcze w tym roku pokazuje, że tempo, jak na politykę zagraniczną, jest znaczne, aby nie powiedzieć szalone.

Fot. kremlin.ru

 

Amerykańscy parlamentarzyści czekają na informacje dotyczące uzgodnień, które zostały zawarte przez prezydenta Donalda Trumpa z prezydentem Rosji Władimirem Putinem w Helsinkach. W trakcie spotkania prezydentów obecni byli wyłącznie tłumacze. 

Dyrektor ds. Wywiadu Narodowego, którego zadaniem jest zapoznawanie prezydenta z wynikami działań 17 agencji wywiadowczych USA, Dan Coats, powiedział wczoraj, że nie wie, co działo się podczas spotkania w cztery oczy prezydentów Donalda Trumpa i Władimira Putina w Helsinkach. Trump uznał spotkanie za „wielki sukces”, natomiast nie podał szczegółów uzgodnień. Tematem spotkania, jak stwierdził, były: terroryzm, Izrael, proliferacja materiałów jądrowych, ataki w cyberprzestrzeni, handel, Ukraina, Bliski Wschód i Korea Północna.

Źródło: Reuters

Fot. Pixabay

 

 


16 lipca pod Helsinkami dojdzie do amerykańsko-rosyjskiego spotkania na szczycie. Kreml wiąże z nim wielkie nadzieje.

Pierwotnie prezydentowi Rosji, Władimirowi Putionowi, zależało, aby do spotkania z jego amerykańskim odpowiednikiem doszło przed a nie po szczycie NATO, jaki odbywać się będzie w Brukseli w dniach 11-12 lipca. Byłby to ważny sygnał – także propagandowy. Waszyngton nie uległ tej propozycji, a zachodni przywódcy odetchnęli, obawiając się wyraźnie sytuacji, w której Trump przyjedzie po spotkaniu z Putinem tylko po to, by opowiedzieć co ustalili obydwaj przywódcy.

Na czym szczególnie zależy Putinowi przed szczytem?

G8 zamiast G7. Po aneksji Krymu Putin przestał być zapraszany na szczyt najbogatszych państw świata. Formalnie członkostwo Rosji zawieszono w 2014 roku. Putin doskonale zapamięta również przebieg szczytu G20 w australijskim Brisbane, kiedy to większość uczestników ostentacyjnie go unikała. Upokorzony prezydent Rosji podjął wówczas decyzję o wcześniejszym powrocie do kraju. Na co teraz liczy Putin? Na ponowne zaproszenie do stołu najpotężniejszych światowych graczy. Powrót do formuły G8 byłby nie tylko dużym sukcesem Moskwy na arenie międzynarodowej, ale zapewne także wstępem do czegoś znacznie poważniejszego…

Ograniczenie sankcji gospodarczych, nawet w symbolicznym wymiarze stanowiłoby bardzo ważny zwrot w polityce wobec Kremla. Zwrot, o który Rosja intensywnie zabiega. Przede wszystkim z powodów gospodarczych. Wbrew informacjom płynącym z Rosji sankcje przyniosły jednak spore tąpnięcie w tamtejszej gospodarce, odczuwalne nie tylko w świecie oligarchów. Od większych zawirowań Rosję uratował znaczny wzrost cen ropy naftowej, ale Kreml wie, że trend ten nie będzie trwał wiecznie, szczególnie wobec rosnącej presji na zacieśnianie polityki finansowej przez FED, co w dłuższej perspektywie powinno wpływać na poprawę notowań USD, także kosztem ropy. Putin liczy więc, że w perspektywie kolejnych miesięcy uda mu się najpierw wrócić na salony a potem podjąć temat sankcji. Już samo pojawienie się problemu w agendzie będzie odbierane jako jego osobisty sukces.   

Krym i Ukraina. Ostatnio Prezydent Trump wprowadził w zakłopotanie swoich dyplomatów stwierdzając, że: „Krym powinien być uznany za rosyjski ponieważ jego mieszkańcy posługują się tym językiem”. Mówiąc jednak poważnie, Trump wydaje się nie dostrzegać ani problemu aneksji Krymu ani rosyjskiej agresji w Donbasie. To zły znak na przyszłość. Tym bardziej, że wielu analityków spodziewa się, że po zakończeniu piłkarskich mistrzostw świata (co nastąpi już po szczycie Trump–Putin), Rosjanie zintensyfikują swoje działania militarne na wschodzie.

Niewątpliwym sukcesem Putina byłaby już sama możliwość ponownej dyskusji
o przynależności Krymu. Poprzednia taka debata zakończyła się bardzo szybko ostracyzmem i sankcjami wobec Rosji. Dziś, po czterech latach, sprawa wcale nie jest taka oczywista, przede wszystkim ze względu na istotne pęknięcia w łonie zachodnich sojuszników, które Putin umiejętnie wykorzystuje.

Sprawa Syrii. Mimo wielu deklaracji o wycofaniu swoich wojsk, Rosjanie wciąż rozdają „frontowe” karty. W ostatnim czasie siły rządowe przeszły do ofensywy na południu kraju, co otwiera drogę do zdobycia miasta Daraa – symbolu oporu wobec Assada. Opozycja twierdzi, że ofensywa nie byłaby możliwa, gdyby nie postawa Ameryków, którzy w ostatnim czasie przestali wspierać przeciwników reżimu. Nieoficjalnie mówi się, że taka nagła zmiana stanowiska związana jest przede wszystkim z próbą poprawienia atmosfery przed szczytem przywódców USA – Rosja. Warto w tym kontekście przypomnieć niedawną „rzeź Wagnerowców”, czyli śmierć rosyjskich najemników po amerykańskim ataku lotniczym i rakietowym. Akcja wstrząsnęła wówczas Moskwą. Dziś po amerykańskiej determinacji nie ma śladu. Wszystko za sprawą polityków – przekonują liderzy syryjskiej opozycji, obawiając się o przyszłość powstania. Wiele wskazuje na to, że wojska Assada przejmą kontrolę na południu kraju, co oznaczać będzie klęskę jego przeciwników i zakończenie tej fazy wojny domowej. Nieoficjalnie mówi się, że Putin będzie chciał zagwarantować Trumpowi utrzymanie pokoju w Syrii, za cenę zgody na pozostawienie Assada przy władzy. Wątpliwe by takie rozwiązanie zaakceptował amerykański prezydent choćby ze względu na swojego najbliższego sojusznika – Izrael, który obawia się irańskich wpływów w Damaszku. No chyba, że Izrael w krótkim terminie też dostanie jakieś gwarancje, dotyczące choćby osłabienia Teheranu…

Fot. Pixebay

 

Kreml utrzymuje kilka konkurujących ze sobą służb specjalnych, których kompetencje zazębiają się. W ten sposób Władimir Putin kontroluje je i rozgrywa. Jak w takim kontekście traktować zapowiedź ich scalenia pod egidą FSB?

ZSRS opierał się niegdyś na dwóch służbach specjalnych – KGB (Komitet Bezpieczeństwa Państwa), którego zadaniem było szpiegostwo polityczne i ekonomiczne, a także zapewnienie bezpieczeństwa wewnętrznego oraz GRU (Główny Zarząd Wywiadu) podporządkowany Sztabowi Generalnemu MO, odpowiedzialny za wywiad wojskowy. Po rozpadzie ZSRS Rosja podzieliła KGB na cztery służby: Federalną Służbę Bezpieczeństwa (FSB), Służbę Wywiadu Zagranicznego (SWR), Federalną Służbę Ochrony (FSO) i Ministerstwo Spraw Wewnętrznych (MWD), ograniczyła też znacznie liczbę funkcjonariuszy GRU.

Najbardziej wpływowa jest FSB, w której kompetencjach pozostaje szerokie spektrum zadań, od bezpieczeństwa wewnętrznego do wywiadu zagranicznego, operacji cybernetycznych, a nawet zabójstw. Na przykład zabójstwo Aleksandra Litwinienki, byłego oficera FSB, w wyniku śledztwa przypisano właśnie FSB. Uznano też, że operację zatwierdził Putin – były oficer KGB, a później dyrektor FSB. Warto odnotować, że Putin ufa tej służbie najbardziej.

Z kolei FSO, która w wielu aspektach kompetencji przypomina amerykańską Secret Service, odpowiada przede wszystkim za ochronę vipów i obiektów rządowych, a także monitorowanie ewentualnych nieprawidłowości w pozostałych służbach specjalnych.

MWD przypomina FBI, koncentrując się na pracy charakterystycznej dla organów ścigania w obszarze zwalczania przestępczości zorganizowanej i terroryzmu.

W kwietniu 2016 roku Putin ogłosił ponadto utworzenie Gwardii Narodowej, projektowanej jako straż pretorian prezydenta, która w przyszłości mogłaby wchłonąć inne służby.

Za wywiad zagraniczny teoretycznie odpowiadają SWR i GRU. Obydwie służby angażują się w operacje cyberszpiegowskie, obydwie też zarządzają siatkami oficerów pod legendą dyplomatyczną, pracujących w ambasadach Rosji na całym świecie, w charakterze attache kulturalnych lub wojskowych. Nadzorują też aktywność tzw. „nielegałów”, udających studentów, biznesmenów i przedstawicieli szeregu innych profesji pod przybraną tożsamością.

W czerwcu 2010 roku FBI aresztowało siatkę dziesięciu „nielegałów” SWR, prowadzących działania na terenie USA. Oficerowie ci zostali miesiąc później wymienieni na kilku więźniów rosyjskich, między innymi na Siergieja Skripala, byłego oficera GRU oskarżonego o pracę na rzecz brytyjskiego wywiadu, którego otruto w marcu 2018 roku wraz z córką, przy pomocy toksyny wyprodukowanej w Rosji.

Podczas gdy SWR koncentruje się na długoterminowej współpracy z agenturą głęboko zakonspirowaną za granicą, kultura pracy GRU jest inna – agresywna i ryzykowna. Wśród podejmowanych przez GRU operacji są cyberataki szpiegowskie, rekonesans pola walki, tajne operacje z wykorzystaniem Specnazu lub sił specjalnych. GRU ćwiczyło w niestabilnych rejonach świata, współpracując z handlarzami bronią, jak np. Viktor But, z przedstawicielami mafii czy milicji w takich krajach jak Czeczenia, Gruzja, czy Ukraina. Daniel Hoffman, były szef stacji CIA stwierdza: „ Nie zmieniło się to, że po upadku ZSRS służby takie jak  SWR, FSB i GRU dalej prowadziły poważne operacje przeciwko USA i reszcie ich wrogów. ZSRS upadł, oni nie”.

Struktura organizacyjna rosyjskich służb specjalnych może przypominać strukturę służb zachodnich w tym sensie, że kompetencje  z obszaru bezpieczeństwa państwa podzielone są na poszczególne organizacje. Jednak kultura działania tych służb i autorytarna kontrola nad nimi sprzyja wewnętrznej walce o wpływy i uznanie Putina. To, wraz z endemiczną w Rosji korupcją tworzy maszynerię, która raczej potwierdzi poglądy prezydenta na poszczególne zagadnienia, zamiast przedstawiać mu obiektywne informacje i będzie rywalizować o jego względy.

Kolejnym elementem stale obecnym we wszystkich strukturach rosyjskiej władzy jest korupcja. Dotyczy to także służb specjalnych. Są one nawet bardziej na nią podatne, z uwagi na tajność działań. Rosyjscy oficerowie służb nie stronią od kryminalnego półświatka. Na przykład, w marcu 2017 roku amerykański Departament Sprawiedliwości ujawnił treść aktów oskarżenia przedstawionym dwóm oficerom FSB działającym wraz z trzema cyberprzestępcami za włamanie się w 2014 roku do zasobów informatycznych Yahoo, co pozwoliło im uzyskać dostęp do 500 milionów kont. Estońska służba bezpieczeństwa KAPO stale odnotowywała zjawisko rekrutowania funkcjonariuszy FSB do grup przestępczych, które nielegalnie próbują przekraczać granice Rosji.

Z kolei zaangażowanie GRU w wywiad polityczny wynika z nakładających się z FSB i SWR kompetencji służby. Na przykład zarówno GRU jak i FSB zaangażowane były wiosną 2016 roku w cyberoperację wymierzoną w Krajowy Komitet Demokratów.  Z kolei to GRU użyło skradzionych maili w ramach realizowanej przez Kreml operacji wpływu na wybory. Widoczne jest również pomieszanie ról Między GRU a SWR i FSB. Na przykład w 2014 roku wydalony z Francji został oficer GRU, za aktywne poszukiwanie materiałów kompromitujących ówczesnego prezydenta Francji Francois Hollande. Ta rywalizacja między służbami mogą być atutem. Raport Europejskiej Rady ds. Stosunków Międzynarodowych z 2016 roku wskazuje na to, że jest to sposób na maksymalizację efektu działań służb i swoistą dywersyfikację informacyjną. Jednak taka polityka ma również wady. Potrzeba uzyskania szybkich i spektakularnych wyników, osiągniętych przed innymi służbami, może odbywać się kosztem uczciwości procesu analitycznego i niszczy zarówno koordynację jak i współdziałanie służb.

We wrześniu 2016 roku rosyjskie media pisały o tym, że Kreml planował poważną reorganizację służb specjalnych, polegających na utworzeniu monolitu, podobnego do KGB, o nazwie Ministerstwo Bezpieczeństwa Państwa, w wyniku połączenia FSO i SWR pod kierownictwem FSB. Jednak do dzisiaj nie poczyniono znaczącego postępu w pracach nad tą reorganizacją. Sam pomysł konsolidacji służb powstał w 2003 roku i już wtedy Putin stanowczo sprzeciwił się imperialnym planom FSB. Możliwe więc, że doniesienia prasowe były jedynie propozycją płynącą  ze strony służby, która próbowała sondować nastawienie prezydenta Rosji, do kolejnej próby uzyskania supremacji wśród pozostałych rywali.

Na podstawie: The Ciepher Brief

Fot. Pixebay

 

Wielka Brytania zastanawia się nad reakcją na próbę zabójstwa byłego rosyjskiego szpiega Siergieja Skripala na swoim terytorium. Jedną z rozważanych opcji jest zwiększenie liczby brytyjskich wojsk stacjonujących w Polsce.

Rosja przeprowadziła „bezpośredni atak na nasz kraj” lub „straciła kontrolę nad środkiem chemicznym, którego użyto do próby zabójstwa” powiedziała brytyjska premier podczas wysłuchania przed parlamentem. Rosja została wezwana do złożenia szczegółowych wyjaśnień ws. otrucia na terenie Anglii byłego rosyjskiego szpiega Siergieja Skripala i jego córki. Ma czas do końca wtorku. Co dalej? „W przypadku , kiedy nie będzie żadnej wiarygodnej odpowiedzi ze strony Moskwy, będziemy wnioskować, że to bezprawne użycie siły przez państwo rosyjskie w stosunku do Zjednoczonego Królestwa” – odpowiada Pani Premier. Co to znaczy w praktyce?

Wielka Brytania może powołać się na art 51 Karty Narodów Zjednoczonych, który potencjalnie stwarza podstawę prawną do ofensywy przeciwko Rosji – tłumaczy dzisiejszy The Times. Faktycznie w trakcie trwania wysłuchania przed parlamentem May zagroziła wykorzystania ONZ i NATO do wywarcia presji na Kremlu. Brytyjska premier podkreśliła też, że rząd jest gotowy do podjęcia „o wiele bardziej rozbudowanych środków” przeciwko Rosji aniżeli po morderstwie Aleksandra Litwinienki w 2006 roku.

Stanowisko brytyjskie popiera amerykański Departament Stanu. Rex Tillerson, sekretarz stanu, powiedział, że atak „wyraźnie pochodził z Rosji” i „z pewnością wywoła odpowiednią reakcję”.  Dodał przy tym, że rząd USA niema wiedzy czy atak był autoryzowany przez Kreml,  ale podkreślił, że toksyna dostępna jest „dla bardzo ograniczonej liczby państw”.

Według nieoficjalnych informacji trwają również intensywne rozmowy ze stroną francuską, która ma w pełni poprzeć działania w Londynie i przyłączyć się do ewentualnych sankcji.

Premier May powiedziała także, że powróci kwestia tzw. poprawki Magnickiego, ułatwiająca konfiskowanie majątku podmiotów łamiących prawa człowieka. Brytyjska minister kultury dodał, że proklemlowska Russia TV (RT) może stracić licencję na nadawanie programu na terytorium Wielkiej Brytanii.

Jednak kluczowym elementem może być co innego. Brytyjskie władze, w ścisłej  współpracy ze służbami GCHQ mogą się zdecydować na przeprowadzenie rozbudowanej cyber operacji przeciwko Rosji o bardzo ofensywnym charakterze, która obejmie swym działaniem sieci komputerowe Kremla lub stron internetowych stworzonych do produkcji fake newsów, z fabryk trolli sponsorowanych przez państwo.

Mówi się także o możliwości zastosowania dotkliwych sankcji ekonomicznych, które polegać mogą w wersji maksymalnej na:

  • Zamrażaniu majątków rosyjskich oligarchów w Wielkiej Brytanii (i innych państwach zachodnich),
  • Zablokowaniu operacji finansowych SWIFT (zapowiadano taką możliwość po ataku na Ukrainę, ale finalnie nie skorzystano z niej).
  • Bojkocie udziału w piłkarskich mistrzostwach świata (bolesny cios propagandowy) + ujawnieniu informacji o korupcji przy wyborze gospodarza (bezpośrednie uderzenie w Sieczina)
  • Rozmieszczeniu brytyjskich sił wojskowych w państwach byłego bloku wschodniego (Bałtowie, być może Polska).
  • Standardem w takich sytuacjach jest rzecz jasna wydalenie dyplomatów oraz ograniczenie relacji dyplomatycznych do minimum.

W przypadku braku rosyjskiej odpowiedzi rosyjskiej na żądania May, co możemy zakładać z dużą dozą prawdopodobieństwa, rząd zatwierdzi pakiet proponowanych działań odwetowych i jeszcze w tym tygodniu zatwierdzi go parlament.

Dodajmy, że wszystko to dzieje się dosłownie w przeddzień wyborów prezydenckich w Rosji, które będą w najbliższą niedzielę 18 marca.

FOT. MOD UK/CROWN COPYRIGHT.