Home Posts tagged ropa

Rosyjska ropa Urals jest obecnie droższa od ropy Brent z Morza Północnego, która stanowi punkt odniesienia dla światowych rynków naftowych. 24 stycznia pierwsza z wymienionych kosztowała 61,63 $, a druga – 61,09 $.

Zwykle to surowiec z Rosji jest tańszy od brytyjskiego. Ta różnica cenowa jest zwana dyferencjałem i stanowi swoistą premię dla polskich rafinerii przystosowanych technologicznie do efektywnego przerobu Urals.

Obecna sytuacja powoduje, że tej premii po prostu nie ma, w związku z tym należy spodziewać się dużych dostaw spot (w ramach kontraktów krótkoterminowych) z kierunków nierosyjskich do Rafinerii Gdańskiej.

Zakład Lotosu leży nad morzem co zmniejsza koszty logistyczne i pozwala korzystać z okazji na rynkach naftowych w przeciwieństwie do należących do Orlenu instalacji w Płocku, które są zależne od rosyjskiego systemu rurociągowego Przyjaźń.

Niskie ceny ropy utrzymujące się w zasadzie od 2014 r. sprzyjają kupowaniu konkretnych ładunków surowca w dobrej cenie, nawet na dużą skalę, co przekłada się na niwelowanie znaczenie długoterminowych kontraktów. To z tego powodu nowe umowy long-term polskich firm paliwowych posiadają elastyczny zakres dostaw według określonych widełek.

I kwartał 2019 r. powinien zatem wykazać niski udział rosyjskiej ropy w przerobie ropy przez Rafinerię Gdańską. Przy czym istnieje duża szansa, że działania te będą przedstawiane jako kontynuowanie dywersyfikacji dostaw ropy. Tak bywało już w poprzednich okresach gdy Urals był drogi. Tymczasem zjawisko to jest wynikiem sytuacji rynkowej.

W dalszej perspektywie Grupa Lotos będzie zainteresowana dalszym uzyskiwaniem premii finansowej z przerobu rosyjskiego Urals, a jej udział w Rafinerii Gdańskiej znów wzrośnie.

Fot. Pixabay

Służba Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) poinformowała o zatrzymaniu mieszkańca Odessy, który współpracował z rosyjskim wywiadem. Sabotażysta miał wysadzić w powietrze kluczowy ropociąg Odessa-Brody. Sprawa ma istotne znaczenie dla Polski.

Mieszkaniec Odessy, którego personalia są nieznane, był od kilku lat zaangażowany we współpracę z rosyjskim wywiadem. Odbywał regularne spotkania z oficerem prowadzącym na terenie okupowanego Krymu i separatystycznego Naddniestrza. Zadania jakie przed nim stawiano nie były skomplikowane i obejmowały przekazywanie pieniędzy osobom zaangażowanym w podsycanie separatyzmu na terenie południowej Ukrainy.

Jednak według informacji SBU po kilku latach współpracy jej charakter zmienił się. Mieszkaniec Odessy otrzymał zadanie uczestniczenia w akcie sabotażu wymierzonym w ropociąg Odessa-Brody. Jest to kluczowy rurociąg, którym tłoczy się ropę z terminalu naftowego w Odessie na północ Ukrainy.

Magistrala ma zostać przedłużona do Polski i stanowić element dywersyfikacji dostaw ropy naftowej do Europy Środkowej. Surowiec znad Morza Kaspijskiego docierałby nad Bałtyk przy wykorzystaniu systemów rurociągowych w Azerbejdżanie, Gruzji oraz na Ukrainie i w Polsce. Ostateczna decyzja odnośnie wdrażania w życie tego projektu ma ostatecznie zapaść w tym roku.

Od samego początku pomysł sprowadzania kaspijskiej ropy do Polski przy wykorzystaniu m.in. planowanego ropociągu Odessa-Brody-Adamowo napotyka na problemy. Zwraca się uwagę na jego nieekonomiczność (duże koszty logistyczne) względem importu realizowanego przez terminal naftowy w Gdańsku. W ostatnich latach istotne stały się także ryzyka polityczne związane z działalnością Rosji w regionie tj. aneksji Krymu czy aktywności na terenie Gruzji (chodzi o obszar separatystycznej Osetii Południowej). Kreml aktywnie dąży do uzyskania przewagi energetycznej w regionie i torpedowania wszelkich projektów osłabiających powiązane z nim spółki jak Rosnieft czy Gazprom.

Planowanie zamachu wymierzonego w projekt Odessa-Brody mimo, że jest on obciążony wieloma problemami może mieć z perspektywy władz w Moskwie głęboki sens. Rurociąg ma mieć jak wszystkie projekty tego typu możliwość rewersowych dostaw. Niewykluczone zatem, że na Ukrainę zamiast ropy z Rosji zacząłby przez planowane połączenie Odessa-Brody-Adamowo trafiać surowiec sprowadzany do terminalu naftowego w Gdańsku. To duże zagrożenie dla interesów Kremla.

Potencjalny zamach na rurociąg naftowy nie byłby pierwszym w ostatnich latach planowanym przez Rosję. W 2008 r. niezidentyfikowany oddział specjalny (wiele poszlak wskazuje na to, że byli to Rosjanie) wysadził w powietrze fragment kluczowego ropociągu BTC omijającego terytorium rosyjskie przez Turcję. Dostarcza on ropę znad Morza Kaspijskiego do Europy.

Fot. Pixaby

Według źródeł portalu Osluzbach.pl państwowy PGNiG operujący na irańskim złożu Sumar został prawdopodobnie wyrzucony z Iranu w związku z narastającym napięciem pomiędzy Warszawą i Teheranem.

Poinformowanie przez MSZ o organizacji przez Polskę wspólnie ze Stanami Zjednoczonymi konferencji dotyczącej pokoju na Bliskim Wschodzie wywołało ostrą reakcję Iranu. Ze względu na nieduży zakres wymiany handlowej ograniczyła się ona (przynajmniej w obszarze oficjalnych deklaracji) do ostrej retoryki władz w Teheranie, które uznały działania polskiego rządu za wrogie.

Krajowe media informowały również o odwołaniu tygodnia kina polskiego w irańskiej stolicy, a także problemach z uzyskiwaniem wiz biznesowych i turystycznych w ambasadzie Iranu w Warszawie dla obywateli Polski próbujących udać się do Republiki Islamskiej.

Retorsje mogły jednak także dotknąć państwowy PGNiG, który był obecny na terytorium irańskim od czasu podpisania porozumienia atomowego z tym krajem przez mocarstwa zachodnie (2016 r.). Spółka pracowała na polu naftowym Sumar wspólnie z kontrolowanym przez władze w Teheranie koncernem NIOC.

Tymczasem 17 stycznia br., tuż po pojawieniu się napięć polsko-irańskich PGNiG w komunikacie prasowym poinformował o swojej nowej aktywności biznesowej w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Jednocześnie Puls Biznesu podkreślił, że krajowy gigant zamknął swoje biuro w Teheranie.

Według rozmówców portalu Osluzbach.pl zaznajomionych ze sprawą nietypowa aktywność PGNiG wygląda na działania podjęte ad hoc w wyniku retorsji irańskich spowodowanych organizacją przez Polskę bliskowschodniego szczytu w Warszawie pod auspicjami Stanów Zjednoczonych. Świadczy o tym np. podpisanie nowej umowy ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi, które ze względu na bliskość geograficzną są idealnym rynkiem, na który nisko kosztowo można wycofać sprzęt PGNiG-u z Iranu.

O tym, że spółkę zaskoczyła sytuacja w Iranie może także świadczyć nagłe odwołanie wiceprezesa Radosława Bartosika odpowiedzialnego za rynki zagraniczne.

Od wczoraj (17 stycznia) stanowisko władz w Teheranie zdaje się jednak łagodnieć. W oficjalnym wywiadzie dla RMF FM ambasador Iranu w Warszawie Masoud Edrisi Kermanshahi stwierdził, że informacja o problemach z wizami dla Polaków udających się na terytorium irańskie jest nieprawdziwe. Podkreślił on również, że jego państwo nie zostało zaproszone na warszawski szczyt bliskowschodnich mimo, że kwestia aktywności Teheranu w regionie ma być na nim dyskutowana. W nawiązaniu do tej wypowiedzi zaczęły pojawiać się komentarze osób związanych z rządem RP sugerujące możliwość zaproszenia Iranu na warszawski szczyt. Taką nadzieję wyraził m.in. były szef MSZ Witold Waszczykowski.

Fot. Pixabay

18 stycznia, 15:53: W oficjalnym komunikacie PGNiG poinformowało, że wyjście z Iranu nie miało związku z napięciami w relacjach dwustronnych pomiędzy Warszawą i Teheranem.

Spółka Rosnieft powiązana z Kremlem i zarządzana przez Igora Sieczina, najważniejszego po Władimirze Putina człowieka w Rosji, coraz mocniej integruje swoje aktywa w Niemczech. To duże zagrożenie dla interesów polskich spółek paliwowych w zachodniej części kraju.

Rosnieft Germany GmbH jest właścicielem zlokalizowanej przy granicy z Polską rafinerii w PCK w Schwedt oraz posiada znaczne udziały w podobnych zakładach Miro i BayernOil na południu Niemiec. Centrala spółki znajduje się natomiast w Berlinie.

Schwedt posiada połączenie z systemem rurociągowym Przyjaźń biegnącym z Rosji przez Białoruś i Polskę do Niemiec. Tą drogą zakład jest zaopatrywany w ropę po cenach na granicy dumpingu, co oczywiście przekłada się na bardzo niskie ceny produktów naftowych.

Rosnieft planuje rozbudowę ropociągów eksportowych tak by połączyć PCK z BayernOil i Miro. Poinformował o tym prezes firmy, Igor Sieczin, na początku ubiegłego roku. Inwestycja miałaby być gotowa około 2023 r. Niewykluczone, że jeżeli zostanie zrealizowana to będzie jej towarzyszyć dalszy skup udziałów w niemieckich rafineriach przez Rosnieft. Miałoby to znaczenie polityczne, umacniając relacje niemiecko-rosyjskie, ale także biznesowo-polityczne. Tania ropa z Rosji umożliwiłaby dzięki zintegrowaniu dostaw do rafinerii PCK, Miro i BayernOil produkcję olbrzymich ilości taniego paliwa i ich sprzedaż na szeroką skalę nie tylko w Niemczech, ale także w Europie Środkowej. W oczywisty sposób uderzyłoby to w interesy PKN Orlen, który jest największą spółką paliwową w Polsce i Czechach i posiada w tych krajach duży segment detaliczny.

Przedstawiony powyżej scenariusz jest bardzo realny także z powodu komunikatu Rosnieftu Germany GmbH, zgodnie z którym spółka rozpoczęła właśnie bezpośrednią sprzedaż swoich produktów. Ma to pomóc w pozyskaniu nowych klientów, w tym w Polsce geograficznie najbliższej rafinerii PCK w Schwedt. Ponadto według informacji portalu O służbach w ostatnim czasie kilku wyższych rangą menadżerów PKN Orlen rozpoczęło pracę w Rosniefcie Germany GmbH.

Rosyjskim planom z pewnością będzie sprzyjać także sytuacja rynkowa w naszym kraju. Według POPiH:

„W roku 2017 znacznie zwiększył się oficjalny import paliw (…) w 2017 roku wyniósł prawie 11,5 mln m3 . W stosunku do roku 2016 było to więcej o około 2,2 mln m3, czyli 24%. Tym samym rok 2017 był kolejnym rokiem wzrostów, gdyż w roku 2016 – w stosunku do roku poprzedniego – import zwiększył się o 34%, a w roku 2015 o 9%”.

Co ciekawe sprawa aktywności Rosnieftu Germany GmbH, która przy wykorzystaniu rafinerii w Schwedt dotknie m.in. polski rynek, powinna pokazać czy przejęcie Możejek przez PKN Orlen było sensowne. W 2006 r. tłumaczono je przecież zagrożeniem ze strony ekspansji rosyjskiego kapitału, którego celem była produkcja taniego paliwa w zakładach na terenie Unii Europejskiej i zdobywanie w jej ramach nowych rynków.

Skuteczna ekspansja na polski rynek Rosnieftu Germany GmbH przeczyłaby także głównej tezie motywującej zakup rosyjskiej ropy przez polskie rafinerie. Do tej pory argumentowano to zjawisko chęcią powstrzymania procesu modernizacji rafinerii w Rosji, który mógłby się rozpocząć w przypadku ograniczenia odbioru ropy firm takich jak Rosnieft na kluczowych rynkach UE. Okazuje się, że nawet przy gigantycznych kontraktach zawieranych przez PKN Orlen i Grupę Lotos z Rosjanami nie rezygnują oni w inwestycje w sektorze rafineryjnym i produkcję oraz eksport paliw wysokiej jakości.

Fot. Pixabay

Amerykańskie sankcje dotkną irańską ropę?

Według saudyjskiego ministra ds. energetyki Chalida al-Faliha, nikt nie wie ile ropy naftowej Iran zdoła wyeksportować po wejściu w życie sankcji nałożonych przez USA, które zaczną obowiązywać już 4 listopada.

Tak naprawdę, precyzyjne dane dotyczące eksportu realizowanego teraz przez Iran, a są to informacje mające istotne znaczenie dla rynków ropy, też nie są znane. Skala eksportu jest trudna do oszacowania, ponieważ irańskie tankowce wyłączają systemy umożliwiające śledzenie ich trasy. Nie wiadomo więc, czy amerykańskie sankcje realnie odstraszą ich klientów. Cała sytuacja, oraz presja prezydenta Trumpa by schłodzić ceny ropy, są poważnym wyzwaniem dla państw OPEC, przede wszystkim dla Arabii Saudyjskiej, by wyrównać poziom dostaw tego surowca.

Iran jest trzecim największym producentem ropy w OPEC, zaś szacunki co do poziomu eksportu ropy w październiku różnią się nawet o milion baryłek dziennie, a taka ilość wystarczy do zaspokojenia potrzeb ropy np. w Turcji.

Przed majowym ogłoszeniem sankcji w stosunku do Iranu, eksport ropy tego kraju przekraczał 2,5 miliona baryłek dziennie. Przedstawiciel irańskiego sektora ropy naftowej odmówił komentarza na temat październikowego poziomu eksportu irańskiej ropy. Według danych Refinitiv Eikon, w ciągu pierwszych trzech tygodni października Iran wyeksportował 1,55 milionów baryłek dziennie. Kpler szacuje, że eksport irańskiej ropy osiągnął poziom 1,85 milionów baryłek dziennie w ciągu pierwszych 24 dni października. Metodyczne ustalenie rzeczywistego eksportu ropy w drodze monitorowania ruchu tankowców jest niezwykle skomplikowanym zadaniem ponieważ irańskie tankowce mają wyłączone transpondery AIS, (automatyczne systemy namierzania).

Przez wyłączenie automatycznych systemów namierzania irańskich transportowców monitorowanie rzeczywistego eksportu irańskiej ropy jest znacznie utrudnione. Click To Tweet

Podczas gdy Waszyngton zadeklarował że chce, by eksport irańskiej ropy osiągnął poziom zerowy, Iran i Arabia Saudyjska twierdzą, że to raczej niemożliwe. Irańczycy zapowiadają, że mimo sankcji ich eksport nie spadnie poniżej miliona baryłek dziennie, oczekują też częściowego uchylenia amerykańskich sankcji, mając świadomość że Arabia Saudyjska i Rosja nie będą w stanie wypełnić luki po brakującej ropie irańskiej.

Źródło: Reuters

Fot. Pixabay

Tajne kontrakty Orlenu z Rosjanami?

Największa polska spółka paliwowa wkracza w okres przedłużania kontraktów na dostawy rosyjskiej ropy. Duże zmiany na rynkach międzynarodowych mogą spowodować, że nie uda się wynegocjować tak korzystnych porozumień z partnerami z Rosji jak w 2014 r. O efektach jednak najprawdopodobniej się nie dowiemy. Unijna dyrektywa MAR pozwala Orlenowi nie upubliczniać nowych umów.

PKN Orlen zgodnie z przyjętą w dużych koncernach paliwowych praktyką powinien prowadzić już negocjacje dotyczące zawarcia nowych umów średnioterminowych na dostawy rosyjskiej ropy. Pod koniec 2018 r. kończy się bowiem obowiązywanie dotychczasowego porozumienia z Tatnieft Europe, a w 2019 r. z Rosnieftem. Ich przedłużenie jest niezbędne dla prawidłowego funkcjonowania rafinerii w Płocku w kontekście skali dywersyfikacji dostaw ropy (jest ona niewielka).

PKN Orlen powinien prowadzić już negocjacje dotyczące zawarcia nowych umów średnioterminowych na dostawy rosyjskiej ropy. Click To Tweet

Kluczowe pytanie, które należy zadać w kontekście negocjacji Orlenu z Rosjanami dotyczy tego w jak dużym stopniu zostaną zmienione dotychczasowe umowy? Obecnie obowiązujące kontrakty podpisywano w 2014 r. gdy perspektywa niskich cen ropy wywarła presję na jej producentów premiując ich kosztem odbiorców. Choć nie znamy ceny surowca, który do Orlenu dostarczał Tatnieft Europe i Rosnieft możemy stwierdzić, że porozumienia z tymi podmiotami wyglądały na bardzo korzystne dla strony polski. Jedną z takich przesłanek były widełki wolumenowe wpisane w umowy z Rosjanami. Orlen mógł modyfikować ilość kupowanej ropy w zależności od swoich potrzeb co było z jego perspektywy bardzo atrakcyjnym rozwiązaniem.

Jednak od momentu podpisania kontraktów z producentami rosyjskimi wiele się zmieniło:

  • Cena za baryłkę ropy jest dziś najwyższa od 2014 r.
  • Impet z jakim Arabia Saudyjska próbowała wejść ze swoimi dostawami do krajów nad Morzem Bałtyckim wyraźnie wyhamował.
  • Polska poparła amerykańskie sankcje na Iran co odcięło jej możliwość importu surowca z tego perspektywicznego kierunku. Zupełnie inaczej do sprawy podeszły kluczowe gospodarki UE, które zamierzają handlować z Teheranem barterowo.
  • W PKN Orlen doszło do ogromnych zmian kadrowych po objęciu funkcji prezesa przez Daniela Obajtka.

Wszystkie powyższe czynniki powodują, że uzyskanie równie atrakcyjnych zapisów umownych przez PKN Orlen jak w 2014 r. u progu taniejącej ropy i wielkiej walki producentów tego surowca na rynkach międzynarodowych może być trudny. Niestety o efektach negocjacji najprawdopodobniej się nie dowiemy.

Analizowanie umów kluczowych spółek skarbu państwa działających w sektorze energetyczno-paliwowym zawsze było trudne. Takie elementy porozumień jak ceny surowca były bowiem objęte tajemnicą kontraktową. Jednak wdrażanie unijnej dyrektywy MAR (Market Abuse Regulation) powoduje, że Orlen w ogóle nie będzie musiał informować o swoich nowych umowach z Tatnieft Europe i Rosnieftem.

Wdrażanie unijnej dyrektywy MAR (Market Abuse Regulation) powoduje, że Orlen w ogóle nie będzie musiał informować o swoich nowych umowach z Rosjanami. Click To Tweet

Paradoksalnie więc cała nadzieja w Rosjanach, którzy ujawnili nowy kontrakt z Lotosem po kilku miesiącach od jego podpisania. Tyle tylko, że zrobili to w momencie wysypu medialnych informacji o imporcie węgla i gazu z Rosji do Polski stawiając rząd w Warszawie i kontrolowane przez niego spółki w trudnej sytuacji. Może więc Orlen powinien przemyśleć swoją politykę?

Fot. Pixabay

Tankowce duchy, czyli 15 mln baryłek irańskiej ropy czeka na dyskretnego kupca na morzu

Teheran wraca do sprawdzonej metody - załogi tankowców, które opuszczają irańskie porty, wyłączają transpondery zaraz po wyjściu z Zatoki Perskiej. To znacznie utrudnia śledzenie nie tylko ich pozycji, ale przede wszystkim ustalenie nabywców surowca.

Iran używa dziś co najmniej 7 podobnych jednostek, na pokładzie każdej z nich mieści się ponad 2 mln baryłek ropy. Klientami są przede wszystkim odbiorcy azjatyccy. Teheran zdaje sobie sprawę, że sprzedaż ropy w listopadzie, a więc po wejściu w życie amerykańskich sankcji dotyczących ropy, będzie bardzo utrudniona. Korea Południowa i Francja już wycofały się z zakupów. Od momentu, kiedy administracja Prezydenta Trumpa wycofała się z porozumienia jądrowego z Iranem i ogłosiła zarys przyszłych sankcji, eksport ropy spadł o co najmniej 500.000 baryłek dziennie osiągając poziom poniżej 2mb/d. To bardzo bolesny cios w irańską gospodarkę. Spadek dochodów z ropy naftowej, które są głównym źródłem finansowania wydatków kraju, tylko w tym roku doprowadził do spadku wartości riala wobec dolara o około 70 procent.

W przededniu wdrożenia amerykańskich sankcji na Iran, Teherańczycy poszukują alternatywnych rynków zbytu dla ropy poprzez m.in. sprzedaż podmiotom prywatnym. Click To Tweet

A prawdziwe problemy dopiero nadejdą. Ministerstwo Ropy otrzymało tymczasem zgodę najwyższych władz na sprzedaż ropy podmiotom prywatnym, poszukując w ten sposób alternatywnych rynków zbytu.  Analitycy pozostają jednak zgodni, że o ile transakcje na mniejszą skalę mogą pozostać niezauważone, to handel bardziej masowy przy użyciu tankowców duchów jest w zasadzie niemożliwy. Trzeba pamiętać, że wzrośnie też ryzyko, bo władze amerykańskie zamierzają nakładać sankcje na wszystkie podmioty łamiące zakaz handlu z Iranem, także te prywatne.

Źródło: własne

Fot. Pixabay


Putin zachwycony wzrostem cen ropy. "Petrodolary zdławią protesty emerytalne"

DodArabia Saudyjska i Rosja zwiększają produkcję wobec zawirowań u innych producentów surowca. Wysoka cena prawdopodobnie utrzyma się w kolejnych tygodniach.

Problemy z produkcją ropy, m.in w Wenezueli, Libii i Nigerii coraz mocniej wpływają na rynek. w niedługim czasie z rynku może też zniknąć ropa irańska (sankcje wejdą w życie w listopadzie). Analitycy oceniają, że pod koniec roku prawdopodobna jest sytuacja, w której na rynkach brakować będzie ponad 1 mln baryłek dziennie. Niedobory starają się solidarnie pokryć Arabia Saudyjska i Rosja, ale bez zwiększenia mocy produkcyjnych może się to okazać trudne. Aby sprostać oczekiwaniom popytu Arabia Saudyjska powinna znacznie zwiększyć dzienną produkcję, przy czym opinie ekspertów są mocno podzielone gdzie dziś przebiega górna granica możliwości produkcyjnych KAS. Mówi się nawet o liczbie pół miliona dodatkowych baryłek dziennie.

Z kolei Rosja może w krótkim czasie zwiększyć produkcję o 100 – 200 tys. baryłek dziennie. Na razie jednak Rijad zapowiada, że obecna cena ropy Brent jest optymalna. Można to odczytywać jako niechęć do podejmowania bardziej zdecydowanych działań rynkowych.

Sytuacja na rynku ropy jest z kolei optymalna z punktu widzenia interesów Moskwy. Nie tylko ekonomicznych. Zwiększenie produkcji przy jednoczesnym wzroście cen do okolic 80$ pozwala na zmniejszenie napięć budżetu centralnego, którego fundamentem jest odniesienie do cen węglowodorów. Dlatego dzisiejszy poziom cenowy to wyraźny oddech dla Kremla, który w ostatnim czasie zmagał się z pierwszymi od dawna protestami społecznymi, spowodowanymi podwyższeniem wieku emerytalnego.


Rosyjskie władze liczą, że w dłuższym terminie ceny ropy pójdą jeszcze w górę, nawet w okolice 100$. Przekonanie to wynika nie tylko z narastających problemów części producentów skupionych w OPEC, ale także z powodu spodziewanego wzrostu napięcia wokół Iranu (po wprowadzeniu kolejnych sankcji w listopadzie). Obecny wzrost cen ropy odbije się także na znacznie lepszym PKB Rosji, dając nawet dodatkowe 3%. Rosja zwiększyła produkcję ropy we wrześniu do ponad 11,3 mln baryłek dziennie i nie jest wykluczone, że pod koniec roku osiągnie rekordowe 11,6-11,7 mln, uzyskując przy tym poklask… tak, Waszyngtonu.

Sytuacja na rynku ropy jest z kolei optymalna z punktu widzenia interesów Moskwy. Nie tylko ekonomicznych. Click To Tweet

Amerykanie komplementują działania Moskwy bo wiedzą, że ich naturalni sojusznicy – Saudowie, są w bardzo niezręcznej sytuacji. Przejmując irańskie udziały w rynku narażają się dodatkowo na zarzuty, że sprzyjają USA. Sytuacja, w której to Moskwa gra główne skrzypce jest łatwiejsza do zaakceptowania i dla Saudów i dla samych Irańczyków, mających dobre relacje z Putinem.

Wciągnięcie do grona zarządzających rynkiem ropy było też na rękę Arabii Saudyjskiej, której władze zauważyły, że OPEC traci na znaczeniu. Wejście do gry Rosjan z ponad 11 mln b/d zmieniło diametralnie tę sytuację. W ten oto sposób Rosja stała się kluczowym graczem w regionie i na rynku ropy jednocześnie. Graczem, dodatkowo rozumiejącym potrzebę
i utrzymującym kanały komunikacji z Teheranem, czego nie można powiedzieć o pozostałych.

Obecny wzrost cen ropy odbije się także na znacznie lepszym PKB Rosji, dając nawet dodatkowe 3%. Click To Tweet

Rzeczywiście sytuacja na rynku wygląda obiecująco. Również kapitał spekulacyjny najwyraźniej liczy na wzrosty bo pozycji krótkich (pro spadkowych) jest coraz mniej. Fundusze inwestycyjne zwracają przy tym uwagę, że planowane podwyżki stóp procentowych w USA są już w zasadzie w cenach (przynajmniej najbliższa, wrześniowa) i jeżeli nie padnie nic zaskakującego z ust szefa FED to można oczekiwać osłabienia USD, a co za tym idzie wzrostu cen surowców (w tym ropy) i euro.

Jedynym zagrożeniem dla popytu może być sezon konserwacji amerykańskich rafinerii naftowych, który tradycyjnie rusza jesienią. W związku z tym moce przerobowe rafinerii zostaną ograniczone a to spowoduje zmniejszenie popytu i zwiększenie zapasów ropy. Z kolei zwiększenie poziomu zapasów wpływa zawsze na ograniczenie wzrostów cen surowca.

Dlatego naszym zdaniem, mimo zawirowań produkcyjnych w państwach OPEC, potencjalne załamanie amerykańskiego popytu spowoduje zrównoważenie rynku. Nie tylko nie przewidujemy dalszych, dynamicznych wzrostów, ale w perspektywie kolejnych tygodni widzimy nawet miejsce na umiarkowany spadek cen w okolice 75$ dla ropy Brent.

Fot. Pixabay

 

Przekaz amerykańskiego Departamentu Stanu jest czytelny. Koniec importu irańskiej ropy musi nastąpić do listopada.

Waszyngton potwierdził, że firmy, które zlekceważą te obostrzenia będą po tym terminie narażone na amerykańskie sankcje. Warto dodać, że zakaz dotyczyć będzie również spółek zarejestrowanych poza USA. Jak zareagował na te doniesienia rynek? Dynamicznym wzrostem cen surowca. Ropa Brent podskoczyła w okolice 76 $ za baryłkę.

Wzrost jest tym bardziej uzasadniony, że prezydent Donald Trump zapowiedział, że chciałby w sprawie przyszłości irańskiej ropy rozmawiać także z Chinami, Indiami oraz Turcją, które dziś są największymi odbiorcami perskiego surowca. Dodajmy, że Iran eksportuje dziennie 2 mln baryłek. Jeżeli dodamy do tego informację, że OPEC zgodził się finalnie na podwyższenie limitów produkcji o ponad 700 tys. baryłek dziennie (począwszy od 1.07) to i tak na rynku pozostanie spora luka popytowa. Pytanie jak na amerykańskie kroki zareagują poszczególne państwa. Rynek zatem pozostanie w niepewności wsłuchując się w informacje dotyczące konsultacji przedstawicieli Departamentu Stanu z Chinami, Indiami i Turcją. Dodatkowym elementem propopytowym były także informacje o kurczących się zapasach ropy w USA. Skala spadku, o ponad 9 mln baryłek (tydzień do tygodnia), była zaskakują dla większości analityków.

Fot. Pixebay

 

Pisaliśmy już, że Donald Trump jest dziś kluczowym game changerem na rynku ropy naftowej. Zaraz po szczycie G7 Prezydent USA stwierdził, że ceny ropy są zdecydowanie zbyt wysokie. Czas na tego typu oświadczenia jest nieprzypadkowy bowiem już w najbliższy piątek odbędzie się kolejne spotkanie producentów ropy zrzeszonych w OPEC.  

Waszyngton zwiększył w ostatnim czasie presję na Rijad ws. możliwości zwiększenia produkcji ropy. Obowiązujące od 2016 roku porozumienie dot. ograniczenia produkcji wypełniło swoje podstawowe założenia. Nadwyżki surowca udało się ograniczyć a ceny wzrosły do poziomu najwyższego od czterech lat. Dla ropy Brent oznaczało to imponującą falę z okolic 44$ do blisko 80$ w ciągu roku. Obecnie notowania utrzymują się w okolicy 75$,ale spoglądając na wykres w perspektywie miesięcznej widać gotowość do realizacji zysków. Na co więc czeka rynek? Na impuls. Taki sygnał może pojawić się już podczas piątkowego spotkania producentów OPEC.

Jednostronne wycofanie się USA z porozumienia atomowego z Iranem sprowokowało pytania o to, czy uda się wypełnić lukę na rynku ropy po ewentualnym ponownym wprowadzeniu sankcji przeciwko Teheranowi. Taka sytuacja mogłaby w średnim terminie doprowadzić do wybicia cen powyżej ostatnich szczytów, co w konsekwencji otwierałoby drogę do dalszych, dynamicznych wzrostów, z celem w okolicy nawet 100 $. Scenariusz taki byłby jednak niezwykle niebezpieczny dla kontynuacji wzrostu gospodarczego. Stąd naciski na Arabię Saudyjską, które jak się wydaje, trafiły na podatny grunt.

Dlatego też w kuluarach OPEC można usłyszeć, że decyzja o zwiększeniu wydobycia (nawet odsunięta w czasie) jest bardzo prawdopodobna. Nieoficjalnie wiadomo, że zabiega o nią także Moskwa. Analitycy uważają jednak, że aby prospadkowy impuls miał rzeczywiście istotny wpływ na ceny surowca, deklaracja zwiększenia produkcji musiałoby dotyczyć wolumenu większego niż pół miliona baryłek dziennie.

Fot. Pixebay