Home Posts tagged Rosja

Parlament Europejski opowiedział się za systemem kontroli bezpieczeństwa inwestycji zagranicznych w strategicznych sektorach Unii Europejskiej. To odpowiedź na rosnący udział tych inwestycji z krajów spoza UE, w tym z Chin, Rosji i Brazylii.

Parlament Europejski podkreśla w swoim stanowisku, że choć Unia Europejska pozostaje otwarta na bezpośrednie inwestycje zagraniczne, to jednak niektóre z nich wymagają głębszej analizy, bo dotyczą sektorów o znaczeniu strategicznym, w których interesy UE wymagają szczególnej ochrony.

Dotyczy to przede wszystkim infrastruktury krytycznej w takich obszarach jak: energia, transport, łączność, dane, przestrzeń kosmiczna i finanse, a także nowoczesne technologie, w tym półprzewodniki, sztuczna inteligencja i robotyka. W trakcie dyskusji listę rozszerzono o takie sektory jak: zaopatrzenie w wodę, zdrowie, obrona, media, biotechnologia i bezpieczeństwo żywności.

Wzmocniony mechanizm współpracy obejmuje wymianę informacji między państwami członkowskimi UE i możliwość zgłaszania przez nie uwag na temat bezpośrednich inwestycji zagranicznych w innych państwach. Komisja Europejska może zwrócić się do kraju, w którym planowana jest inwestycja, o informacje i wydać opinię, ale ostateczna decyzja o jej realizacji pozostaje w gestii danego kraju.

W ciągu ostatnich 20 lat drastycznie zmieniły się i struktura, i pochodzenie bezpośrednich inwestycji zagranicznych w UE. Najwięcej inwestycji pochodziło z gospodarek wschodzących. Inwestycje z Chin wzrosły sześciokrotnie, a z Brazylii aż dziesięciokrotnie. Natomiast inwestycje z Rosji to tylko dwukrotny wzrost. Parlament Europejski wskazuje, że wiele z nich dotyczy sektorów zaawansowanych technologii. Zwrócono także uwagę, że spora część tych inwestycji to de facto próba pozyskania wiedzy i technologii przez poszczególne państwa – bowiem podmioty prowadzące te inwestycje są wprost lub pośrednio powiązane z rządami.

Można powiedzieć, że mamy do czynienia z nową formą tzw. miękkiego szpiegostwa przemysłowego, które odbywa się poprzez inwestycje. Trzeba również zauważyć, że państwa tzw. rynków wschodzących spoza UE, bardzo mocno chronią własne rynki przed ingerencją z zewnątrz, a podmioty zagraniczne działające na tych rynkach podlegają ścisłej kontroli kontrwywiadowczej. W zasadzie działanie biznesowe bez współpracy z tamtejszymi służbami jest praktycznie niemożliwe.

Unia dostrzega także problem prób wpływania na sytuację wewnętrzną państw członkowskich, m.in. poprzez wykorzystanie szeroko rozumianych aktywów (osobowych i rzeczowych) spółek zagranicznych osadzonych w realiach UE. Działanie podmiotów osadzonych w realiach prawnych UE i płacących podatki tamże stwarza znacznie szersze możliwości wpływu.

Źródło: Parlament Europejski

Fot. Pixabay

Litwa jest dziś jednym z liderów walki z dezinformacją a jej specyficzne doświadczenia są analizowane nie tylko w ramach Unii Europejskiej, ale i NATO.

W maju Litwę czekają bardzo ważne wybory parlamentarne. Tamtejsze służby nie mają wątpliwości, że przy okazji zbliżającej się kampanii uaktywnią się przede wszystkim liczne ośrodki prorosyjskie.

Trzeba jednak zauważyć, że Litwa w ostatnich latach wykonała ogromną pracę w obszarze walki z dezinformacją. Zastosowano przy tym bardzo ciekawy model opierający się w dużej mierze na bliskiej współpracy mediów, organów państwa (w tym służb specjalnych oraz armii) i społeczeństwa. Dlatego dziś obawy związane z wrogimi działaniami Moskwy, są oczywiście traktowane z należytą powagą, ale nie budzą paniki.

Jeszcze dekadę temu Bruksela utożsamiała dezinformację z wolnością słowa a problem wydawał się marginalny i dotyczył raczej wschodniej części kontynentu. Działania Rosji tłumaczono naturalnym resentymentem do utraconej strefy wpływów. Natomiast z biegiem czasu ingerowanie wschodnich sił w wewnętrzne sprawy poszczególnych państw zaczęło wyraźnie przesuwać się na zachód. Rosjanie doskonale wykorzystali okres resetu w relacjach ze swoim państwem, z jakim mieliśmy do czynienia w okresie pierwszej kadencji prezydenta Baracka Obamy. Specjaliści podkreślają, że lata 2008 – 2012 to szczyt rosyjskiej aktywności w sferze budowania fundamentów pod działania, które obserwujemy obecnie. Chodziło przede wszystkim o pozyskiwanie agentów wpływu, plasowanie własnej miękkiej agentury (zorientowanej na dystrybucję a nie pozyskiwanie informacji) w środowiskach opiniotwórczych czy wreszcie zaangażowanie kapitałowe umożliwiające nawiązanie bliskiej współpracy z mediami. Dezinformacja staje się bowiem znacznie bardziej skutecznym narzędziem, jeżeli w danym państwie istnieją ośrodki, które powielają i odpowiednio modyfikują przekaz. Tak by informacja zaczęła żyć własnym życiem.

Początkowo Zachód nie zdawał sobie sprawy z potencjalnej siły rażenia tzw. fake newsów. Nawet jeżeli przekaz wydawał się, delikatnie rzecz ujmując, zniekształcony, powoływano się na konieczność obrony wolności wypowiedzi. Dziś, po bardziej lub mniej oczywistych próbach wpływania na rzeczywistość wielu zachodnich państw, problem dezinformacji stał się jak najbardziej realny. Większość państw UE doświadczyła już konsekwencji zewnętrznej ingerencji i próby wpływu na kształtowanie opinii w sferze społeczno – politycznej.

W Hiszpanii było to umiejętne podsycanie nastrojów separatystycznych w odniesieniu do Katalonii, we Francji podtrzymywanie tlącego się od kilkunastu tygodni protestu żółtych kamizelek, przy jednoczesnym wspieraniu skrajnej prawicy. W Niemczech – fałszywe informacje o gwałtach na nieletnich Rosjankach, incydentach z udziałem żołnierzy US Army czy wreszcie próba wzniecenia niepokojów związanych z imigrantami (zamieszki w Chemnitz). Najbardziej jednak spektakularnym i namacalnym jednocześnie przykładem skuteczności takich działań okazało się brytyjskie referendum ws. opuszczenia struktur Unii Europejskiej. Wydarzenie to, w dużej mierze finansowane przez ośrodki związane z Rosją (o czym pisaliśmy wielokrotnie) udowodniło, że przy pomocy m.in. mediów oraz mediów społecznościowych da się skutecznie destabilizować sytuację nie tylko w danym państwie, ale szerzej, w regionie. Niewykluczone, że w najbliższym czasie będziemy świadkami wzrostu napięcia związanego z koniecznością restytucji granicy pomiędzy Irlandią a Irlandią Północną (w następstwie Brexit), co znowu da pole do popisu siewcom dezinformacji.

Tymczasem kłamstwo nie ma się nijak do wolności słowa – tak można określić w skrócie dewizę, którą kieruje się Litwa.

Litwie udało się zbudować coś w rodzaju platformy wojskowo – medialno – społecznej. Ale właśnie udział wojska i litewskich służb budzi w tej sprawie największe emocje. Wojsko na bieżąco śledzi to, w jaki sposób rozprzestrzeniane są w mediach (społecznościowych i tradycyjnych) poszczególne informacje oraz to, gdzie mają swoje źródła. Nagminnie zgłaszane i eliminowane są fałszywe konta tzw. farm trolli zlokalizowane czy to na Faceebooku czy na Twitterze.

Internet to jedno, a stacje telewizyjne promujące politykę Kremla to drugie. Zresztą problem wydaje się ogólnoeuropejski. Ostatni przykład? Russia TV, teraz promująca się pod nazwą RT, w zasadzie nieustannie transmitowała przebieg zamieszek w Paryżu, zdecydowanie podgrzewając atmosferę poprzez podawanie zawyżonych danych dotyczących liczby demonstrujących, ale też upowszechniając niesprawdzone (czy wręcz nieprawdziwe) informacje, dotyczące szczegółów starć z policją. Próbowano budować atmosferę rewolucji.

Litwini zauważyli, że tradycyjne media, w poszukiwaniu oszczędności, często kupują niemalże gotowy do emisji produkt, znacznie poniżej kosztów własnej produkcji. Na Litwie tego typu produkcje można dziś oglądać aż w 10 stacjach telewizyjnych – informuje The Financial Times, który zgłębiał to zagadnienie. Często niewinne, wydawałoby się codzienne problemy, wykorzystywane są do umiejętnej promocji Rosji i polityki Kremla, ukazując jednocześnie Zachód jako źródło wszelkiego zła – czy to w ujęciu kulturowym, społecznym czy politycznym.

Dlatego Litwa jako pierwsza, starała się dostosować przepisy prawne do nowej rzeczywistości. Rząd podkreśla, że chodzi o umożliwienie realnej walki z rażącymi przypadkami dezinformacji, a nie o ograniczanie debaty publicznej. Jednym z takich narzędzi jest przepis, który pozwala władzom zamknąć na 48 godzin, bez nakazu sądowego, serwery podmiotów wykorzystywanych do szerzenia lub rozpowszechniania dezinformacji. Dotyczy to także udziału w prowadzeniu cyberataków. Litewski MON przyznaje, że to drastyczne przepisy, ale wskazuje również, że zwykle ataki dezinformacyjne są mocno zintegrowane z atakami cybernetycznymi. Dobrym przykładem jest akcja z ubiegłego roku, kiedy to hakerzy wykorzystali naruszenie infrastruktury cyfrowej stacji telewizyjnej, aby umieścić w jej zasobach fałszywą historię dotyczącą jednego z ministrów. Materiał, opracowany na pierwszy rzut oka przy pomocy zwykłego dokumentu typu Word, sam wysłał się do sieci a także trafił na fora dyskusyjne. Tego typu przypadków będzie coraz więcej.

Ale służby i armia nie dysponują odpowiednimi środkami, aby samodzielnie walczyć z dezinformacją. I tu z pomocą przychodzi ruch tzw. Elfów. To wolontariusze, którzy sami starają się identyfikować i zwalczać rosyjskie trolle, pojawiające się w litewskiej sieci. Ich liczba stale rośnie, możemy mówić o tysiącach osób, wśród których są i dziennikarze, i specjaliści IT, ludzie biznesu, studenci czy naukowcy. Ich celem jest z jednej strony jak najszybsza identyfikacja fałszywych informacji, zanim zaczną żyć własnym życiem w sieci, z drugiej próba ustalenia źródła dezinformacji.

To trudne zadanie, tym bardziej, że przeciwnicy też się uczą i coraz lepiej rozumieją litewską specyfikę. Dlatego koncentrują swoją uwagę tam, gdzie najłatwiej jest znaleźć słabe punkty w społeczeństwie litewskim. Innymi słowy, analizują sytuację na bieżąco i docierają do najbardziej sfrustrowanych grup.

Bardzo ciekawym rozwiązaniem jest strona Demaskuok.lt – platforma stworzona do walki z dezinformacją przez instytucje państwowe, dziennikarzy i przedstawicieli organizacji pozarządowych. Dzięki Demaskuok.lt możliwe jest skanowanie nawet 20.000 artykułów dziennie z ponad 1000 źródeł, a dzięki zaawansowanym narzędziom informatycznym udaje się wyłapać te fałszywe – zarówno brzmiące irracjonalnie jak i te wyglądające na prawdziwe. Zresztą większość badań pokazuje, że ludzie mają coraz większy problem z oceną wiarygodności informacji a margines tolerancji dla absurdu znacznie się przesunął. Mówiąc wprost im większy zalew informacji tym łatwiej jest nas nabrać. Do tego dochodzi jeszcze jedna kwestia – rośnie liczba odbiorców informacji, którzy korzystają już tylko z jednego źródła jakim jest internet. A tu dezinformacji było bez liku. W ubiegłym roku zalew fake newsów był rekordowy. W sieci można było przeczytać m.in. i o wypadku drogowym, w wyniku którego śmierć poniósł chłopiec zmiażdżony przez pojazd wojskowy NATO i o testach broni biologicznej w krajach bałtyckich prowadzonych przez Sojusz Północnoatlantycki, ale i o UFO zestrzelonym nad Litwą. Jednej z grup hakerskich udało się także przemycić fałszywą informację o planach NATO inwazji na Białoruś.

Przeciwnicy ścisłej współpracy mediów i służb oraz armii obawiają się o konflikt interesów i tu upatrują zagrożenia. Czy zbyt bliska relacja z organami państwa nie zacznie działać w drugą stronę, to jest czy nie doprowadzi do prób recenzowania informacji?

Litwini twierdzą, że nie ma podstaw do obaw, tym bardziej, że w projekt zaangażowane są często konkurujące ze sobą na co dzień, prywatne redakcje, dla których cytowalność i walka o news pozostają kluczową kwestią biznesową.

Ale są w UE kraje takie jak np. Holandia, gdzie litewskie rozwiązania budzą poważne wątpliwości. Zresztą nie tylko tam. Cytowany przez The Financial Times dyplomata unijny podkreśla, że sprawa jest bardzo delikatna. Trzeba zachować szczególną ostrożność, bo nie da się wprost przenieść rozwiązania litewskiego do innych państw UE. Każdy ma nieco inną wrażliwość i inne doświadczenia historyczne. Dlatego nie można jedną miarą traktować wszystkich.

Tylko, że UE sprawia wrażenie dość nieporęcznej w walce z dezinformacją. Unia nie ma własnej służby wywiadowczej a współpraca pomiędzy poszczególnymi służbami zawsze nacechowana będzie jakimś promilem nieufności. Z drugiej strony grupa zadaniowa East Stratcom, działająca w ramach EU ma wciąż bardzo organiczne zasoby ludzkie – to ledwie kilkanaście osób współpracujących z około 500 wolontariuszami.

Unijni dyplomaci twierdzą, że grupa otrzymała wprawdzie dodatkowe środki na „dalszą profesjonalizację” ale podkreślają, że w ubiegłym roku East Stratcom musiała wycofać trzy nieprawdziwe oskarżenia o dezinformację przeciwko holenderskim mediom. W jednym przypadku z powodu złego przetłumaczenia fragmentu tekstu, innym zaś razem tekst satyryczny potraktowano jako informacyjny.

Wpadki zdarzają się wszystkim, ale warto pamiętać, że żyjemy w czasach konfliktu, więc nie powinniśmy udawać, że go nie ma. Zresztą wybory europejskie i związane z nimi wydarzenia będą doskonałym materiałem analitycznym, pozwalającym na dokładniejsze określenie skali zagrożenia.

Fot. Pixabay

Clement Vandenborre, szef komórki kontrwywiadowczej w ADIV, pozostaje w areszcie domowym z powodu podejrzeń, że mógł szpiegować na rzecz Rosji.

 Szef belgijskiego departamentu kontrwywiadu w ADIV został tymczasowo usunięty ze stanowiska na czas wewnętrznego śledztwa – jak twierdzi belgijska gazeta De Morgen.

,Jednym z dowodów w sprawie ma być list pracownika służby. Pismo utrzymuje, że podczas specjalnej operacji w Serbii w 2016 roku Vandenborre zapewniał Serbom dostęp do informacji niejawnych. Pośredniczyła w tym Serbka, która była kontaktem Vandenborre. Jest ona uważana za podwójnego agenta Rosji.

Szef departamentu kontrwywiadu ADIV jest również oskarżony o niszczenie poufnych dokumentów w niszczarce papieru. Vandenborre, który przez 40 lat służył w belgijskiej służbie kontrwywiadowczej zaprzeczył oskarżeniom.

Raport De Morgen łączy oskarżenia o współpracę z Rosją przeciwko Vandenborre z długotrwałymi napięciami w belgijskiej służbie ADIV, które wynikały z konfliktów oficerów ze środowiska wojskowego z cywilami, a także między starszymi pracownikami, a ich młodszymi kolegami.

Podczas gdy departament kontrwywiadu ADIV jest w większości obsadzony cywilami, departament wywiadu tej służby składa się głównie z personelu wojskowego.

W tym samym czasie młodsi oficerowie z departamentu Vandenborre narzekali na jego styl zarządzania.

Długotrwała walka o władzę między departamentami wywiadu i kontrwywiadu ADIV odegrała decydującą rolę w rezygnacji ówczesnego szefa służby, gen. Eddy’ego Testelmansa, w 2016 roku.

Testelmans przeszedł na emeryturę po tym, jak ośmiu oficerów z departamentu kontrwywiadu, w tym Clement Vandenborre, który jest teraz oskarżony o szpiegostwo na rzecz Rosji, skrytykowało jego politykę w liście do ówczesnego belgijskiego ministra obrony, Steven’a Vandeputa.

Po rezygnacji Testelmana, ADIV był prowadzony przez szefa gabinetu generała Claude’a Van de Voorde, który rozpoczął karierę w belgijskich siłach powietrznych.

Oskarżenie o szpiegostwo na rzecz Rosji Clementa Vandenborre jest również badane przez wspólne dochodzenie belgijskiego prokuratora federalnego i komisji nadzorującej służby wywiadowcze.

Źródło: european-views.com

Fot. Pixabay

Litewskie agencje wywiadowcze obawiają się, że Rosja w maju będzie ingerować w zbliżające się wybory by zastąpić zagorzałą antyrosyjską prezydent Dalię Grybauskaite.

Państwo bałtyckie, rządzone przez Moskwę przez większość XX wieku, a obecnie będące członkiem zarówno Unii Europejskiej, jak i NATO, było wstrząśnięte aneksją Krymu przez Rosję. Władze w Wilnie prowadzą od tego czasu międzynarodową batalię przeciwko agresywnej polityce Rosji. Na Litwie odbędą się w tym roku wybory samorządowe, prezydenckie, europejskie oraz wybory parlamentarne w 2020 roku.

“Rosyjski wywiad zwiększy swoją aktywność podczas cyklu wyborczego w latach 2019-2020” – twierdzą służby specjalne Litwy we wspólnej corocznej ocenie zagrożeń opublikowanej we wtorek. “Możliwe, że Rosja będzie starała się wpłynąć na przebieg wyborów środkami informacyjnymi i cybernetycznymi” – dodały. Moskwa będzie “rozpowszechniać propagandę i dezinformację w litewskich mediach społecznościowych” – twierdzi upubliczniony raport litewskich służb.

Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow powiedział, że taka sugestia jest “absolutnym nonsensem”, dodając: “Rosja nie ingeruje w wybory w innych krajach”.

Rosja jest również podejrzewana o przeprowadzenie szeregu znaczących cyberataków, w tym zorganizowanego na systemy informacyjne innego państwa bałtyckiego – Estonii, w 2007 roku oraz ataku na ukraińską w 2016 roku. Ponadto prokurator specjalny Robert Mueller prowadzi dochodzenie w sprawie zmowy między Kremlem, a Donaldem Trumpem mającej na celu pomoc dla tego kandydata w wygraniu wyborów prezydenckich w USA w 2016 roku.

W raporcie litewskim czytamy, że Rosja gromadzi coraz więcej czołgów i bombowców w enklawie kaliningradzkiej, która graniczy z Litwą i Polską oraz modernizuje tam swoje bazy, aby móc rozmieścić w nich dodatkowe wyrzutnie pocisków balistycznych.

W raporcie napisano również, że istnieje rosnące ryzyko “niezamierzonych incydentów” wynikających ze zwiększonej aktywności wojskowej po stronie rosyjskiej granicy z Litwą.

Służby twierdzą, że obserwują aktywność rosyjskiego wywiadu ukierunkowaną na pracowników litewskiego sektora energetycznego i próby włamań do systemów kontroli, aby uzyskać możliwość zakłócenia dostaw energii elektrycznej na Litwę.

“Jest to dalekie od naszego priorytetu” – powiedział Kreml. Niedawno w Kaliningradzie Putin otworzył pływający terminal LNG, który gwarantuje samowystarczalność obwodu w zakresie dostaw gazu.

Źródło: The Jerusalem Post

Fot. Własne

Twitter zlikwidował prawie 6000 tweetów podczas wyborów do Kongresu USA w listopadzie ubiegłego roku, z których większość próbowała ograniczać głosowanie poprzez zastraszanie lub dzielenie się fałszywymi informacjami, podała spółka w czwartek.

„Najwięcej dezinformacji wokół wyborów wydarzyło się w Stanach Zjednoczonych”, podała Twitter, który odnotował również “ograniczone operacje”, wpływu na wyborców w Iranie, Wenezueli i Rosji.

Amerykańskie agencje wywiadowcze doszły do wniosku, że Rosja przeprowadziła operację wpływu polegającą na hakowaniu komputerów należących do partii politycznych i korzystaniu z mediów społecznościowych podczas kampanii wyborczej prezydenckiej USA w 2016 roku, w celu podważenia amerykańskiego procesu demokratycznego. Moskwa zaprzecza jakiejkolwiek ingerencji.

Od tego czasu Twitter, Facebook i inne firmy z mediów społecznościowych pozostawały pod globalną presją, aby usuwać propagandę, boty i nielegalne treści. Firmy zintensyfikowały kontrole, ale nadal są krytykowane przez ustawodawców za zbyt wolne zamykanie fałszywych kont.

Twitter poinformował m.in. że obecnie zidentyfikował znacznie mniej prób wywarcia wpływu przez zagraniczne konta niż w 2016 roku. Ponadto ogłosił także, że zawiesił większość agresywnych kont przed wyborami do Senatu USA i Izby Reprezentantów.

Dodatkowe 418 kont zostało zidentyfikowanych przez Twittera, jako powiązane z rosyjską Internet Research Agency (IRA), która według prokuratorów ze Stanów Zjednoczonych stała na czele operacji wpływu w 2016 roku. “Większość wydaje się pochodzić z Rosji bo przypominają aktywnością wcześniej zidentyfikowane konta związane z IRA”, powiedział przedstawiciel firmy, który jednocześnie stwierdził, że nie może „ostatecznie potwierdzić tego związku.”

Według tego samego przedstawiciela firma usunęła w Wenezueli 1196 kont, które “wydają się być zaangażowane w kampanię wpływu skierowaną do odbiorców krajowych” i zawiesiła 2617 złośliwych kont, które miały pochodzić z Iranu. Konta wenezuelskie zostały usunięte w grudniu 2018 roku, czytamy na Twitterze.

Obecnie Twitter analizuje 8 milionów kont tygodniowo pod kątem nadużyć lub dziwnych zachowań, a ostatecznie usuwa około trzech czwartych z tych usług, podali przedstawiciele firmy.

Źródło: Reuters
Fot. Pixabay

Ukraińska Agencja Bezpieczeństwa (SBU) podczas konferencji prasowej w Kijowie ogłosiła, że przejęła manifesty pasażerskie rosyjskich samolotów przewożących najemników pracujących dla Grupy Wagnera. Jest to słynna rosyjska prywatna firma wojskowa (PMC). W manifestach obejmujących loty z Rosji do kilku miejsc w Afryce i na Bliskim Wschodzie w drugiej połowie 2018 roku, jest mowa o łącznie 1012 najemnikach.

Najistotniejszą informacją, na konferencji prasowej SBU było to, że najemnicy PMC Wagnera otrzymywali rosyjskie międzynarodowe paszporty podróżne wydawane w sekwencyjnych partiach przez to samo biuro paszportowe z siedzibą w Moskwie. „Obsługiwało” ono również fałszywe dokumenty tożsamości tajnym funkcjonariuszom GRU zaangażowanym w próbę zabójstwa Siergieja Skripala.

Bellingcat pierwszy po raz pierwszy ujawnił we wrześniu 2018 roku to, że biuro paszportowe, zwane Jednostką 770001 jest rutynowo używane do wydawania paszportów krajowych dla oficerów GRU działających „pod przykryciem”. Wśród nich znaleźli się podejrzani o otrucie w Salisbury czy oskarżeni przez Czarnogórę o rzekomą próbę zamachu stanu w 2016 roku. Ustalono też, że wspomniane biuro paszportowe wydało także rosyjskie paszporty garstce zagranicznych VIP-ów, którym świeżo nadano rosyjskie obywatelstwo, takich jak francuski aktor Gerard Depardieu.

Odkryto również, że to samo biuro wydało paszporty również rosyjskim cywilom, którzy mają powiązania z rosyjskim Ministerstwem Obrony – albo przez bezpośrednie zatrudnienie, albo przez bliskiego członka rodziny. Zarzuty SBU są znaczące, ponieważ, o ile są prawdziwe, sugerują, że rosyjski rząd nie tylko toleruje zagraniczne operacje wojskowe Wagnera (które są nielegalne zgodnie z rosyjskim prawem), ale także aktywnie angażuje się w ich przygotowywanie.

Ponadto fakt, że (poza garstką zagranicznych VIP-ów) Jednostka 770001 wydawała paszporty jedynie osobom związanym z Ministerstwem Obrony i masowo najemnikom PMC, stanowiłby najsilniejszy dowód na powiązania między Rosyjskimi Siłami Zbrojnymi, a prywatną armią realizującą nielegalne działania.

Po konferencji prasowej SBU opublikowała trzy zestawy list rzekomych najemników PMC Wagnera. Pierwsze dwie zawierały nazwiska, daty i miejsca urodzenia, a także numery paszportów krajowych i międzynarodowych szesnastu Wagnerowców, z których siedmiu miało posiadać paszport międzynarodowy wydany w jednej “serii” w 2015 roku, a kolejne dziewięć takich wydano w 2017 roku. Wszystkie listy zawierały nazwiska z miejscami urodzenia w całej Rosji, podczas gdy organ wydający paszport to zawsze Jednostka 770001 z Moskwy.

Trzecia lista, która była najdłuższa, zawierała jedynie nazwiska i daty urodzenia 149 rzekomych najemników PMC Wagnera, którzy, jak twierdzi SBU, zostali ulokowani w Sudanie pod koniec 2018 roku i na początku 2019 roku. SBU twierdzi, że pierwsze dwie listy były podzbiorami z większej listy 149 osób.

Wcześniej powiązania między PMC Wagner i GRU zostały udowodnione przez przechwyconą rozmowę telefoniczną między wysokim rangą oficerem GRU, a dyrektorem naczelnym i nom-de-guerre (pseudonim, szczególnie członka nieoficjalnej organizacji militarnej) – imiennikiem PMC, Dmitrijem Utkinem, a.k.a. “Wagner”.

Oficer GRU został wcześniej zidentyfikowany przez Bellingcat jako płk Oleg Ivannikov, członek personelu, który został ulokowany w 2014 roku na wschodniej Ukrainie i był zaangażowany w pozyskiwanie wyrzutni pocisków rosyjskich Buk, które zestrzeliły MH17.

Źródło: Bellingcat

Fot. Pixabay

Rosja tworzy nowe propagandowe media na Zachodzie przeznaczone dla młodych ludzi ze środowisk lewicowych. 

By dotrzeć do młodych odbiorców, Kreml tworzy nowe media, które ukrywają swoich mocodawców i z Berlina atakują Zachód. Działająca od kilku lat na terenie Niemiec stacja RT Deutsch skierowana była do starszej widowni o prawicowych poglądach, w dużej mierze Niemców pochodzących ze Związku Sowieckiego, którzy od lat 90. mieszkają w Niemczech.

Nowe rosyjskie media, których bazą jest Berlin, zabiegają o młodych widzów o lewicowych poglądach, zaangażowanych w ochronę środowiska – pisze Markus Wehner w środę we „Frankfurter Allgemeine Zeitung”.

Jedną z redakcji udających niezależność, a w rzeczywistości uprawiających prorosyjską propagandę, jest należący do rosyjskiego państwa Redfish.

Z rejestru firm wynika, że właścicielem Redfish jest agencja informacyjna wideo Ruptly GmbH, która jest częścią medialnego holdingu „Rossija Siewodnia”.

Redfish udaje, że nie jest rosyjski. Redakcja nie posiada dostępnego dla osób z zewnątrz numeru telefonu, nie zgadza się też na rozmowę z dziennikarzem. Redfish produkuje materiały wideo o meksykańskich migrantach maszerujących w kierunku granicy z USA, o protestach „Żółtych kamizelek” we Francji i nienawiści rasowej w Wielkiej Brytanii, a także o eksporcie niemieckiej broni.

Lansowana jest teza o „Doktrynie Merkel”, mającej polegać na zbrojeniu innych krajów. W materiałach pokazywana jest walka obrońców przyrody i brutalne akcje policji przeciwko ekologom i obcokrajowcom. Dyrektorką Redfish jest 32-letnia Brytyjka Elizabeth Cocker, znana pod pseudonimem Lizzie Phelan – była korespondentka RT w Libii i Syrii.

Innym rosyjskim projektem medialnym jest istniejący od roku Maffick Media. Redakcja zabiega o widzów zaangażowanych w ochronę środowiska. Szefową jest Anisa Naouai, znana szerszej publiczności jako moderatorka programu „In the Now” emitowanego przez RT America.

Na Facebooku program ma prawie 3,8 mln abonentów. W Niemczech Maffick Media posiada kanały wideo „Waste-Ed” i „Back then” oraz satyryczny kanał „Soapbox”, w którym krytykowani są zachodni politycy.

Rosyjska propaganda zabiega o młodych lewicowców. „Strona rosyjska jest kreatywna i lubi eksperymenty” – ocenia ekspert. Celem rosyjskich mediów jest krytyka Zachodu i obarczanie Ameryki winą za wszystkie grzechy. Dzięki mediom społecznościowym finansowane przez Kreml media systematycznie poszerzają swój zasięg. 150 filmów wideo wyprodukowanych przez Redfish obejrzało do końca 2018 roku ponad 11 mln osób. Strona internetowa ma 274 tys. subskrybentów. Kremlowi nie zależy na przekazaniu konkretnej ideologii. „Prawica czy lewica, to jest obojętne” – mówi ekspert. „Dobre jest wszystko, co funkcjonuje” – dodaje analityk.

Źródło: DW

Fot. Pixabay

Unia Europejska nałożyła sankcje na szefów rosyjskiego wywiadu wojskowego i dwóch oficerów odpowiedzialnych za otrucie byłego rosyjskiego podwójnego agenta w Wielkiej Brytanii.

Sankcje nałożone przez UE obejmują zakazy podróży i zamrożenie aktywów wobec dwóch mężczyzn, których Wielka Brytania wskazała jako oficerów wywiadu (Aleksandra Pietrowa i Rusłana Boshirowa) oskarżonych o próbę zamordowania Siergieja Skripala i jego córki Julii. Osoby te w opinii biegłych odpowiedzialne są za posiadanie, transport i używanie 4 marca 2018 roku w Salisbury toksycznej substancji – nowiczoka. Co więcej UE objęła sankcjami również szefa i zastępcę szefa rosyjskiej agencji wywiadu wojskowego (GRU), Igora Olegokiewicza Kostiukowa i Władimira Stiepanowicza Aleksiejewa.

Brytyjski Minister Spraw Zagranicznych Jeremy Hunt, w swoim komentarzu na temat sprawy powiedział, że „Wprowadzenie sankcji stanowi wywiązanie się z naszych obietnic podjęcia twardych działań przeciwko lekkomyślnej i nieodpowiedzialnej działalności rosyjskiej organizacji wywiadu wojskowego, GRU, która w zeszłym roku sprowadziła na niewinnych brytyjskich obywateli poważne niebezpieczeństwo w Salisbury.”

Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow nie zgodził się z tym stanowiskiem – “Są podejrzani bezpodstawnie”, powiedział dziennikarzom podczas konferencji. „Wciąż nie widzieliśmy żadnych dowodów.”

W celu przypomnienia całej sprawy Siergiej Skripal, lat 66, był pułkownikiem rosyjskiego wywiadu wojskowego i przekazał informacje na temat dziesięciu agentów działających na terenie Wielkiej Brytanii. Jego córka Julia została znaleziona nieprzytomna na ławce w mieście Salisbury 4 marca zeszłego roku.

Dwóch mężczyzn oskarżonych o bycie rosyjskimi agentami twierdzą, że byli niewinnymi turystami zwiedzającymi katedrę w Salisbury. Wielka Brytania opublikowała w zeszłym roku ich zdjęcia z kamer CCTV. „Wiemy, że w Wielkiej Brytanii jest wielu Rosjan, którym można zrobić zdjęcia, ale nie będą one bezpośrednimi dowodami” – odpowiedział Pieskow na przytaczane przez Wielką Brytanię zdjęcia.

Litewska Minister Spraw Zagranicznych Linas Linkevicius, w swojej wypowiedzi dla Reutersa stwierdziła zaś, że: “To była wiadomość dla Rosji i dla wszystkich, którzy rozważają użycie broni chemicznej w XXI wieku na terytorium suwerennych państw. To nie do przyjęcia “.

Wskazani Rosjanie są pierwszymi, którzy zostali objęci nowym unijnym mechanizmem karania ataków z wykorzystaniem broni chemicznej, niezależnie od narodowości.

Źródło: Reuters

Fot. Pixabay

Służba Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) poinformowała o zatrzymaniu mieszkańca Odessy, który współpracował z rosyjskim wywiadem. Sabotażysta miał wysadzić w powietrze kluczowy ropociąg Odessa-Brody. Sprawa ma istotne znaczenie dla Polski.

Mieszkaniec Odessy, którego personalia są nieznane, był od kilku lat zaangażowany we współpracę z rosyjskim wywiadem. Odbywał regularne spotkania z oficerem prowadzącym na terenie okupowanego Krymu i separatystycznego Naddniestrza. Zadania jakie przed nim stawiano nie były skomplikowane i obejmowały przekazywanie pieniędzy osobom zaangażowanym w podsycanie separatyzmu na terenie południowej Ukrainy.

Jednak według informacji SBU po kilku latach współpracy jej charakter zmienił się. Mieszkaniec Odessy otrzymał zadanie uczestniczenia w akcie sabotażu wymierzonym w ropociąg Odessa-Brody. Jest to kluczowy rurociąg, którym tłoczy się ropę z terminalu naftowego w Odessie na północ Ukrainy.

Magistrala ma zostać przedłużona do Polski i stanowić element dywersyfikacji dostaw ropy naftowej do Europy Środkowej. Surowiec znad Morza Kaspijskiego docierałby nad Bałtyk przy wykorzystaniu systemów rurociągowych w Azerbejdżanie, Gruzji oraz na Ukrainie i w Polsce. Ostateczna decyzja odnośnie wdrażania w życie tego projektu ma ostatecznie zapaść w tym roku.

Od samego początku pomysł sprowadzania kaspijskiej ropy do Polski przy wykorzystaniu m.in. planowanego ropociągu Odessa-Brody-Adamowo napotyka na problemy. Zwraca się uwagę na jego nieekonomiczność (duże koszty logistyczne) względem importu realizowanego przez terminal naftowy w Gdańsku. W ostatnich latach istotne stały się także ryzyka polityczne związane z działalnością Rosji w regionie tj. aneksji Krymu czy aktywności na terenie Gruzji (chodzi o obszar separatystycznej Osetii Południowej). Kreml aktywnie dąży do uzyskania przewagi energetycznej w regionie i torpedowania wszelkich projektów osłabiających powiązane z nim spółki jak Rosnieft czy Gazprom.

Planowanie zamachu wymierzonego w projekt Odessa-Brody mimo, że jest on obciążony wieloma problemami może mieć z perspektywy władz w Moskwie głęboki sens. Rurociąg ma mieć jak wszystkie projekty tego typu możliwość rewersowych dostaw. Niewykluczone zatem, że na Ukrainę zamiast ropy z Rosji zacząłby przez planowane połączenie Odessa-Brody-Adamowo trafiać surowiec sprowadzany do terminalu naftowego w Gdańsku. To duże zagrożenie dla interesów Kremla.

Potencjalny zamach na rurociąg naftowy nie byłby pierwszym w ostatnich latach planowanym przez Rosję. W 2008 r. niezidentyfikowany oddział specjalny (wiele poszlak wskazuje na to, że byli to Rosjanie) wysadził w powietrze fragment kluczowego ropociągu BTC omijającego terytorium rosyjskie przez Turcję. Dostarcza on ropę znad Morza Kaspijskiego do Europy.

Fot. Pixaby

Według Rosjan Paul Whelan był cierpliwym szpiegiem. Twierdzą, że spędził wiele lat na opracowywaniu poufnych źródeł za pośrednictwem mediów społecznościowych dopóki nie został aresztowany w swoim pokoju w hotelu Metropol w Moskwie, rzekomo po otrzymaniu pendrive’a zawierającego listę pracowników tajnej rosyjskiej agencji. A jak było naprawdę?

Rodzina Whelana spiera się z zarzutami, że 48-letni mężczyzna z Michigan zajął się szpiegostwem i twierdzi, że był w Rosji tylko na ślubie przyjaciela. Sprawa ma jednak wiele niewiadomych.

Przez całe lata Whelan, weteran piechoty morskiej, przedstawiał się przyjaciołom i rodzinie jako podróżnik, współpracujący z agentami FBI i personelem ambasad amerykańskich. Był bardzo zainteresowany Rosją i jej mieszkańcami.

Poświęcił dużo czasu i energii rozwijając tam sieć kontaktów. Przez ostatnie dziesięć lat miał profil na VKontakte, rosyjskim odpowiedniku Facebooka, co jest nietypowe dla osób spoza Rosji. Whelan nawiązywał tam kontakty, które przekształciły się w relacje offline.

To nie czyni z Whelana szpiega, mówią byli oficerowie wywiadu. W rzeczywistości jego życiorys sugeruje, że jest on prawdopodobnie ostatnią osobą, której rząd Stanów Zjednoczonych użyłby do gromadzenia informacji wywiadowczych.

“Z mojego doświadczenia wynika, że prawie nigdy nie wysyłaliśmy do Rosji kogoś bez immunitetu dyplomatycznego” – powiedział John Sipher, który kierował operacjami CIA w Rosji. “Biorąc pod uwagę elastyczność rosyjskich przepisów i agresywność aparatu szpiegowskiego, nie mogliśmy zagwarantować bezpieczeństwa komuś, kto nie wyjeżdża pod przykryciem dyplomatycznym” – dodał.

Okoliczności zatrzymania Whelana są niejasne. Kilka informacji na temat jego rzekomej kariery szpiegowskiej znalazło się w serwisie informacyjnym Rosbalt obsługiwanym przez żonę byłego oficera KGB, który był blisko prezydenta Rosji Władimira Putina.

Dan Hoffman, były oficer CIA, który pełnił funkcję szefa stacji w Moskwie, powiedział, że Rosjanie mogą przedstawiać Whelana w krzywym zwierciadle, sugerując, że był zaangażowany w szpiegostwo.

„Podobnie jak w przypadku całej rosyjskiej propagandy 90 procent historii jest prawdziwe, a reszta to kłamstwa” – powiedział Hoffman.

Whelan urodził się w Kanadzie, a następnie przeniósł się do Michigan, gdzie rozpoczął karierę w zawodach związanych z organami ścigania. Było to na początku lat 90-tych. Przy kilku okazjach przedstawiał się jako ekspert ds. organów ścigania i bezpieczeństwa, co było przesadą w stosunku do jego kwalifikacji, a według byłych kolegów wojskowych wynikało to z jego naiwności.

W deklaracji z 2013 roku, Whelan podał że był zastępcą szeryfa w powiecie Washtenaw i policjantem w mieście Chelse, ale rzecznik szeryfa hrabstwa Washtenaw powiedział, że nie ma żadnego potwierdzenia o zatrudnieniu tam Whelana. Z akt policyjnych w Chelsea wynika, że w latach 1990-1996 pracował jako policjant w niepełnym wymiarze godzin, a także jako dyspozytor, strażnik i oficer parkingowy, również w niepełnym wymiarze godzin.

Brat Whelana, David, twierdzi, że Paul miał powiązania z biurem szeryfa, ale mówił też, że nie jest pewien, czy Whelan był zastępcą szeryfa i powiedział, że nie rozmawiali o swoim życiu zawodowym.

Julie LeBourdais, była koleżanka z policji w Keego Harbour w stanie Michigan, powiedziała, że Whelan pracował tam jako oficer patrolowy od 1998 roku do około 2000 roku. Zapamiętała go jako „wyprostowanego jak strzała” i powiedziała, że robił wrażenie osoby, która dużo wie o tym, co dzieje się na świecie. Wiedzę miał uzyskać dzięki doświadczeniu w wojsku, chociaż wtedy Whelan nie pracował za granicą.

W 1994 roku Whelan zaciągnął się do korpusu piechoty morskiej jako rezerwista, jak wynika z danych wojska. Awansował na stanowisko sierżanta sztabowego, dwukrotnie był w Iraku jako pracownik administracji i szef administracji – praca polegała na zarządzania biurami, które stanowiły zaplecze logistyczne dla jednostek wojskowych. Jego praca w Korpusie Piechoty Morskiej, w bazach w Michigan, Arizona w Kalifornii i Missouri, wydaje się nie mieć nic wspólnego z Rosją. Ostatnia misja była związana z Marine Air Control Group 38, dowództwem lotnictwa z siedzibą w Miramar w Kalifornii, obsługującego 3 Skrzydło Piechoty Morskiej.

Przez większość 2006 roku pracował w irackiej bazie lotniczej al-Asad z MACG-38, obsługując zamówienia i prace administracyjne, w związku z którymi nie opuszczał on terenu jednostki.

Jedna z osób, wspomniała że Whelan w 2006 roku uczył się rosyjskiego, podczas pobytu w Iraku. Napisał cyrylicą na tablicy informacje o czasie podróży do Moskwy i Petersburga.

„Nie pozostawałem z nim w kontakcie po przeprowadzce, ale mam 15 lat doświadczenia w pracy wywiadowczej” – powiedział T.J. Sjostrom, który służył jako podoficer oficera wywiadu w Marines i był w jednostce Whelana, kiedy służył on w Iraku w 2006 roku. „Żadna agencja wywiadowcza nie weźmie kogoś takiego, aby był szpiegiem.”

W styczniu 2008 roku Whelan został skazany przez specjalny sąd wojenny za próbę kradzieży, trzy przypadki zaniechania służby, sporządzenie fałszywego oświadczenia, bezprawne użycie numeru ubezpieczenia społecznego innej osoby i 10 przypadków realizacji czeków bez pokrycia – jak wynika z dokumentacji sądu wojskowego.

Został skazany na ograniczenie wolności w wymiarze do 60 dni – co zwykle oznacza ograniczenie poruszania się do bazy – i obniżenie dwóch grup uposażenia. Według dokumentacji wojskowej, otrzymał on wyrok w sprawie niewłaściwego zachowania się i został zwolniony z korpusu piechoty morskiej w dniu 2 grudnia 2008 roku. Postępowanie dyscyplinarne spowodowało, że opuścił korpus piechoty morskiej jako szeregowy.

Marines odmówili przedstawienia dokumentacji zawierającej treść oskarżeń sądów wojskowych przeciwko Whelanowi. Jego brat powiedział, że nie znał tych zarzutów.

Po opuszczeniu wojska, Whelan wszedł w świat korporacyjnego bezpieczeństwa, ostatecznie zostając starszym kierownikiem bezpieczeństwa i postępowań w Kelly Services – firmie zajmującej się kadrami.

W oświadczeniu z 2013 r. opisał on swoją pracę jako nadzorowanie wszystkich spraw związanych z bezpieczeństwem firmy, w tym prowadzenie postępowań wyjaśniających w sprawach niewłaściwego zachowania pracowników, zarządzania fizycznym bezpieczeństwem budynków firmowych i obsługi bezpiecznego dostępu pracowników do komputerów firmowych.

Praca miała również aspekt międzynarodowy. „Kelly Services jest firmą globalną i cały czas współpracujemy z agencjami federalnymi” – powiedział Whelan, wspominając m.in. Departament Stanu, FBI i Drug Enforcement Administration.

Ale według Kelly Services żadna z tych prac nie dotyczyła Rosji, chociaż firma ma biuro w Moskwie.

“Nie mamy żadnych informacji, które sugerowałyby, że pan Whelan kiedykolwiek podróżował do Rosji realizując interesy firmy Kelly” – powiedziała firma w oświadczeniu.

Źródło: Washington Post

Fot. Pixabay