Home Posts tagged syria

Bośnia przygotowuje się do odzyskania swoich dwóch obywateli, podejrzanych o udział w walce o Państwo Islamskie. Jak informuje Ministerstwo Bezpieczeństwa Bośni są oni obecnie przetrzymywania w kurdyjskim obozie na północy Syrii.

Uważa się, że setki ludzi opuściły Europę, by walczyć o Państwo Islamskie w Syrii i Iraku, aby razem z islamskimi ugrupowaniami bojowymi walczyć o każdy centymetr terytorium. Jednak obecnie coraz bardziej widoczny jest trend ukazujący chęci tych ludzi z powrotem do Europy.

Prezydent USA Donald Trump poprosił europejskich sojuszników o przejęcie i postawienie przed sądem ponad 800 bojowników IS, którzy zostali schwytani. Jednak wiele krajów, powołując się na względy bezpieczeństwa, nie chce pozwolić na ich powrót. Dragan Mektic, Minister Bezpieczeństwa Bośni poinformował, że służby bezpieczeństwa zweryfikowały tożsamość niektórych schwytanych w Syrii – dwóch z nich zostało zidentyfikowanych jako obywatele Bośni.

Portal informacyjny Klix.ba z Sarajewa poinformował, że zidentyfikowani mężczyźni to prawdopodobnie; Ibro Cefurovic, lat 24, z północno-zachodniego miasta Velika Kladusa i Armin Curt, 22 lata, z Sarajewa. Zostali oni zatrzymani przez kurdyjską milicję ponad rok temu. „Pracujemy teraz nad szczegółami technicznymi związanymi z ich transferem”, powiedział Mektic, dodał, że mogą oni zostać przewiezieni do Bośni do końca marca i natychmiast przekazani prokuratorom.

Zgodnie z bośniackim kodeksem karnym z 2014 roku, wszyscy obywatele, którzy wyjeżdżają z kraju, aby brać udział w obcych działaniach wojennych, muszą być traktowani jak podejrzani o terroryzm. Na tej podstawie, w ciągu ostatnich kilku lat sądzono w Bośni i skazano 46 osób, które powróciły z Syrii lub Iraku.

Według bośniackiego wywiadu 241 dorosłych i 80 dzieci opuściło Bośnię lub bośniacką diasporę w latach 2012-2016 i pojechało do Syrii i Iraku. Około 100 dorosłych, w tym 49 kobiet zostało tam na stałe, a co najmniej 88 zostało zabitych lub zmarło. Kilka kobiet z dziećmi poprosiło władze bośniackie o pozwolenie na powrót do domu, ale nadal nie ma jasnej polityki dotyczącej postępowania z nimi, ponieważ ich dzieci nie posiadają obywatelstwa bośniackiego.

Źródło: Reuters

Fot. Pixabay

Agencja Associated Press oraz źródła irackie informują, że spore grupy bojowników Państwa Islamskiego szykują się do przekroczenia granicy syryjsko – irackiej, szukając schronienia w sunnickich enklawach Iraku. Około tysiąca bojowników ISIS zmuszonych zostało do opuszczenia Syrii – Irak wydaje się dla nich jedynym bezpiecznym kierunkiem ewakuacji.

Aby temu zapobiec armia iracka przerzuciła w kierunku granicy z Syrią dodatkowe 20 tysięcy żołnierzy, ale trzeba wziąć pod uwagę, że to niezwykle rozległy i trudny do monitorowania teren. Według najnowszych informacji zgromadzonych przez służby wywiadowcze Iraku i USA setki bojowników prześlizgnęły się w ostatnich tygodniach przez granicę – część pod osłoną nocy, część udając uchodźców lub rolników, inni natomiast z wykorzystaniem sieci tuneli, które zostały zbudowane przez ISIS w latach 2013 – 2014. Amerykańskie źródła wywiadowcze twierdza także, że na terytorium Iraku wciąż funkcjonują tajne, podziemne składy broni, amunicji i pieniędzy – zabezpieczone przez Państwo Islamskie w poprzednich latach.

Iracki wywiad szacuje, że obecnie w Iraku przebywa między 5000 a 7000 uzbrojonych bojowników ISIS. Większość z nich pozostaje w ukryciu, ale liderzy podejmują systematyczne wysiłki w celu „ożywienia” społeczności sunnickiej i ponownego osadzenia bojowników w trudnej, irackiej rzeczywistości, co nie jest wcale takie proste. Północne prowincje obawiają się, że dając schronienie islamistom, pozbawią się pomocy Bagdadu w procesie modernizacji kraju.

Dlatego ISIS próbuje wracać do sprawdzonych metod – to jest wymuszania posłuszeństwa na lokalnej społeczności przy pomocy terroru. W styczniu doszło do dziewięciu ataków przeprowadzonych przez ISIS, w lutym do kolejnych pięciu. Wszystkie miały charakter lokalny a ich celem było „dyscyplinowanie” Irakijczyków. Jednak na przestrzeni ostatnich lat wiele się zmieniło. Ludzie są zmęczeni wojną i coraz chętniej współpracują z irackimi służbami bezpieczeństwa.

Bagdad naciska też na Amerykanów, aby ci rozważyli czasowe zwiększenie zaangażowania w regionie, zanim ISIS zdoła odbudować potencjał, zagrażający w przyszłości stabilności sytuacji w Iraku. Nieoficjalnie wiadomo, że Waszyngton rozważa jedynie „chirurgiczne” akcje sił specjalnych przeciwko lokalnym liderom ugrupowania.

Fot. Pixabay

Amerykanie wycofują się z Syrii, szef Pentagonu rezygnuje, Putin gratuluje Trumpowi

Donald Trump zdecydował o wycofaniu amerykańskiego kontyngentu z Syrii samodzielnie. Większość doradców wojskowych była zdecydowanie przeciwna takiemu scenariuszowi. Analitycy CIA ostrzegali ponadto , że decyzja spowoduje automatycznie umocnienie pozycji w tym strategicznym regionie przez Iran i Rosję. Dlatego polityka przywódcy USA budzi tak ogromne emocje w Waszyngtonie. Na dodatek spowodowała ona rezygnację szefa Pentagonu Jamesa Mattisa.

W środowisku amerykańskich służb spekuluje się, że zaskakująca decyzja prezydenta Trumpa może być wynikiem jego osobistych ustaleń z prezydentem Putinem. Przy czym nikt nie potrafi precyzyjnie wskazać co mieliby uzyskać Amerykanie w zamian. Część analityków spekuluje, że chodzi o zbliżenie, czy też lepszą koordynację polityki w dwóch kwestiach: ropy naftowej oraz Chin. Amerykanie mieli bowiem akcentować, że kluczowym zagrożeniem dla bezpieczeństwa narodowego nie jest wcale Rosja, ale właśnie Chiny. Waszyngton miał sugerować dużą elastyczność wobec Moskwy, gdyby ta zdecydowała się wesprzeć USA

w konfrontacji ekonomicznej i politycznej z Państwem Środka. Warto także zauważyć, że zarówno Rosja jak i Arabia Saudyjska wpisują się w wyrażane publicznie oczekiwania Trumpa dotyczące utrzymania cen ropy naftowej na obecnym poziomie (to jest niewiele ponad 55 $ za baryłkę Brent). Jest to możliwe dzięki systematycznemu zwiększaniu produkcji, dzięki czemu deficyt produkcji irańskiej ropy nie jest odczuwalny dla globalnego rynku.

Tak czy inaczej odejście generała Mattisa kończy pewną epokę i wprowadza stan pełen niejasności i niedopowiedzeń. Nikt bowiem nie jest w stanie jednoznacznie ocenić jakie będą nowe priorytety administracji Trumpa. Z pewnością pierwsze skrzypce będzie w tej chwili grał Sekretarz Stanu, Mike Pompeo, którego pozycja ulegnie wzmocnieniu.

Co ciekawe, Washington Post podkreśla, że wycofanie z Syrii nastąpi mimo, iż zdaniem resortu obrony i służb specjalnych “misja antyterrorystyczna nie została jeszcze zakończona”.

W ocenie CIA najgorszym rozwiązaniem byłoby, gdyby konfrontację z osłabionymi siłami ISIS doprowadził do końca szyicki Hezbollah, co niewątpliwie umocniłoby jego pozycję w regionie i stanowiło wstęp do kolejnych kroków, w tym dalszej ekspansji w Libanie.

Decyzja Trumpa została bardzo ciepło przyjęta w Moskwie. Prezydent Władimir Putin dał temu wyraz podczas konferencji prasowej. Podkreślał, nie bez satysfakcji, że obecność sił USA w Syrii nie jest potrzebna. Określił ją nawet mianem „niezgodnej z prawem”. Putin dał też do zrozumienia, że w razie konieczności Rosja będzie kontynuować misję antyterrorystyczną, bo wprawdzie siły ISIS zostały zdziesiątkowane, ale istnieje realna groźba, że część terrorystów będzie próbowała przedostać się do państw ościennych by tam prowadzić dalszą walkę.

Kluczowe wydaje się pytanie, czy zainteresowanie Waszyngtonu nie przeniesie się teraz na Daleki Wschód. Byłaby to bardzo niedobra wiadomość nie tylko dla Bliskiego Wschodu, gdzie prym będzie próbowała wieść Rosja, ale także dla państw Europy Środkowo-Wschodniej.

Z niezrozumiałych na razie względów Trump wyraźnie „odstawia nogę” i dzieje się to po wyraźnych sugestiach ze strony Moskwy. Jakimi argumentami Putin przekonał prezydenta USA? A może nie były to wcale argumenty tylko krytycznej wagi materiały?

Fot. Wikipedia

SBU ujawniła 206 członków Grupy Wagnera

Ukraińska Służba Bezpieczeństwa (SBU) ujawniła 206 osób, w tym trzech obywateli Mołdawii, którzy mieli być najemnikami, pracującymi na rzecz prywatnej firmy wojskowej Wagner w Syrii i na wschodniej Ukrainie.

Na liście mołdawskich bojowników znalazł się 47-letni Sergiej Prida z Soroca, miejscowości położonej w północno-wschodniej Mołdawii. Prida został wymieniony obok dwóch innych obywateli Mołdawii, których nazwiska opublikowane zostały wcześniej – Veaceslawa Apostola, który stracił życie w Syrii oraz Radu Donciu, aktywnego bojownika z jednostki Wagnera. „Najemnicy Wagnera są instrumentami rosyjskiej wojny hybrydowej przeciwko reszcie świata” – stwierdziła SBU.

SBU ujawniła 206 osób, w tym trzech obywateli Mołdawii, którzy mieli być najemnikami, pracującymi na rzecz prywatnej firmy wojskowej Wagner Click To Tweet

Natomiast Służba Bezpieczeństwa i Wywiadu Mołdawii poinformowała media w kwietniu 2018 roku, że zidentyfikowała 62 osoby z Mołdawi jako najemników walczących na Ukrainie.

Rekrutacja tych osób rozpoczęła się po aneksji Krymu przez Rosję w marcu 2014 roku w rezultacie konfliktu we wschodniej Ukrainie między ukraińskimi i prorosyjskimi siłami separatystycznymi.

Służba Bezpieczeństwa i Wywiadu Mołdawii poinformowała media w kwietniu 2018 roku, że zidentyfikowała 62 osoby z Mołdawi jako najemników walczących na Ukrainie. Click To Tweet

Firma Wagner, zarejestrowana została w Argentynie jako prywatna firma wojskowa. Zatrudnia najemników, którzy, jak się uważa, odegrali ważną rolę w walkach toczonych przez prorosyjskich separatystów we wschodniej Ukrainie, a od 2016 r. również w Syrii. Więcej na ten temat pisaliśmy tutaj.

Przedstawiciele władz Rosji od dawna przyznawali, iż w regionie Donbasu we wschodniej Ukrainie oraz w Syrii, gdzie Moskwa wspiera rząd w Damaszku, obecni są walczący ochotnicy, jednak odrzucały sugestie dotyczące jakichkolwiek powiązań rządu rosyjskiego z firmą Wagner.

Ustalenia dziennikarzy wykazały, że obywatele Mołdawii uczestniczą w działaniach zbrojnych zarówno po stronie separatystów w Donbasie, jak i w batalionach ukraińskich, niektórzy za pieniądze, inni z powodów ideologicznych. Rosja werbowała bojowników z całej Mołdawii, ale wielu z nich pochodzi z separatystycznego regionu Naddniestrza, niektórzy z autonomicznego regionu Gagauzji. Dodatkowo, w 2017 roku Ukraina wyraziła irytację z powodu tego, iż Belgrad nie powstrzymał Serbów od udziału w walkach w Donbasie po stronie prorosyjskich separatystów.

Rosja werbowała bojowników z całej Mołdawii, ale wielu z nich pochodzi z separatystycznego regionu Naddniestrza, niektórzy z autonomicznego regionu Gagauzji. Click To Tweet

Minister spraw zagranicznych Ukrainy Pawło Klimkin wezwał Serbię w listopadzie 2017 roku do poszanowania suwerenności i integralności terytorialnej Ukrainy, poprzez działania mające na celu powstrzymanie Serbów przed przyłączeniem się do sił separatystycznych. W grudniu 2017 roku SBU wydała nakaz aresztowania sześciu serbskich najemników. Władze w Kijowie utrzymują, że prawie 300 Serbów wciąż walczy na obszarach kontrolowanych przez separatystów. Firma Wagner utrzymuje również tak zwany serbski plutonu, którym ma dowodzić bośniacki Serb, Davor Dragolobovic Savicic, nazywany przez swoich ludzi „Wilkiem”.

Firma Wagner utrzymuje również tak zwany serbski plutonu, którym ma dowodzić bośniacki Serb, Davor Dragolobovic Savicic, nazywany przez swoich ludzi Wilkiem. Click To Tweet

Źródło: Balkan Insight

Fot. Pixabay

Prezydent Syrii przyjął delegację polskich parlamentarzystów

Prezydent Syrii Baszar al-Assad spotkał się w czwartek z polską delegacją dyplomatyczną w Damaszku. Szefem delegacji był  Pavel Skutitsky (zapis jak w oryginale, dziennikarze na Twitterze podają nazwiska posła Pawła Skuteckiego). Polscy parlamentarzyści stwierdzili, iż głównym celem ich wizyty w Syrii było uzyskanie bliższych informacji dotyczących aktualnej sytuacji w tym kraju.

Prezydent Syrii Baszar al-Assad spotkał się w czwartek z polską delegacją dyplomatyczną w Damaszku. Szefem delegacji był  Pavel Skutitsky (zapis jak w oryginale, dziennikarze na Twitterze podają nazwiska posła Pawła Skuteckiego). Polscy parlamentarzyści stwierdzili, iż głównym celem ich wizyty w Syrii było uzyskanie bliższych informacji dotyczących aktualnej sytuacji w tym kraju.

Prezydent Assad stwierdził, że jednym z największych błędów popełnianych przez wiele państw europejskich jest zdystansowanie się od rzeczywistości. Powiedział, że „ dla każdego rządu czy administracji zrozumienie tego, co się dzieje jest jednym z najważniejszych kroków na drodze do budowania prawidłowej i realistycznej polityki, która pomaga w przyjmowaniu perspektywy służącej interesom ich obywateli i która przyczynia się do ich ochrony”.

Członkowie delegacji potwierdzili, że wojna z terroryzmem oraz osiągnięcia Syrii w walce z terroryzmem mogą być zaadaptowane do krajów sąsiednich, a później do Europy. Wyrazili nadzieję, że państwo syryjskie całkowicie zwalczy terroryzm i odzyska kontrolę nad całością swojego terytorium.

Prezydent Assad ciepło przyjął te sugestie, potwierdził też że Syria jest otwarta na wszelkie działania w kierunku budowania dobrych relacji między narodami.

Źródło: almasdarnews.com

Fot. Pixabay

UE będzie nakładać sankcje na osoby i instytucje rozwijające broń chemiczną

UE będzie mogła nakładać sankcje na osoby i podmioty zaangażowane w rozwijanie i stosowanie broni chemicznej w dowolnym miejscu na świecie, bez względu na ich narodowość czy lokalizację.

Rada UE wdraża nowy system środków ograniczających ryzyko proliferacji broni chemicznej, który będzie dotyczył osób i podmiotów bezpośrednio odpowiedzialnych za rozwijanie i stosowanie broni chemicznej lub zapewniają wsparcie finansowe, techniczne, rzeczowe, oraz tych, którzy pomagają w takich działaniach, zachęcają do nich lub je popierają.

Sankcje będą obejmowały zakaz wjazdu do UE i zamrożenie aktywów (osoby lub podmiotów). Zakazuje się osobom i podmiotom z UE udostępniania funduszy osobom i podmiotom podlegającym sankcjom. Działanie te podjęto z uwagi na coraz częstsze ataki chemiczne w różnych częściach świata i  z całą pewnością będzie wzmacniało działanie Konwencji o zakazie broni chemicznej (z ang. Chemical Weapons Convention).

Rada UE wdraża nowy system środków ograniczających ryzyko proliferacji broni chemicznej. Click To Tweet

Jest to traktat podpisany w Paryżu 13 stycznia 1993 i obowiązujący od 29 kwietnia 1997 roku. W marcu 2015 roku stronami konwencji było 190 państw,.Izrael i Birma były sygnatariuszami, lecz jej nie ratyfikowały. Angola, Egipt, Korea Północna i Sudan Południowy – nie podpisały jej. Konwencja jest otwarta do przystąpienia dla wszystkich państw. Zakazuje produkcji, rozwoju, składowania, przekazywania i nabywania oraz użycia broni chemicznej. Zobowiązuje też sygnatariuszy do udzielenia informacji o posiadanej broni tego rodzaju i jej zniszczenia oraz udostępnienia danych na temat przemysłu chemicznego.

Nad przestrzeganiem traktatu czuwa Organizacja ds. Zakazu Broni Chemicznej, której siedziba znajduje się w Hadze. Mimo Konwencji coraz częściej słyszymy o wykorzystaniu broni chemicznej np. do ataku na byłego agenta rosyjskiego Skripala i jego rodzinę, tak jak to miało miejsce w Salisbury czy wcześniej – w Ghucie (Syria). Tam – z kolei, broń chemiczna wykorzystana została do ataku gazowego. Według szacunków opozycji w ataku gazowym zginęło wtedy od 355 do 1821 osób. Posiadanie broni chemicznej przez syryjski rząd jest jedną z kwestii najbardziej niepokojących społeczność międzynarodową, obawiającą się użycia tej niekonwencjonalnej broni wobec rebeliantów i cywilów.

W Polsce – w celu spełnienia standardów międzynarodowych, zostały wprowadzone do krajowego porządku prawnego przepisy regulujące działalność gospodarczą w tym obszarze tj. ustawa z dnia 29 listopada 2000 r. o obrocie z zagranicą towarami, technologiami i usługami o znaczeniu strategicznym dla bezpieczeństwa państwa, a także dla utrzymania międzynarodowego pokoju i bezpieczeństwa. W tym systemie Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego jest jedną z instytucji opiniujących wnioski o wydanie zezwolenia na międzynarodowy obrót towarami podwójnego zastosowania. Ponadto, ABW jest jedyną w Polsce służbą specjalną o uprawnieniach śledczych, która ma ustawowy obowiązek rozpoznawania, przeciwdziałania i zwalczania przestępstw związanych z proliferacją BMR.

Fot. Pixabay

Źródło: Reuters


W rozmowie z portalem O służbach, polski dziennikarz porwany w Syrii w 2015 r., podkreśla, że nie zapłacono okupu za jego uwolnienie. Pomogły w tym jego prywatne znajomości z Czeczenami – jak sam podkreśla.

W niedawnym artykule przypominaliśmy, że: w 2015 roku udało się uwolnić z rąk terrorystów dwóch polskich dokumentalistów. „Tomasz Głowacki i Marcin Mamoń mieli zamiar zrealizować materiał o rosyjskiej interwencji w tym kraju. Przekroczyli granicę nielegalnie i zostali porwani. Jedna z wersji mówi, że odzyskali wolność dzięki pomocy zaprzyjaźnionych Czeczenów, którzy negocjowali z terrorystami. Oczywiście wtedy, jak zwykle w takich przypadkach stwierdzono, że „okupu nie zapłacono”, co raczej należy traktować jak rytualne stwierdzenie, a nie komunikat potwierdzający stan faktyczny” – pisaliśmy.

W odpowiedzi na nasz tekst jeden z porwanych wysłał do nas wiadomość, którą chcielibyśmy tu przytoczyć:

„Prawdą jest, że uwolnili mnie ludzie pochodzący z Kaukazu, to jedyna wersja tego wydarzenia. Nie zapłacono za mnie żadnego okupu” – twierdzi Mamoń.

„Żeby kogoś odnaleźć, mieć dowód, że żyje, wynegocjować kwotę okupu, zorganizować pośredników, potrzebny jest czas. Nie tygodnie, ale miesiące. Tymczasem po porwaniu mnie w Syrii byłem przetrzymywany przez zaledwie 6 tygodni, a prokurator w Polsce założył sprawę dopiero po 2 tygodniach” – dodaje polski dziennikarz w rozmowie z portalem O służbach.

Prawdą jest, że uwolnili mnie ludzie pochodzący z Kaukazu, to jedyna wersja tego wydarzenia. Nie zapłacono za mnie żadnego okupu – twierdzi polski dziennikarz porwany w Syrii w 2015 r. Click To Tweet

Mamoń podkreśla, że szczegóły swojej historii w Syrii opisał w książce, którą napisał po powrocie do Polski.

Fot. Pixabay

 


16 lipca pod Helsinkami dojdzie do amerykańsko-rosyjskiego spotkania na szczycie. Kreml wiąże z nim wielkie nadzieje.

Pierwotnie prezydentowi Rosji, Władimirowi Putionowi, zależało, aby do spotkania z jego amerykańskim odpowiednikiem doszło przed a nie po szczycie NATO, jaki odbywać się będzie w Brukseli w dniach 11-12 lipca. Byłby to ważny sygnał – także propagandowy. Waszyngton nie uległ tej propozycji, a zachodni przywódcy odetchnęli, obawiając się wyraźnie sytuacji, w której Trump przyjedzie po spotkaniu z Putinem tylko po to, by opowiedzieć co ustalili obydwaj przywódcy.

Na czym szczególnie zależy Putinowi przed szczytem?

G8 zamiast G7. Po aneksji Krymu Putin przestał być zapraszany na szczyt najbogatszych państw świata. Formalnie członkostwo Rosji zawieszono w 2014 roku. Putin doskonale zapamięta również przebieg szczytu G20 w australijskim Brisbane, kiedy to większość uczestników ostentacyjnie go unikała. Upokorzony prezydent Rosji podjął wówczas decyzję o wcześniejszym powrocie do kraju. Na co teraz liczy Putin? Na ponowne zaproszenie do stołu najpotężniejszych światowych graczy. Powrót do formuły G8 byłby nie tylko dużym sukcesem Moskwy na arenie międzynarodowej, ale zapewne także wstępem do czegoś znacznie poważniejszego…

Ograniczenie sankcji gospodarczych, nawet w symbolicznym wymiarze stanowiłoby bardzo ważny zwrot w polityce wobec Kremla. Zwrot, o który Rosja intensywnie zabiega. Przede wszystkim z powodów gospodarczych. Wbrew informacjom płynącym z Rosji sankcje przyniosły jednak spore tąpnięcie w tamtejszej gospodarce, odczuwalne nie tylko w świecie oligarchów. Od większych zawirowań Rosję uratował znaczny wzrost cen ropy naftowej, ale Kreml wie, że trend ten nie będzie trwał wiecznie, szczególnie wobec rosnącej presji na zacieśnianie polityki finansowej przez FED, co w dłuższej perspektywie powinno wpływać na poprawę notowań USD, także kosztem ropy. Putin liczy więc, że w perspektywie kolejnych miesięcy uda mu się najpierw wrócić na salony a potem podjąć temat sankcji. Już samo pojawienie się problemu w agendzie będzie odbierane jako jego osobisty sukces.   

Krym i Ukraina. Ostatnio Prezydent Trump wprowadził w zakłopotanie swoich dyplomatów stwierdzając, że: „Krym powinien być uznany za rosyjski ponieważ jego mieszkańcy posługują się tym językiem”. Mówiąc jednak poważnie, Trump wydaje się nie dostrzegać ani problemu aneksji Krymu ani rosyjskiej agresji w Donbasie. To zły znak na przyszłość. Tym bardziej, że wielu analityków spodziewa się, że po zakończeniu piłkarskich mistrzostw świata (co nastąpi już po szczycie Trump–Putin), Rosjanie zintensyfikują swoje działania militarne na wschodzie.

Niewątpliwym sukcesem Putina byłaby już sama możliwość ponownej dyskusji
o przynależności Krymu. Poprzednia taka debata zakończyła się bardzo szybko ostracyzmem i sankcjami wobec Rosji. Dziś, po czterech latach, sprawa wcale nie jest taka oczywista, przede wszystkim ze względu na istotne pęknięcia w łonie zachodnich sojuszników, które Putin umiejętnie wykorzystuje.

Sprawa Syrii. Mimo wielu deklaracji o wycofaniu swoich wojsk, Rosjanie wciąż rozdają „frontowe” karty. W ostatnim czasie siły rządowe przeszły do ofensywy na południu kraju, co otwiera drogę do zdobycia miasta Daraa – symbolu oporu wobec Assada. Opozycja twierdzi, że ofensywa nie byłaby możliwa, gdyby nie postawa Ameryków, którzy w ostatnim czasie przestali wspierać przeciwników reżimu. Nieoficjalnie mówi się, że taka nagła zmiana stanowiska związana jest przede wszystkim z próbą poprawienia atmosfery przed szczytem przywódców USA – Rosja. Warto w tym kontekście przypomnieć niedawną „rzeź Wagnerowców”, czyli śmierć rosyjskich najemników po amerykańskim ataku lotniczym i rakietowym. Akcja wstrząsnęła wówczas Moskwą. Dziś po amerykańskiej determinacji nie ma śladu. Wszystko za sprawą polityków – przekonują liderzy syryjskiej opozycji, obawiając się o przyszłość powstania. Wiele wskazuje na to, że wojska Assada przejmą kontrolę na południu kraju, co oznaczać będzie klęskę jego przeciwników i zakończenie tej fazy wojny domowej. Nieoficjalnie mówi się, że Putin będzie chciał zagwarantować Trumpowi utrzymanie pokoju w Syrii, za cenę zgody na pozostawienie Assada przy władzy. Wątpliwe by takie rozwiązanie zaakceptował amerykański prezydent choćby ze względu na swojego najbliższego sojusznika – Izrael, który obawia się irańskich wpływów w Damaszku. No chyba, że Izrael w krótkim terminie też dostanie jakieś gwarancje, dotyczące choćby osłabienia Teheranu…

Fot. Pixebay

 

Rodzina „ojca syryjskiej broni chemicznej”, którego objęto zachodnimi sankcjami żyje na co dzień w Londynie – informuje The Times. Artykuł na ten temat może być „karą” za niepodjęcie współpracy ze służbami przez bliskich zbrodniarza.

Amr Armanazi jest szefem syryjskiego programu chemicznego, realizowanego przez instytut SSRC, znajdujący się pod ścisłym nadzorem syryjskiego MON. Mówiąc wprost – SSRC pracuje nad nowymi rodzajami broni chemicznej dla syryjskiej armii. Dlatego Armanazi to niezwykle kontrowersyjna, ale i bardzo wpływowa w Damaszku postać, o czym świadczy fakt, że został on objęty sankcjami tak przez USA jak i UE.

Jednak okazuje się, że fakt, iż Armanazi znajduje się na czarnej liście w USA i UE nie oznacza, że jego najbliższa rodzina nie może funkcjonować bez przeszkód na Zachodzie. Brytyjski dziennik The Times opublikował artykuł, z którego wynika, że zarówno starszy brat Armanaziego jak i obydwaj synowie szefa syryjskiego programu chemicznego, mieszkają i pracują w Londynie.

Synowie Armanaziego, Zayd (37 lat) i Bisher (34 lata), przybyli do Wielkiej Brytanii na studia w Imperial College w Londynie – pisze The Times. Po ukończeniu szkoły podpisali lukratywne kontrakty w londyńskim City. Zajmują się ze sporym powodzeniem doradztwem inwestycyjnym. Natomiast jego starszy brat, Ghayth (75 lat), jest byłym ambasadorem Ligi Arabskiej i również mieszka w Londynie. Wszyscy trzej mają brytyjskie paszporty…

Amr Armanazi, został po raz pierwszy objęty sankcjami przez Amerykanów we wrześniu 2012 roku określając go mianem szefa syryjskiej agencji rządowej odpowiedzialnej za rozwój i produkcję niekonwencjonalnej broni oraz pocisków – pisał w uzasadnieniami Departament Stanu USA.

Armanazi nadzorował prace zakładu, który był zaangażowany w produkcję gazu sarin, użytego w ataku na Ghouta w sierpniu 2013 roku, w którym zginęło co najmniej 1400 osób. Armanazi został objęty brytyjskimi i unijnymi sankcjami w 2014 roku. W uzasadnieniu napisano, że nie tylko kieruje SSRC, ale jest także „odpowiedzialny za brutalne represje wobec ludności cywilnej w Syrii”.

Home Office nie komentuje indywidualnych przypadków. Podobnie jest w tej sprawie. Jednak w 2015 roku zmieniono przepisy, co oznacza, że odmowa nadania obywatelstwa może także dotyczyć rodzin osób zaangażowanych w działalność terrorystyczną lub inną, objętą sankcjami.

Skąd to nagłe zainteresowanie synami szefa programu chemicznego? Być może ujawnienie faktów i nazwisk to swego rodzaju „kara” za odmowę z ich strony podjęcia aktywnej współpracy z zachodnimi służbami… ale to tylko spekulacje…

Źródło: The Times

Fot. Pixebay

 

Financial Times wraca do niezwykle ciekawego procesu jaki trwa we Francji, a związany jest m.in. z finansowaniem międzynarodowego terroryzmu. Nie byłoby w tym może nic specjalnie porywającego, gdyby nie fakt, że na ławie oskarżonych zasiadają czołowi menadżerowie firmy Lafarge.

Lafarge miał nowoczesny zakład produkcyjny w Syrii (Jalabiya), który działał także po wybuchu wojny domowej, w latach 2011 – 2014. Prokuratura zarzuca, że w tym okresie firma płaciła spore sumy pieniędzy na rzecz różnych grup zbrojnych, w tym na rzecz Państwa Islamskiego, aby móc kontynuować działalność. Co ciekawe, organy ścigania twierdzą, że spółka dokonywała kontrowersyjnych płatności  również po zamknięciu fabryki, co nastąpiło dopiero we wrześniu 2014 roku. Z raportu wewnętrznego, opracowanego przez jedną
z renomowanych kancelarii prawnych wynika, że przelewy odnotowano także w 2015 roku.
W sumie wydano w ten sposób niebagatelną kwotę 12.946.000 Euro.

Jak podkreślają świadkowie, mimo chaotycznej sytuacji, fabryka zlokalizowana w pobliżu granicy syryjsko – tureckiej wciąż działała, narażając na niebezpieczeństwo pracujących tam ludzi.

W 2012 roku doszło zresztą do porwania dziewięciu pracowników firmy. Lafarge miał zapłacić okup za ich uwolnienie w wysokości 220 tys. USD.

Sprawa być może wcale nie wyszłaby na jaw gdyby nie fuzja ze szwajcarskim koncernem Holcim. Po połączeniu powstała największa na świecie firma produkująca cement. Część faktów ujrzała światło dzienne przy okazji badania dokumentacji właśnie na potrzeby fuzji.

Pod koniec ubiegłego roku, francuska prokuratura rozpoczęła formalne śledztwo a w stan oskarżenia postawiono sześciu byłych menadżerów Lafarge, zarzucając im finansowanie terroryzmu oraz stworzenie bezpośredniego zagrożenia utraty życia innych osób.

Fot. Pixebay