Home Posts tagged terroryzm

Najkrwawszy zamach w historii Nowej Zelandii wstrząsnął światową opinią publiczną. W wyniku skoordynowanego, dobrze zaplanowanego ataku na dwa meczety śmierć poniosło 49 osób. Wielu rannych walczy o życie.

Premier Nowej Zelandii powiedziała, że to najczarniejszy dzień w historii kraju. W wyniku działań policji zatrzymano 4 sprawców wśród których była także kobieta. Śledczy sugerują jednak, że o ile wobec trzech aresztowanych nie ma wątpliwości, co do ich udziału w ataku, o tyle udział czwartej osoby wymaga jeszcze wyjaśnienia.

Jednym z zamachowców był prawdopodobnie obywatel Australii – Brenton Tarrant. Przed zamachem opublikował on w Internecie obszerny manifest, w którym identyfikuje siebie jako zwolennika faszyzmu i etnonacjonalizmu. Jednocześnie podkreśla swoją niechęć do Muzułmanów twierdząc, że chce wytworzyć atmosferę strachu i braku akceptacji dla tej grupy społecznej. Wiele elementów wskazuje na sprawstwo kierownicze Tarranta, który – jak sam przyznaje – wybrał miejsce i cele ataku z trzymiesięcznym wyprzedzeniem, planując dokładnie wszystkie szczegóły przestępstwa. Podejrzany podkreśla także, że wzorował się na norweskim mordercy – Andreasie Breiviku – tak w kwestiach organizacyjnych jak i ideologicznych.

Na razie nie wiemy nic o pozostałych zatrzymanych, jednak nowozelandzkie służby wskazują skrajnie prawicowy ekstremizm jako główny kierunek śledztwa.

Nowozelandzkie służby podkreślają, że żaden z podejrzanych nie był wcześniej znany, ani notowany. Jednocześnie w komentarzach „na gorąco” eksperci podkreślają, że tego typu ekstremizm to całkiem nowe zjawisko na Antypodach i wydarzenie to będzie miało bardzo poważne konsekwencje.

Fot. Twitter

Izba Gmin Zjednoczonego Królestwa zagłosowała we wtorek wieczorem, za uznaniem wszystkich skrzydeł Hezbollahu, za organizację terrorystyczną ze względu na jego destabilizujący wpływ na Bliskim Wschodzie. Chociaż członkowie Partii Konserwatywnej pogratulowali decyzji o uznaniu wspieranego przez Iran Hezbollahu za grupę terrorystyczną, laburzyści przyrzekli ją zablokować.

Brytyjska Partia Pracy pozwoliła swym parlamentarzystom na swobodę głosowania zgodnie ze swoim sumieniem stwierdzając, że “nie ma wystarczających dowodów”, na to, że organizacja spełnia wszystkie kryteria kwalifikujące ją jako organizacje terrorystyczną. Oznacza to, że nie ma wiążącej instrukcji, jak głosować, a obecność podczas głosowania nie jest obowiązkowa.

Podczas debaty Louise Ellman powiedziała, że Hezbollah nie był i nie jest przyjacielem Wielkiej Brytanii. “Hezbollah jest organizacją terrorystyczną działającą na całym świecie” – powiedziała. “Flaga terrorystyczna Hezbollahu powiewała na ulicach Londynu” i sytuacja ta się nie zmieni, chyba że takowe przepisy zostaną uchwalone.

Niezależny poseł Mike Gapes, poinformował, że w Wielkiej Brytanii nie ma miejsca dla terrorystów lub terrorystów apologetów. Co więcej, brytyjski Minister Pracy, Wes Streeting, stwierdził, że popiera ustawę, ponieważ “kiedy wraca wieczorem do domu, musi potrafić spojrzeć sobie w oczy”. Dodał, że Hezbollah wewnętrznie nie dzieli własnych członków na polityczne i wojskowe skrzydło. Był on również, jednym z wielu polityków, którzy także sprzeciwiali się antysemickim oświadczeniom Hezbollahu. “Niektórzy z nas nie będą świadkami nienawiści do Żydów. Nie ulega wątpliwości, że Hezbollah jest barbarzyńską morderczą sektą.”

W poniedziałek brytyjski minister spraw wewnętrznych Sajid Javid powiedział, że rząd “nie jest już w stanie odróżnić organizacji uznanej za terrorystyczne skrzydło wojskowe od partii politycznej”. Jednak rzecznik Partii Pracy stwierdził w odpowiedzi na podjętą decyzję, że brytyjskie ministerstwo już wcześniej informowało, że “nie było wystarczających dowodów na to, że polityczne skrzydło Hezbollahu spełnia wszystkie kryteria klasyfikujące je jako organizację terrorystyczną”. Ministrowie nie dostarczyli żadnych wyraźnych dowodów wskazujących, że ten stan się zmienił”.

Zastępca sekretarza generalnego Hezbollahu, Naim Qassem powiedział, że “Hezbollah ma jedno kierownictwo. Wszelkie działania polityczne, społeczne, a także dżihad związane są z decyzjami tego kierownictwa. To samo kierownictwo, które kieruje pracami parlamentarnymi i rządowymi, prowadzi także dżihad przeciwko Izraelowi.” Sekretarz generalny Hezbollahu, Hassan Nasrallah podkreśla, że “historia skrzydła militarnego i skrzydła politycznego jest dziełem Brytyjczyków”.

W swoim oświadczeniu Partia Pracy stwierdziła jednak, że uznanie za organizację terrorystyczną “politycznego skrzydła Hezbollahu utrudniłoby stosunki z Libanem, ponieważ Hezbollah jest członkiem libańskiego rządu koalicyjnego”.

Minister spraw wewnętrznych musi więc teraz wykazać, że ta decyzja została podjęta w obiektywny i bezstronny sposób, a jej motywy były jasne i poparte dowodami, a nie ambicjami przywódczymi.

Źródło: The Jerusalem Post

Fot. Pixabay

Brytyjskie służby doprowadziły do aresztowania 33-letniego mężczyzny o ekstremalnie prawicowych poglądach (prawdopodobnie Polaka, Pawła Gołaszewskiego – przypis redakcji). Śledczy twierdzą, że mężczyzna został aresztowany pod zarzutem popełnienia przestępstwa, przygotowania i podżegania do aktów terrorystycznych.

Policja z jednostki antyterrorystycznej przeszukała jego dom w Leeds. Zatrzymanie nastąpiło po tym jak szef brytyjskiej policji antyterrorystycznej ostrzegał o wzroście zagrożenia skrajnie prawicową działalnością.

Komisarz policji Metropolitalnej, Neil Basu powiedział The Independent: “Mamy do czynienia z rekordową liczbą operacji i potencjałem rosnącego ekstremalnego zagrożenia ze strony skrajnie prawicowej społeczności z różnych powodów – nie tylko z powodu zagrożenia islamistycznego, ale też Brexitu i skrajnie prawicowej retoryki politycznej”. Przemawiając w zeszłym miesiącu, zachęcał społeczeństwo do zachowania czujności i ostrzegał przed “podstępną taktyką” polegającą na rekrutowaniu w Internecie.

Grupa Hope Not Hate, której celem było przeciwdziałanie ekstremizmowi, odkryła, że dzieci w wieku 13 lat zaangażowały się w działania nowej fali neonazistowskich grup, które zbierają poparcie w Internecie. “Tendencja wobec młodszych, bardziej brutalnych nazistów jest prawdziwym problemem i musi być ściśle monitorowana” – stwierdzają naukowcy. “Zagrożenie terroryzmem skrajnie prawicowym pochodzi od zorganizowanych grup, takich jak Akcja Narodowa, ale coraz częściej od samotnych aktorów, którzy radykalizują się w Internecie.”

Służby bezpieczeństwa twierdzą, że dominujące zagrożenie terrorystyczne dla Wielkiej Brytanii pochodzi z ISIS i innych grup islamistycznych, ale ostrzegł przed rosnącym zagrożeniem ze strony skrajnej prawicy po ataku w Finsbury Park i morderstwie Jo Coxa. Neo-nazistowska grupa Akcja Narodowa stała się pierwszą prawicową grupą , której działalności zakazano w Wielkiej Brytanii w 2016 roku.

Do byłych jej członków zaliczyć należy: człowieka, który planował zamordowanie laburzystowskiego parlamentarzysty, innego, który próbował ściąć głowę Azjaty w Tesco, nastolatka, który próbował zrobić bombę rurową i ekstremistę, który zaplanował masakrę podczas imprezy LGBT.

W Wielkiej Brytanii wzrósł odsetek skrajnie prawicowych osób podejrzanych o terroryzm, a liczba osób, o których mowa w programie Prevent w związku z podejrzeniem o skrajnie prawicowy ekstremizmu, wzrosła o 36 procent w ciągu roku. W ciągu ubiegłego roku do września: 40 procent aresztowanych podejrzanych o terroryzm było białych, 33 procent to Azjaci, 12 procent było czarnoskórych, a 14 procent osób było rejestrowanych jako inne.

Policja twierdzi, że od ataku na Westminster w marcu 2017 roku zostało udaremnionych 14 aktów terrorystycznych przygotowanych przez osoby wyznania islamskiego i czterech przez osoby zaliczane do skrajnie prawicowych ekstremistów.

Źródło: Independent

Fot. Pixabay

W związku z nasilającymi się napięciami między Islamabadem, a New Delhi, Stany Zjednoczone wezwały Pakistan do ukarania osób stojących za atakiem samobójczym na indyjskie oddziały w Kaszmirze.

Do zamachu 14 lutego w rejonie Himalajów, w którym zginęło ponad 40 indyjskich żołnierzy, przyznało się ugrupowanie bojowników Jaish-e Mohammed (JeM) z Pakistanu.

Indie ostrzegły Pakistan o możliwej ostrej reakcji na samobójczy atak, najokrutniejszy incydent w tym regionie od dziesięcioleci.

“Kontaktowaliśmy się z rządem Indii, aby wyrazić nie tylko kondolencje, ale także nasze silne poparcie dla Indii, w konfrontacji z tym aktem terroru”, powiedział dziennikarzom rzecznik Departamentu Stanu Robert Palladino. “Wzywamy Pakistan do pełnej współpracy przy dochodzeniu w sprawie ataku i ukarania każdego odpowiedzialnego. “

Indie wezwały Pakistan do podjęcia “wiarygodnego i widocznego działania” przeciwko sprawcom ataku, odrzucając propozycję premiera Imrana Khana sprowadzającą się do tego ,że Pakistan ograniczy się do badania wszelkie dowodów przedstawionych przez New Delhi.

Indie od dawna oskarżały Pakistan o wspieranie bojowników w muzułmańskiej części Kaszmiru, która jest podzielona między dwóch nuklearnych rywali, których niezależność od brytyjskich rządów kolonialnych uznano w 1947 roku. Islamabad odwołał swojego ambasadora z New Delhi na konsultacje, a minister spraw zagranicznych Pakistanu napisał list do Organizacji Narodów Zjednoczonych, prosząc ją o pomoc w złagodzeniu napięć z Indiami.

Minister, Shah Mahmood Qureshi, poinformował w swoim liście sekretarza generalnego ONZ Antonia Guterresa, że “z wewnętrznych powodów politycznych Indie celowo wzmagają swoją wrogą retorykę przeciwko Pakistanowi i generują napięcia”, powiedział 19 lutego minister spraw zagranicznych.

“Jesteśmy głęboko zaniepokojeni rosnącymi napięciami między oboma krajami”, powiedział 19 lutego rzecznik ONZ Stephane Dujarric.

Guterres podkreślił, że ważne jest, aby obie strony zachowały maksymalną powściągliwość i podejmowały natychmiastowe kroki, aby ograniczać eskalację napięć. Dujarric zaoferował mediację, gdyby obie strony były tym zainteresowane.

Tymczasem armia Indii oświadczyła, że trzech bojowników JeM zostało zastrzelonych 18 lutego. Dwóch z nich to Pakistańczycy, w tym “główny dowódca operacji” w Kaszmirze, powiedział generał Kanwal Jeet Singh Dhillon.

Atak był kontrolowany przez Pakistan, a zwłaszcza przez główną agencję wywiadowczą Inter-Services Intelligence (ISI), powiedział również Dhillon.

Źródło: RFE/RL

Fot. Pixabay

Piotr Niemczyk na łamach portalu O służbach porusza kwestię zabójstwa prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza.

Morderstwo Pawła Adamowicza pokazuje jak błędna była dotychczasowa polityka zapobiegania terroryzmowi w Polsce. Wyznaczone były fałszywe priorytety, które zamiast identyfikować zagrożenie ze strony grup skrajnie ksenofobicznych i zradykalizowanych mową nienawiści przestępców, kazały szukać terrorystów wśród uchodźców z Syrii. I chociaż rządowa propaganda chciałaby zrobić ze Stefana W. zwykłego wariata, porównanie jego charakterystyki i zachowania z przypadkami terroryzmu w Europie i na świecie, przekonuje że to jednak terrorysta.

Cofnijmy się o 3-4 lata. Walid Salihi w styczniu 2016 zaatakował z nożem rzeźnickim komisariat policji w Paryżu. Omar Mateen, pięć miesięcy później, ostrzelał uczestników imprezy, zabijając 49 osób w gejowskim klubie w Orlando. Dzień później, 13 czerwca 2016 roku, Larossi Abdalla zamordował nożem francuskiego policjanta i jego partnerkę na oczach 3 letniego dziecka. Omar Abdel Hamid El-Hussein rok wcześniej, w lutym 2015 roku, w Kopenhadze ostrzelał z karabinu kawiarnię w której odbywała się konferencja z udziałem autora karykatur Mahometa.

Ani media, ani żaden poważny ośrodek zajmujący się terroryzmem, nie miały wątpliwości, że sprawcy tych zamachów i napadów to ewidentni terroryści. W wersji, której wówczas świat najbardziej się obawiał: „samotnych wilków” – bo tak, obrażając trochę wilki, nazywano samotnie działających terrorystów. Wszyscy byli podejrzewani o kontakty z ISIS (Państwo Islamskie przypisywało sobie zresztą ich zbrodnie), lub podobne wspierające terrorystów organizacje, ale podejrzenia te nie potwierdziły się. Swój fanatyzm i radykalizm budowali w samotności. Podobnie jak samodzielnie dokonywali zamachów i przygotowywali się do nich.

Wszyscy oni, podobnie jak Amedy Coulibaly, który wziął zakładników w koszernym sklepie w Paryżu po tym jak jego wspólnicy, bracia Kouachi mordercy pracowników redakcji „Charlie Hebdo”, mieli także przeszłość kryminalną. Siedzieli w więzieniach i aresztach, albo co najmniej byli objęci śledztwem związanym z używaniem przemocy. Coulibali, bracia Kouachi, a także członkowie grupy Salaha Abdelslama (który w listopadzie 2015 roku współorganizował zamachy na paryską dyskotekę klub Bataclan, okoliczne restauracje i stadion, na którym odbywał się mecz Francja-Niemcy) byli wielokrotnie karani za rozboje i handel narkotykami.

Podobnie Anis Amri, który ciągnikiem siodłowym taranował 19 grudnia 2016 roku, jarmark świąteczny w Berlinie zabijając 12 osób, był wcześniej ścigany i skazany na 4 lata więzienia, za napady, kradzieże i podpalenia.

Co więcej, specjaliści od więziennictwa, a za nimi media, od ok. 2015 roku zaczęły ostrzegać, że coś bardzo niedobrego dzieje się we francuskich i innych europejskich więzieniach. Skazani za przestępstwa pospolite, młodzi mężczyźni, najczęściej pochodzenia bliskowschodniego, lub z Afryki Północnej, przechodzili na Islam w jego najbardziej radykalnej, fanatycznej wręcz formie. Zaniedbania w programach resocjalizacji powodowały, że aby oprzeć się presji otoczenia, osoby te szukały „odnowy” w argumentacji, która pozwalała im uwierzyć, że za ich nieudane życie odpowiadają wszyscy, w szczególności system w którym żyją, a nie oni sami.

I chociaż skuteczne formy przeciwdziałania podjęto zdecydowanie za późno, po efektach widać (w latach 2017-2018, oprócz jednego zamachu w Strasbourgu 11 grudnia 2018, którego sprawca był wcześniej 27 razy skazywany za przestępstwa pospolite), że programy zapobiegania radykalizacji więźniów i typowania tych najbardziej niebezpiecznych, zaczęły działać.

Czy wszyscy wymieni wcześniej mężczyźni różnili się bardzo od Stefana W., mordercy Prezydenta Gdańska? Niewątpliwie religią. Byli wyznawcami najbardziej radykalnych odłamów islamu. Ale już to, że byli fanatykami i nie mieli żadnych problemów z użyciem śmiercionośnej broni przeciwko innym osobom, raczej ich ze Stefanem W. łączy nie dzieli. Te same cechy mieli także Anders Breivik, zabójca z Norwegii, który zamordował jednego dnia, 22 lipca 2011 roku, 77 osób i „trójka z Zwickau”, która sama siebie nazywała „narodowosocjalistycznym podziemiem”, a w latach 1998-2007 zamordowała dziewięciu tureckich i greckich imigrantów, i przeprowadziła dwa zamachy bombowe.

Morderców z Zwickau łączy zresztą ze Stefanem W. coś jeszcze: upodobanie do napadów na banki. Tyle że oni mieli ich na sumieniu 15, podczas gdy 27 letni pasjonat sztuk walki „tylko” cztery.

Z kolei z Andersem Breivikiem łączy go podejrzenie o chorobę psychiczną. U Norwega też początkowo zdiagnozowano schizofrenię paranoidalną. Jak się później okazało – niesłusznie. Ale warto sobie przypomnieć, że wielu zamachowców, wykorzystywanych na Bliskim Wschodzie do zamachów samobójczych, to były osoby niepełnosprawne, najczęściej opóźnione umysłowo.

We współczesnym terroryzmie, granica pomiędzy tą formą przestępstw z nienawiści, a zwykłym bandytyzmem, prawie się zatarła. Jedno i drugie łączy pogarda wobec znienawidzonych polityków, urzędników, policjantów, duchownych, a nawet – i to szczególnie często – zwykłych ludzi. Łączy też brak zahamowania przed użyciem przemocy i nierzadko kompleks Herostratesa (czyli przymus zdobycia sławy za wszelką cenę).

Niestety polskie służby tego w porę nie dostrzegły. Przyjęta w czerwcu 2016 roku ustawa antyterrorystyczna widzi zagrożenie właściwie tylko w cudzoziemcach. Według niej przekraczanie granicy ma być głównym sitem do wyszukiwania terrorystów. To kolor skóry lub sposób ubierania się może być przyczyną podjęcia działań przewidzianych przez ustawę: pobrania odcisków palców, danych biometrycznych, a nawet wymazu ze śluzówki do identyfikacji kodu DNA. W przypadku poważniejszych podejrzeń dopuszczalna jest czasowa kontrola operacyjna cudzoziemca bez zgody sądu. Także rozpoznawanie radykalizacji i indoktrynacji dotyczy przede wszystkim propagandy islamskiej.

A to, że mowa nienawiści na polskich portalach społecznościowych coraz bardziej przypomina przekaz związanej z ISIS agencji propagandowej Amaq, i to że aby przeprowadzić najbardziej zaawansowany zamach trzeba najpierw zdobyć na czarnym rynku broń lub materiały wybuchowe, tak jakby umknęło uwagi ustawodawcy. Zresztą statystyki CBŚP potwierdzają, że pomimo rozszerzenia uprawnień policji, przypadków terroru kryminalnego w Polsce wcale nie zaczęło ubywać. A nawet wręcz przeciwnie.

Nazywanie przeciwników politycznych „zdrajcami” czy „Targowicą”, „komunistami i złodziejami” może wywoływać u osób mniej stabilnych emocjonalnie podobny efekt, jak oskarżanie Europejczyków o zbrodnie w czasie wypraw krzyżowych (w propagandzie dżihadu ofiary zamachów nazywa się „crusaders” czyli „krzyżowcami”) i twierdzenie, że człowiek może się prawidłowo rozwijać wyłącznie pod rządami prawa szariatu. Dlatego jeden z najważniejszych punktów programu walki z terroryzmem w Niemczech, ogłoszonego w lipcu 2016 roku przez Angelę Merkel, dotyczy uruchomienia programów mających na celu powstrzymywanie radykalizacji.

Niestety zbyt mało zostało wyciągniętych w Polsce wniosków z zabójstwa Marka Rosiaka, pracownika biura poselskiego PiS w Łodzi. Jego sprawca, taksówkarz z Częstochowy deklarował nienawiść wobec całej klasy politycznej. Już wtedy należało założyć, że cechą identyfikacyjną zagrożenia terrorystycznego nie musi być potrzeba manifestowania własnych poglądów na wielkiej imprezie. Wystarczy fanatyzm, pogarda i skłonność do stosowania przemocy.

Piotr Niemczyk: były działacz opozycyjny i więzień polityczny. Od 1990 do 1994 r. Dyrektor Biura Analiz i Informacji i Zastępca Dyrektora Zarządu Wywiadu UOP. W latach 2000-2001 doradca Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji – organizator Krajowego Centrum Informacji Kryminalnej. Wieloletni ekspert Sejmowej Komisji do Spraw Służb Specjalnych. Obecnie wykładowca w Centrum Badań nad Terroryzmem Collegium Civitas w Warszawie. Autor książki o reformie służb policyjnych i specjalnych w Polsce po 2015 roku: „Szósta rano kto puka? O tym jak ojczyzna Solidarności zmienia się w państwo policyjne”.

Saudyjski terrorysta aplikował do amerykańskiej szkoły lotniczej

Saudyjski obywatel przyznaje się do oszustwa wizowego i ukrywania swojej obecności w obozie szkoleniowym Al-Kaidy.

Naif Abdulaziz M. Alfallaj, 35. letni obywatel Arabii Saudyjskiej i były mieszkaniec Weatherford w stanie Oklahoma, przyznał się do złożenia fałszywego oświadczenia FBI, ukrywając uczestnictwo w obozie szkoleniowym Al-Kaidy w Afganistanie pod koniec 2000 roku. W dniu 5 lutego 2018 roku Alfallaj został zatrzymany przez FBI które znalazło 15 odcisków jego palców na wniosku do obozu szkoleniowego Al-Kaidy, znanego jako al Farooq. Był to jeden z kluczowych ośrodków szkoleniowych Al-Kaidy w Afganistanie. Dokument został znaleziony przez amerykańską armię w kryjówce wspomnianej organizacji w Afganistanie. Alfallaj rzekomo po raz pierwszy pojawił się w USA pod koniec 2011 roku. Udzielił nieprawdziwych odpowiedzi na kilka pytań dotyczących jego wniosku wizowego, w tym czy kiedykolwiek wspierał terrorystów lub organizacje terrorystyczne. Akt oskarżenia zarzuca mu, że od marca 2012 roku do chwili obecnej Alfallaj posiadał wizę uzyskaną dzięki oszustwom. Ponadto wykorzystał ją w październiku 2016 roku do ubiegania się o przyjęcie do prywatnej szkoły lotniczej w Oklahomie.

Podczas przesłuchania Alfallaj przyznał się do winy. Grozi mu do dziesięciu lat więzienia za przestępstwo związane z oszustwami wizowymi i do 8 lat więzienia za złożenie fałszywego oświadczenia dotyczącego międzynarodowego terroryzmu. Może również zostać ukarany grzywną w wysokości do 250 000 USD za każdy z postawionych mu zarzutów. W ramach porozumienia, Alfallaj wyraził zgodę na nakaz wydalenia ze Stanów Zjednoczonych pod odbyciu kary.

Źródło: justice.gov

Fot. Pixabay

Supertajna operacja Kasandra: narkotykowa działalność Hezbollahu w Europie Środkowej

Hezbollah to jedna z czołowych organizacji terrorystycznych na świecie. Powstała w 1982 roku na wyraźne polityczne zapotrzebowanie szyickiego Iranu, który po zajęciu Libanu przez Izraelczyków, wysłał do południowej części kraju ponad 1200 instruktorów wojskowych, tzw. Strażników Rewolucji.  Ich celem była budowa antyizraelskiego ruchu oporu, ale również mniejszych ugrupowań szyickich. W pierwszej fazie Hezbollah współpracował ściśle z prosyryjską, szyicką milicją Amal. Ale po kilku latach drogi obydwu organizacji rozeszły się, a Hezbollah stał się stałym elementem libańskiej rzeczywistości.

Od samego początku organizacja nie kryła silnych związków z Iranem – tak ideologicznych, finansowych jak i organizacyjnych. Zbrojne ramię Teheranu na Bliskim Wschodzie uderzało celnie i boleśnie o czym przekonali się Amerykanie i reszta świata zachodniego. W kwietniu 1983 roku Hezbollah dokonał pierwszego poważnego zamachu terrorystycznego, którego celem była amerykańska ambasada w Bejrucie. Zginęło wówczas 49 osób. W tym samym roku przeprowadzono atak na koszary amerykańskich Marines – także w Libanie, w wyniku którego śmierć poniosło 240 żołnierzy amerykańskich. Potem były jeszcze mordercze zamachy na koszary francuskich oddziałów spadochroniarzy (także w Bejrucie – 60 ofiar) oraz na dowództwo izraelskie w Tyrze (50 ofiar).

Lata dziewięćdziesiąte to z kolei era porwań zachodnich obywateli w Libanie, ale także najkrwawszy w dziejach zamach w …Argentynie. Komórka organizacji prawdopodobnie (podczas procesu sądowego nie udało się jednoznacznie wskazać winnych) przygotowała i przeprowadziła zamach na ośrodek kultury żydowskiej w Buenos Aires (w lipcu 1994 roku), w którym śmierć poniosło 85 osób a ponad 300 zostało rannych. Ta ostatnia sprawa jest szczególnie interesująca dla naszych przyszłych rozważań, bo pokazuje, że Hezbollah potrafił wyjść daleko poza rejon Bliskiego Wschodu. W tej sprawie kluczowa okazała się tajemnicza postać Samuela Salmana El Redy, obywatela Kolumbii, oskarżonego przez prowadzących śledztwo o pomoc w zorganizowaniu lokalnej komórki Hezbollahu, która ich zdaniem dokonała zamachu. Samuel Salman El Redy tuż przed wybuchem opuścił Buenos Aires a kilka dni później odnalazł się w Libanie, gdzie prawdopodobnie przebywa do dziś. To nie przypadek, że w organizacji pierwszej tak poważnej akcji terrorystycznej pomagał akurat obywatel Kolumbii.

Okazuje się bowiem, że Hezbollah nie tylko doskonale poczuł się w Ameryce Południowej, ale także zapuścił tu mocne korzenie, niekoniecznie skupiając się na dżihadzie.

Hezbollah nie tylko doskonale poczuł się w Ameryce Południowej, ale także zapuścił tu mocne korzenie, niekoniecznie skupiając się na dżihadzie. Click To Tweet

W ostatnich latach Hezbollah zaangażował się w konflikt syryjski udzielając wsparcia reżimowi Baszira al Asada.  W walce z sunnitami z Państwa Islamskiego z jednej strony, i z powstańcami syryjskimi z drugiej bierze udział kilkanaście tysięcy bojowników organizacji. W zamian za udzieloną pomoc Asad wyposażył Hezbollah w ciężki sprzęt, w tym w rakiety typu Scud – B czyli zestawy R-300 produkcji rosyjskiej.

W zamian za udzieloną pomoc Asad wyposażył Hezbollah w ciężki sprzęt. Click To Tweet

Na przestrzeni ostatnich lat cały arabski świat stanął na głowie. Bo choć na pierwszy rzut oka wszystko zostało po staremu, to przyglądając się bliżej układance można dojść do wniosku, że po wojnach w Iraku i Afganistanie, po arabskiej wiośnie, nic już nie jest takie samo jak kiedyś. Pozmieniały się sojusze, pozmieniały się przepływy finansowe a sytuacja polityczna w regionie skomplikowała się jeszcze bardziej.

Zmienił się także sam Hezbollah. I to nie do poznania. Partia Boga bardzo oddaliła się od swoich ideałów, ale i od źródeł – tych ideologicznych, ale i tych przyziemnych, związanych z finansami czy logistyką. Ba, można wręcz zaryzykować twierdzenie, że Hezbollah jest dziś bardziej organizacją przestępczą niż stricte terrorystyczną. Jak do tego doszło?

Można zaryzykować twierdzenie, że Hezbollah jest dziś bardziej organizacją przestępczą niż stricte terrorystyczną. Click To Tweet

Opowiemy Państwu historię ściśle tajnej operacji Kasandra, prowadzonej przez amerykańskie służy specjalne, we współpracy z odpowiednikami z Europy Zachodniej i z regionu Bliskiego Wschodu a także… z Ameryki Południowej. Przybliżymy jak globalne interesy narkotykowe przeplatają się z wielką polityką i co z tego wynika. Ale od razu uprzedźmy – ta historia nie kończy się happy endem.

Począwszy od 2008 roku, przez kolejne 7 lat, amerykańskie służby specjalne realizowały ściśle tajną operację pod kryptonimem „Kasandra”. Jej celem był Hezbollah – ale paradoksalnie śledczych mniej interesowała działalność terrorystyczna. Agenci skupili się przede wszystkim na aktywności ludzi Hezbollah na rynku nielegalnego handlu bronią oraz obrotu narkotykami.

Amerykański służby w ramach operacji Kasandra analizowały aktywności Hezbollahu na rynku nielegalnego handlu bronią oraz obrotu narkotykami. Click To Tweet

Operację uruchomiono po tym, jak DEA (agencja ds. walki z narkotykami) zaprezentowała raport, z którego wynikało, że Hezbollah w ostatnich latach zaczął się koncentrować na narkobiznesie. Zgromadzone dane operacyjne potwierdziły, że działalność polityczna i militarna stały się tak naprawdę dodatkiem do szerokiej działalności przestępczej związanej z handlem narkotykami. Ustalono, że Hezbollah osiągał w latach poprzedzających opracowanie raportu roczne zyski z działalności przestępczej rzędu 1 mld $. Postawiono także roboczą hipotezę, że w związku z tym wpływy Teheranu na organizację ulegają stopniowemu ograniczaniu z powodu jej rosnącej niezależności finansowej. W ramach operacji specjalnej Kasandra śledzono transporty kokainy na trasach: z Ameryki Łacińskiej do Afryki Zachodniej i dalej do Europy i Bliskiego Wschodu, a także poprzez Wenezuelę i Meksyk do Stanów Zjednoczonych. Ustalono, że Hezbollah ściśle współpracuje z kartelami kolumbijskimi i meksykańskimi, o czym więcej w kolejnych częściach.

Operacja Kasandra: Hezbollah ściśle współpracuje z narkotykowymi kartelami kolumbijskimi i meksykańskimi. Click To Tweet

Śledczy ustalili także kierunki głównych przepływów finansowych oraz sposoby prania pieniędzy. W tym kontekście szczególną uwagę zwrócono na proceder masowego zakupu używanych, amerykański samochodów, które następnie wysyłane były do Afryki Zachodniej. Wytypowano podmioty zajmujące się tym biznesem i ustalono, że większość z nich ma pośrednie związki z Hezbollahem. To dodatkowy element, niesłychanie niebezpieczny, bo firmy te działały przecież na terytorium USA.

Stwierdzono także, że duża cześć transakcji obsługiwana jest przez jeden bank – Lebanese Canadian Bank, którego aktywa rosły w niespotykanym tempie. Amerykańskie służby ustaliły, że środki zgromadzone przez Hezbollah, zdeponowane w LCB przekraczały 5 mld $ w 2008 roku.

Ale co najciekawsze, dzięki ogromnemu wysiłkowi, po namierzeniu i przesłuchaniu milionów połączeń telefonicznych, udało się krok po kroku odtworzyć sieć powiązań personalnych a także wytypować głównych bohaterów, spinających tę skomplikowaną strukturę. Kluczowe znaczenie mieli tu:

  • Abdallah Safieddine, Ayman Joumaa, Ali Fayad i… Wszystkie te postaci będą bohaterami naszego kolejnego odcinka.

Jednak coś zaczęło iść nie tak po 2009 roku, kiedy władze w USA objęła ekipa Baracka Obamy. Szefem CIA został wówczas John Brennan (wcześniej był doradcą Prezydenta USA ds. walki z terroryzmem).

Prezydent Obama krytykował swojego poprzednika za prowadzenia nieefektywnej polityki wobec Iranu. Waszyngton sugerował podjęcie działań na rzecz poprawy stosunków bilateralnych, upatrując w tym szansy na rozpoczęcie procesu zbliżenia ze światem muzułmańskim. Jednym z czołowych orędowników takiego właśnie rozwiązania był doradca ds. bezpieczeństwa i zwalczania terroryzmu a potem Dyrektor CIA John Brennan. Już w jednym z pierwszych wystąpień programowych wskazywał na konieczność ustanowienia nowego kursu w relacjach z Iranem nie tylko poprzez dialog, ale także „większą przyswajalność Hezbollahu do systemu politycznego Libanu”.

W praktyce oznaczało to gotowość administracji USA do wyobrażenia sobie nowej roli dla Hezbollahu na Bliskim Wschodzie, ale w połączeniu z porozumieniem ws. irańskiego programu nuklearnego. Teheran odczytał tę deklarację jako możliwość wypracowania swego rodzaju nietykalności dla Hezbollahu i jego aktywności także poza regionem Bliskiego Wschodu, na czym kierownictwu organizacji bardzo zależało.

Prezydent Obama „przymknął oko” na narkobiznes Hezbollahu ze względu na porozumienie z Iranem. Click To Tweet

Z kolei szefowie operacji Kasandra zaczęli sobie zdawać sprawę, że staną się istotną przeszkodą w realizacji nowej polityki zagranicznej Departamentu Stanu. I rzeczywiście, zaczęto nie tylko ograniczać finansowanie działań DEA i FBI, ale także coraz częściej po przeciwnej stronie barykady sytuowała się Centralna Agencja Wywiadowcza. Szefostwo CIA sugerowało wręcz, że „policyjna dociekliwość” DEA może doprowadzić do fiaska wieloletnich operacji wywiadowczych polegających na penetrowaniu Hezbollahu od wewnątrz. Przy okazji okazało się, że CIA, skoncentrowana na międzynarodowych intrygach może nie tyle nie dostrzega, co nie widzi specjalnego problemu w aktywności Hezbollahu na rynku obrotu narkotykami.

Departament Sprawiedliwości natomiast wprost negował sugestie i wnioski DEA dotyczące deportacji osób zatrzymanych przez służby państw trzecich poza granicami USA, a ściganych w Stanach. Odmawiano też dokonywania realizacji osób związanych z Hezbollahem a prowadzących działalność przestępczą. Powód? Deal z Iranem – wedle amerykańskiej dyplomacji – miał pierwszeństwo i nie wolno było niczym „zakłócać” trudnych, zakulisowych negocjacji z Teheranem.

Najlepszym przykładem takiego działania była sprawa libańsko – ukraińskiego handlarza bronią, Ali Fayada (występującego także pod nazwiskiem Ali Amin), który sprzedawał broń produkowaną na Ukrainie i w Rosji do Syrii. Miał on także niejasne relacje z najbliższym otoczeniem Prezydenta Rosji Władimira Putina. Został aresztowany w Pradze, wiosną 2014 roku. Wpadł, kiedy prowadził negocjacje z przedstawicielami kolumbijskiej partyzantki (w rzeczywistości byli to podstawieni agenci DEA) na temat transakcji broń za narkotyki, o czym napiszemy w oddzielnym tekście. Fayad dwa lata spędził w areszcie, ponieważ urzędnicy Departamentu Stanu odmówili zastosowania presji na rząd Czech w sprawie jego ekstradycji do Stanów Zjednoczonych. Finalnie został on zwolniony z aresztu i wyjechał do Libanu, gdzie w dalszym ciągu zajmuje się zakupami broni dla syryjskiego reżimu. Wciąż także prowadzi rozległe interesy z kolumbijskimi kartelami.

W wyniku działań prezydenta Obamy na wolności pozostał Ali Fayada – czołowy libański handlarz bronią zatrzymany w Pradze. Click To Tweet

Ale to nie jedyna taka sprawa. Zespół Operacji Specjalnych DEA dostarczył dowody (przynajmniej w czterech przypadkach) dotyczące przestępczej działalności Abdallaha Safieddine – wieloletniego przedstawiciela Hezbollahu w Iranie, który miał być filarem porozumień organizacji z kartelami narkotykowymi z Kolumbii i Meksyku – o czym szerzej
w kolejnej części materiału. I tu Departament Stanu postawił na wstrzemięźliwość sugerując, że uderzenie w tak wpływową postać – w kierownictwie Hezbollahu – byłoby niepożądane dla dobra relacji USA – Iran.

Wreszcie odmówiono uznania Hezbollahu za „znaczącą, ponadnarodową organizację przestępczą” co dałoby możliwość zastosowania nowych narzędzi prawnych i finansowych oraz operacyjnych, które pomogłyby osłabić organizację.

W rezultacie tych zaniechań, ale i braku kontynuacji operacji Kasandra, rząd USA stracił wgląd nie tylko w architekturę światowego handlu narkotykami, ale także innej działalności przestępczej na świecie. Nie udało się doprowadzić do końca kluczowej części śledztw dotyczących sieci Hezbollah oplatającej najwyższe gremia władzy w Syrii, Wenezueli, Rosji i Iranie, o czym szerzej napiszemy w kolejnych odcinkach już w przyszłym tygodniu.

Fot. Wikipedia


W rozmowie z portalem O służbach, polski dziennikarz porwany w Syrii w 2015 r., podkreśla, że nie zapłacono okupu za jego uwolnienie. Pomogły w tym jego prywatne znajomości z Czeczenami – jak sam podkreśla.

W niedawnym artykule przypominaliśmy, że: w 2015 roku udało się uwolnić z rąk terrorystów dwóch polskich dokumentalistów. „Tomasz Głowacki i Marcin Mamoń mieli zamiar zrealizować materiał o rosyjskiej interwencji w tym kraju. Przekroczyli granicę nielegalnie i zostali porwani. Jedna z wersji mówi, że odzyskali wolność dzięki pomocy zaprzyjaźnionych Czeczenów, którzy negocjowali z terrorystami. Oczywiście wtedy, jak zwykle w takich przypadkach stwierdzono, że „okupu nie zapłacono”, co raczej należy traktować jak rytualne stwierdzenie, a nie komunikat potwierdzający stan faktyczny” – pisaliśmy.

W odpowiedzi na nasz tekst jeden z porwanych wysłał do nas wiadomość, którą chcielibyśmy tu przytoczyć:

„Prawdą jest, że uwolnili mnie ludzie pochodzący z Kaukazu, to jedyna wersja tego wydarzenia. Nie zapłacono za mnie żadnego okupu” – twierdzi Mamoń.

„Żeby kogoś odnaleźć, mieć dowód, że żyje, wynegocjować kwotę okupu, zorganizować pośredników, potrzebny jest czas. Nie tygodnie, ale miesiące. Tymczasem po porwaniu mnie w Syrii byłem przetrzymywany przez zaledwie 6 tygodni, a prokurator w Polsce założył sprawę dopiero po 2 tygodniach” – dodaje polski dziennikarz w rozmowie z portalem O służbach.

Prawdą jest, że uwolnili mnie ludzie pochodzący z Kaukazu, to jedyna wersja tego wydarzenia. Nie zapłacono za mnie żadnego okupu – twierdzi polski dziennikarz porwany w Syrii w 2015 r. Click To Tweet

Mamoń podkreśla, że szczegóły swojej historii w Syrii opisał w książce, którą napisał po powrocie do Polski.

Fot. Pixabay

 

22 maja oficjalne konto MSWiA poinformowało, że minister Joachim Brudziński i Premier RP uczestniczył w otwarciu Centrum Prewencji Antyterrorystycznej ABW. Dzień później, rzecznik prasowy koordynatora ds. służb potwierdził fakt utworzenia nowej jednostki w strukturze największej polskiej służby specjalnej.

Stanisław Żaryn poinformował, że Centrum Prewencji Terrorystycznej (CPT) jest „inicjatywą o charakterze międzynarodowym, realizowaną pod auspicjami Polski”. Do  jej zadań będzie należała m.in.: prewencja i przeciwdziałanie terroryzmowi poprzez rozwijanie współpracy w obszarze bezpieczeństwa między służbami z Polski i krajów Trójmorza. Rzecznik koordynatora ds. służb dodał, że głównym zadaniem CPT jest „rozwijanie wielopłaszczyznowej współpracy z krajowymi i zagranicznymi służbami, instytucjami oraz podmiotami zaangażowanymi w profilaktykę terrorystyczną i przeciwdziałanie terroryzmowi, a także wypracowanie skutecznych instrumentów pozwalających na połączenie dorobku jednostek naukowych z wiedzą i doświadczeniem służb i organów ochrony prawnej, celem kompleksowego zobrazowania zjawiska terroryzmu i wynikających z niego zagrożeń”. Jednostka ta ma też na celu przygotowanie administracji publicznej do bardziej efektywnego rozpoznawania i przeciwdziałania zagrożeniom terrorystycznym, m.in. poprzez podnoszenie świadomości zagrożeń u funkcjonariuszy i pracowników administracji. W ocenie Stanisława Żaryna, powołanie CPT przyczyni się do wzmocnienia bezpieczeństwa naszego regionu i przyczyni się do walki z międzynarodowym terroryzmem.

Na jakim poziomie można usytuować miejsce i zadania nowo powstałego Centrum Prewencji Terrorystycznej w systemie antyterrorystycznym Polski? Trudno powiedzieć. System ten został opisany w „Narodowym Programie Antyterrorystycznym na lata 2015–2019”. Zgodnie z nim, rolę wiodącą w tym systemie pełni Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji, natomiast w fazie zapobiegania zagrożeniom o charakterze terrorystycznym – Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, posiadająca ustawowe uprawnienia w zakresie zapobiegania, rozpoznawania i zwalczania przestępstw o charakterze terrorystycznym. Do tej pory ABW koordynowało proces wymiany informacji przy pomocy Centrum Antyterrorystycznego (CAT). Prowadziło też wymianę informacyjną na poziomie międzynarodowym m.in. w ramach Unii Europejskiej na forum Grupy Roboczej ds. Terroryzmu (Working Party on Terrorism), w której pracach przewidziany został również udział Policji. Grupa zajmuje się problematyką przeciwdziałania i zwalczania terroryzmu w aspekcie wewnętrznym, tj. zagrożeń występujących na terytorium państw członkowskich UE. Jest też organem przygotowawczym Rady UE o charakterze eksperckim rozpoczynającym unijny proces legislacyjny w zakresie prawodawstwa w obszarze przeciwdziałania terroryzmowi.

Kolejne forum współpracy międzynarodowej w zakresie antyterroryzmu to Counter-Terrorism Group.  Grupa została utworzona w następstwie wydarzeń z 11 września 2001 r. i zrzesza 30 państw europejskich – 28 członków UE, a także służby Norwegii i Szwajcarii. Obok współpracy operacyjnej wśród projektów podejmowanych przez to gremium są m.in. opracowywane wspólnie dla decydentów UE analizy i oceny zagrożeń o charakterze terrorystycznym. Takie raporty opierają się na informacjach przekazanych przez służby członkowskie. Podczas spotkań Grupy dyskutuje się o zagadnieniach związanych z optymalizacją współpracy w dziedzinie walki z terroryzmem. Przewodnictwo w Grupie jest rotacyjne na równi z prezydencją w UE. Polska pełniła tę rolę w II połowie 2011r. Należy zaznaczyć, że „Narodowy Program Antyterrorystyczny na lata 2015–2019” nie przewiduje oddzielnego kanału współpracy z grupą państw tzw. Trójmorza, bo wszystkie służby tych państw, wchodzą w skład CTG, a więc są już uczestnikiem gremiów międzynarodowych powołanych do koordynacji. Postawienie tezy o tym, że konieczność powołania nowej komórki koordynacyjnej państw tzw. Trójmorza wynika z doświadczeń uzyskanych po atakach terrorystycznych, które miały miejsce na ich terenie lub wyjątkowego stanu zagrożenia wydaje się nieco ryzykowne. Naturalnie w zakresie profilaktyki społecznej pozostaje do „zagospodarowania”: sfera informacyjna, kształtowania postaw i organizowanie współpracy między organami administracji publicznej. Wydaje się jednak, że są one bliższe resortowi spraw wewnętrznych, niż służbie specjalnej. Nie wiemy też, jak liczna to będzie jednostka, jak kosztowne było jej utworzenie i jakie są jej pierwszoplanowe cele.  Jeżeli ma to być potrzebna i trwała jakość w strukturze ABW to powinien ulec zmianie jej statut, a tak się nie stało. Dlaczego? – to również nie przedostało się do opinii publicznej. Czy jest to jednostka która ma zastąpić CAT? Mamy więc nadzieję, że służby prasowe ABW lub Koordynatora ds. Służb Specjalnych będą informowały o efektach działań tej ciekawej inicjatywy – biorąc pod uwagę jak istotne osoby brały udział w  „otwarciu”.

Fot. ABW

 

Pakistan w coraz większym stopniu wiąże się z Chinami wpadając w orbitę ich wpływów. Amerykanie z niepokojem przyglądają się tej sytuacji przygotowując dwa plany reagowania na rodzące się zagrożenie. Jednym z nich jest wywołanie kryzysu politycznego w Islamabadzie.

Jeszcze w październiku ubiegłego roku Donald Trump komplementował władze w Islamabadzie. Stało się to po tym, jak pakistańskie służby zaangażowały się w pomoc Amerykanom w uwolnieniu  amerykańsko-kanadyjskiej rodziny, przetrzymywanej przez ekstremistów z organizacji Haqqani w sąsiednim Afganistanie. Wystarczyło jednak kilka miesięcy by prezydent USA drastycznie zmienił zdanie. W styczniu 2018 roku napisał na Twitterze, że w zamian za amerykańską pomoc w wysokości 33 mld USD, przyznaną w ciągu ostatnich kilkunastu lat, Stany Zjednoczone otrzymały od Pakistanu w zamian jedynie „kłamstwa i krętactwa”. Co wpłynęło na zmianę oceny sytuacji przez Trumpa?

Pakistańskie służby wspierają terrorystów

Kolejne dane wywiadowcze potwierdzają, że Pakistańczycy stali się mistrzami w grze na dwa fronty. Z jednej strony władze w Islamabadzie deklarują współpracę z USA i NATO, z drugiej, to z terytorium Pakistanu prowadzona jest większość zbrojnych rajdów, które kończą się atakami na siły koalicji w Afganistanie.

ISI – pakistański wywiad wojskowy, uznawany jest za państwo w państwie. Wedle tajnego raportu opracowywanego obecnie w ramach NATO, ani prezydent ani członkowie pakistańskiego rządu nie do końca panują nad jego działaniami.  Amerykańskie i brytyjskie służby przesłuchały dotychczas, w ramach prowadzonych działań w Afganistanie, ponad 4 tysiące świadków (w tym islamskich bojowników), którzy potwierdzają współpracę pakistańskich służb z Talibami i Al–Kaidą. Wedle niektórych zeznań  dowódcy ISI wręcz starają się wywierać wpływ na te organizacje. Jak to możliwe?

Po interwencji USA w Afganistanie wielu przywódców oddziałów islamskich schroniło się właśnie w Pakistanie. Układ był prosty. Obustronny pokój na terytorium Pakistanu w zamian za określone przysługi – także dwustronne. Okazuje się, że współpraca pakistańskich służb z islamistami kwitnie nie tylko na polu militarnym, wywiadowczym, ale i czysto handlowym.

Poza tym położenie geograficzne Afganistanu sprawia, że przez kilku potężnych sąsiadów traktowany jest on jako tak zwana głębia strategiczna. Oznacza to, że każdy nie tylko chce zachować tu swoje wpływy, ale traktuje ten teren jako naturalny bufor bezpieczeństwa. Popatrzmy na mapę: Afganistan wepchnięty między Pakistan oraz Iran, a od północy graniczący z byłymi republikami ZSRS, zawsze stanowił miękkie podbrzusze regionu. Dzisiaj jest podobnie nie tylko ze względów czysto politycznych. To także droga łącząca południową Azję z Bliskim Wschodem – o czym w dalszej części tekstu. Pisaliśmy już o tym przy okazji projektów energetycznych. No i na koniec – Afganistan to prawdziwy raj dla narkotykowych baronów…

Tymczasem dziś, po 17 latach wojskowej obecności Stanów Zjednoczonych, w dalszym ciągu blisko 40% Afganistanu znajduje się pod kontrolą Talibów. To marny wynik, biorąc pod uwagę bilans po stronie USA, który wydaje się zatrważający: 2300 poległych żołnierzy, 20 tysięcy rannych, interwencja kosztująca dotychczas 800 miliardów USD. Rezultat? Niestabilna sytuacja w Afganistanie, zamachy, ofiary. Ubiegły rok to ponad 10 tysięcy zabitych pośród afgańskich żołnierzy i policjantów… Prawda jest taka, że Waszyngton nie ma dziś pomysłu na Afganistan. Poza tym, że z punktu widzenia USA kluczowe jest utrzymanie w tym państwie obecności wojskowej. Dlaczego? Afganistan to kraj tranzytowy, także w odniesieniu do energetyki i globalnego handlu. To miejsce, niezwykle interesujące z perspektywy chińskiej – jako alternatywna (wobec rosyjskiej) lokalizacja dla jedwabnego szlaku. To wreszcie kontrola nad gazociągami i ropociągami, osłabiającymi pozycję Rosji, o czym pisaliśmy tu.

Pakistański wywiad beneficjentem narkobiznesu

Produkcja opium w Afganistanie wzrosła na przestrzeni ostatnich 17 lat czterokrotnie !!! DEA w raporcie prezentowanym urzędnikom Białego Domu informowało, że tylko w ubiegłym roku wyprodukowano tam 500 ton heroiny, czyli prawie 90% całej globalnej produkcji.

Szacuje się, że talibowie i pracujący dla nich rolnicy zarobili na czysto 1,5 mld dolarów. Podkreślmy, to tylko produkcja na terytorium Afganistanu. Narkotyk wywieziony i sprzedany w Europie Zachodniej oraz USA zyskuje na wartości jeszcze bardziej, daje więc zarobić innym organizacjom przestępczym. Wartość afgańskiej produkcji liczona po cenach sprzedaży detalicznej to uwaga, ponad 100 miliardów dolarów. To zysk, z którego trudno było zrezygnować.

Handel nie byłby jednak możliwy bez organizacji profesjonalnego tranzytu i bezpiecznego magazynowania. I tu skupiamy się już na Pakistanie. Islamabad wyrasta na głównego pośrednika w handlu heroiną a ISI odgrywa w tym łańcuchu bardzo poważną rolę. Co ciekawe, część dystrybucji odbywa się przez Turkmenistan i Iran – także za cichym przyzwoleniem miejscowych władz. Niezwykle interesującą rolę Iranu w tym przedsięwzięciu opiszę w oddzielnym tekście.

Naturalnie narkobiznes uderza przede wszystkim w świat Zachodu, dając zarobić ogromne pieniądze Wschodowi. To dość kuriozalna sytuacja zważywszy, że to Amerykanie w dużej mierze wyhodowali potwora, z którym dziś usiłują walczyć. Lata 80’ ubiegłego wieku to nie tylko szkolenia, ale i uzbrojenie mudżahedinów walczących przeciwko radzieckiej interwencji w Afganistanie. Mudżahedinów, którzy w dużej mierze stali się zalążkiem działających do dziś  organizacji terrorystycznych.

Przewrót w Islamabadzie?

CIA zwraca uwagę na jeszcze jeden aspekt, kluczowy z puntu widzenia polityki Białego Domu. Otóż już na samym początku prezydentury Donald Trump podkreślał wielokrotnie, że prawdziwym wyzwaniem dla polityki zagranicznej USA nie jest ani Rosja, ani islamscy fundamentaliści, ani nawet Iran, tylko…Chiny. Stąd coraz bardziej konfrontacyjny ton wypowiedzi, ale i konkretne działania administracji waszyngtońskiej, choćby takie jak cła zaporowe na chińską stal. Wojna handlowa z Państwem Środka powoli staje się faktem. Dymisja Rexa Tillersona i nominacja na to stanowisko dla dotychczasowego szefa CIA jest bardzo wyrazista. Tym bardziej, że to właśnie Mike Pompeo podkreślał znaczenie chińskiego problemu dla USA. CIA począwszy od 2017 roku skupiła swoją uwagę na działaniach Chin, zmierzających do budowy sojuszu, dającego de facto kontrolę nad strategicznym węzłem komunikacyjnym nie tylko na lądzie, ale i na wodzie (Morze Arabskie, Ocean Indyjski).

Zwrócono przy tym uwagę na rosnący wolumen środków inwestowanych przez Chiny w Pakistanie, w ramach programu CPEC. W kolejnych latach ma to być nawet 60 mld $ na poprawę infrastruktury. O tym, że zbliżenie obydwu państw wchodzi w nową fazę świadczy także fakt, że Pakistan zgodził się na używanie w handlu dwustronnym chińskiego Yuana, eliminując tym samym amerykańskiego Dolara. To nie tylko praktyczne, ale i prestiżowe osiągnięcie Chin.

Prezydent Trump domagał się od Departamentu Stanu konkretnych propozycji rozwiązań. Nie otrzymał ich. A groźby związane z ograniczeniem pomocy wojskowej dla Pakistanu nie pomogły. Mike Pompeo stojący na czele amerykańskiej dyplomacji ma zmienić ten stan. Z jednej strony będziemy zatem obserwować próby wciągnięcia Pakistanu i Afganistanu w projekty energetyczne, z drugiej CIA pracować będzie nad zrębami planu B. Na czym mógłby on polegać? W skrócie – na wywołaniu destabilizacji sytuacji politycznej w Pakistanie, w wyniku której doszłoby do rozbicia państwa, bądź przejęcia kontroli nad jego południową częścią przez polityków przyjaznych USA. Brzmi abstrakcyjnie, ale czy na pewno?

Podobno czarę goryczy w Waszyngtonie przelały informacje dotyczące rozbudowy lotniska i portu w niewielkim mieście Gwadar, położonym blisko granicy z Iranem, u wejścia do Zatoki Omańskiej. Ma to być chińskie okno na Ocean Indyjski i Zatokę Perską. Amerykanie są także przekonani, że to zapowiedź współpracy energetycznej w trójkącie Chiny – Pakistan – Iran…

Fot. Pixebay