Home Posts tagged Trump

Była czołowa postać FBI Andrew McCabe powiedział, że to on spowodował rozpoczęcie śledztwa oraz działania kontrwywiadu w sprawie prezydenta USA Donalda Trumpa i jego powiązań z Rosją. Decyzja zapadła po tym, jak Trump zwolnił dyrektora FBI Jamesa Comeya w maju 2017 roku, podało w czwartek CBS News.

McCabe, który został dyrektorem po zwolnieniu Comeya, powiedział, że był zaniepokojony rozmową z Trumpem i rozpoczął śledztwo następnego dnia.

“Rozmawiałem z człowiekiem, który właśnie ubiegał się o prezydenturę i wygrał wybory prezydenckie i który mógł to zrobić za pomocą rządu Rosji, naszego najbardziej groźnego przeciwnika na arenie światowej. I to było coś, co bardzo mnie niepokoiło” – powiedział McCabe.

W pierwszym publicznym wystąpieniu McCabe potwierdził fakt prowadzenie śledztwa i opisał wydarzenia, które miały miejsce w okresie ośmiu dni między zwolnieniem Comeya, a powołaniem prokuratora specjalnego Roberta Muellera, który przejął śledztwo w sprawie rosyjskiej ingerencji w wybory w 2016 roku w USA.

„Martwiłem się, że sprawa rosyjska może zostać zakończona lub zniknąć w nocy bez śladu w przypadku mojego zwolnienia lub przeniesienia, ale udało mi się ją oprzeć na absolutnie solidnym gruncie, co czyniło ją nieusuwalną”, powiedział McCabe, promując książkę, która ma ukazać się w przyszłym tygodniu, “Zagrożenie: jak FBI chroni Amerykę w epoce terroru i Trumpa”.

McCabe potwierdził we wrześniu informacje New York Times, że w Departamencie Sprawiedliwości odbyły się spotkania na temat tego, czy wiceprezydent i członkowie gabinetu mogą usunąć Trumpa, zgodnie z 25 poprawką do konstytucji, która określa w jaki sposób można to zrobić z urzędującym prezydentem.

McCabe potwierdził także relację gazety, że zastępca prokuratora generalnego Rod Rosenstein rozważał zakładanie na siebie podsłuchu podczas spotkań z Trumpem, poinformowało CBS. Rosenstein zaprzeczył tym informacjom.

Trump, który często krytykował Comeya i McCabe’a oraz rosyjskie śledztwo, w czwartek zaatakował McCabe’a na Twitterze jako “przegranego” i “hańbę dla FBI”.

W czerwcu 2017 r., Comey powiedział komisji senackiej, że Trump polecił mu rozpoznanie byłego doradcy krajowego prezydenta ds. Bezpieczeństwa, Michaela Flynna, w ramach szerszego rosyjskiego śledztwa.

Sam McCabe został zwolniony w marcu 2018 roku. Prokurator generalny Jeff Sessions, który przytoczył dane z wewnętrznego organu nadzoru federalnego, stwierdził, że McCabe ujawnił reporterom informacje i wprowadził w błąd śledczych w sprawie swoich działań.

Źródło: Reuters

Fot. Pixabay

Prezydent Donald Trump ma podpisać rozporządzenie, które zakaże stosowania sprzętu firmy Huawei, do budowy nowoczesnej sieci internetowej 5G na terytorium USA, uzasadniając swoją decyzję bezpieczeństwem narodowym państwa.

To kolejna odsłona coraz ostrzejszej wojny o kształt światowego internetu, a co za tym idzie dostępu do danych, ale i umysłów użytkowników, w przededniu uruchomienia supernowoczesnej technologii 5G. To także starcie dwóch wizji i próba poszerzenia wpływów własnych oraz poszczególnych firm.

Już dziś można zaryzykować twierdzenie, że mamy do czynienia z dwoma sieciami. Jedna wersja – amerykańska, bardziej otwarta i niezależna od państwa, ale z wyraźną dominacją firm – dostawców popularnych aplikacji. Na tyle popularnych, że dziś na bazie nazwy Google powstał nawet czasownik w języku potocznym – googlować – czyli poszukiwać informacji.

Chińska wersja jest lustrzanym odbiciem internetu w wersji anglosaskiej – z tym, że bez potrzeby pobierania wielu aplikacji – wszystko dzieje się w jednym miejscu, za to pod kontrolą państwa. Zwolennicy wersji chińskiej argumentują, że kłopotliwe jest przeskakiwanie między aplikacjami, sklepami i bankami a niektóre strony wciąż nie są dostosowane do wersji mobilnych.

Starcie dwóch wizji przybiera ponadstandardowe formy, bo w obliczu wprowadzenia superszybkiej, nowej generacji technologii mobilnej 5G, dojdzie do nowego podziału światowego rynku. Amerykanie wyraźnie obawiają się, że dostarczając infrastrukturę do budowy sieci, Chińczycy chcą w naturalny sposób poszerzyć swoją strefę wpływów, co ostatnio udaje się w wielu miejscach na świecie. Oczywiście przy okazji Chiny chcą uzyskać dostęp do wielu niezwykle wrażliwych informacji, w tym tych najbardziej intymnych, dających ogromne pole do wszelkiej manipulacji – w tym politycznej.

Postawa Waszygtonu wydaje się nieprzejednana, a sygnał wysyłany do Pekinu jest bardzo czytelny: nie będzie zgody na wejście chińskiej technologii w amerykańską strefę wpływów. Szczególnie ważna jest w tym kontekście Europa Środkowo-Wschodnia. Stąd ostatnia akcja ABW dotycząca Huawei szeroko opisywana przez nasz serwis. Zresztą dyskusja na temat obecności chińskiej technologii na rynku trwa też w Czechach – gdzie tradycyjnie widać zasadniczą różnicę zdań pomiędzy Premierem i Prezydentem – pozostającym zwolennikiem chińskiej obecności oraz na Węgrzech.

O temperaturze sporu niech świadczy treść wywiadu, jakiego udzielił Ambasador USA przy Unii Europejskiej Gordon Sondland. Zapytany przez Politico o oskarżenia chińskiego giganta telekomunikacyjnego Huawei ws. sprzedaży technologii, której można użyć do szpiegowania, powiedział, że działania tej firmy stanowią strategiczne zagrożenie dla interesów USA.

Ambasador sugerował, że Huawei na tyle blisko współpracuje z komunistyczną partia Chin, że nie tylko możliwe jest podsłuchanie dowolnej rozmowy, ale także zdalne spowodowanie śmierci człowieka prowadzącego samochód przyłączony do sieci 5G. Ambasador podkreślił, że w jego opinii Huawei nie ma dziś żadnej możliwości, aby skutecznie przeciwstawić się żądaniom chińskiego rządu.

Tę bardzo mocną wypowiedź Ambasadora natychmiast skomentował przedstawiciel Huawei w Unii – Abraham Liu twierdząc, że wypowiedź Pana Ambasadora ma się nijak do rzeczywistości, a reprezentowana przez niego firma ma wielkie osiągnięcia w zakresie cyberbezpieczeństwa.

Dodajmy, że dyskusja ta odbywa się w trakcie trudnych rozmów amerykańsko – chińskich, które mają doprowadzić do przełomu we wzajemnych relacjach handlowych, na którym, jak się wydaje, zależy obydwu stronom. Chiny zmagają się ze spowolnieniem gospodarczym, ale są też największym właścicielem amerykańskich obligacji (a więc amerykańskiego długu).

Z kolei Donald Trump obawia się, że globalne spowolnienie dotknie również Stany a wieści o braku porozumienia przyspieszyłyby ten proces. Stąd obustronna presja, ale i skomplikowana gra obliczona na osiągnięcie jakiejś formy porozumienia, którą da się sprzedać jako sukces.

Nie zmienia to jednak faktu, że naszym zdaniem spór wokół sieci 5G będzie miał znacznie większe znaczenie tak z geopolitycznego punktu widzenia, jak i ze względów bezpieczeństwa. Obecny szef amerykańskiej dyplomacji – Mike Pompeo, który wcześniej był szefem CIA, nie ukrywa, że kwestia 5G definiuje kto jest dziś głównym przeciwnikiem USA na światowej scenie. Amerykańskie służby traktują kwestie związane z budową sieci jako sprawę priorytetową i ściśle współpracują w tym obszarze z zachodnimi partnerami, blokując chińskie próby wszędzie tam, gdzie jest to możliwe. Trzeba dodać, że rywalizacja o kształt internetu odbywa się na całym globie (choć nasza uwaga koncentruje się głównie na Europie). Chińczycy przekonują do siebie poszczególne kraje dostępnością i konkurencyjną ceną infrastruktury. W najbliższym czasie będziemy się bliżej przyglądać wojnie o kształt internetu przyszłości, nie tylko przez pryzmat Europy.

Fot. Pixabay

Roger J. Stone Jr., długoletni nieformalny doradca prezydenta Trumpa, został oskarżony o kontakty z WikiLeaks, organizacją odpowiedzialną za publikowanie tysięcy skradzionych wiadomości e-mail Demokratów podczas kampanii w 2016 roku. Postawiono mu siedem zarzutów, w tym utrudnianie prowadzenia postępowania, składanie fałszywych zeznań i manipulowanie świadkami.

Agenci FBI aresztowali Stone’a w jego domu. Widziano także agentów, którzy zabierali dyski twarde i inne dowody z jego mieszkania w Harlemie. Akt oskarżenia jest pierwszym w ostatnich miesiącach przygotowany przez specjalnego prokuratora, Roberta S. Muellera, który bada ingerencję Rosji w wyborach w 2016 roku i ewentualną koordynację z organizatorami kampanii Trumpa.

Oskarżenie sugeruje, że wysocy funkcjonariusze działający na rzecz kampanii Trumpa wiedzieli o skradzionych wiadomościach e-mail, zanim zostały opublikowane i poprosili pana Stone’a, aby się o nich coś dowiedział. Adwokat pana Stone’a, Grant Smith, odrzucił zarzuty, nazywając je “śmiesznymi” i powiedział: “chodzi o drobny zarzut dotyczący okłamywania Kongresu o czymś, co najwyraźniej znaleziono później”.

Stone rozpoczął karierę jako doradca wyborczy Richarda M. Nixona. Na plecach miał tatuaż Nixona. Od dziesięcioleci poświęca się polityce pomagając wpływać na amerykańskie kampanie wyborcze i od dawna utrzymuje, że nie ma żadnego związku z próbami Rosji zakłócenia wyborów prezydenckich w 2016 roku.

Czasami wydawał się prowokować amerykańskie organy ścigania i publicznie nawoływał aby znalazły twarde dowody, które miałyby go powiązać z rosyjską ingerencją wyborczą.

Zgodnie z aktem oskarżenia, od czerwca do lipca 2016 roku, Stone opowiadał organizatorom kampanii Trumpa” o skradzionych wiadomościach e-mail pozostających w posiadaniu WikiLeaks, które mogłyby zaszkodzić pani Clinton. 22 lipca WikiLeaks opublikował pierwszą partię tych e-maili. Akt oskarżenia nie wyjaśnił, który urzędnik kampanii Trumpa polecił aby skontaktować się w tej sprawie ze Stone’em choć nie wykluczył, że zrobił to sam Trump. Sekretarz prasowy Białego Domu, Sarah Huckabee Sanders, starała się odciąć Trumpa od oskarżeń. “Zarzuty wobec pana Stone’a nie mają nic wspólnego z prezydentem”, powiedziała CNN. Zapytany, czy polecił swojemu pomocnikowi w kampanii, aby skontaktować się z panem Stone’em w sprawie e-maili WikiLeaks, powtórzyła, że zarzuty nie dotyczą prezydenta.

W czerwcu 2016 roku, na kilka dni przed publicznym oskarżeniem Rosji o kradzież e-maili, wysocy funkcjonariusze działający na rzecz kampanii Trumpa i syn Trumpa, Donald Trump Jr., spotkali się z prawnikiem powiązanym z Kremlem w sprawie informacji uderzających w Clinton. Niedozwolone jest, aby kampania polityczna akceptowała pomoc zagraniczną, ale Trump i jego syn twierdzą, że nie zrobili nic złego, ponieważ nie otrzymali żadnych szkodliwych materiałów na tym spotkaniu.

Stone powiedział publicznie, że był w kontakcie z WikiLeaks i zasugerował na Twitterze, że pojawią się dalsze szkodliwe informacje. Z aktu oskarżenia wynikał, że Stone skontaktował się z wysokimi urzędnikami państwowymi administracji Trumpa, aby zapytać o zainteresowanie publikacjami.

Zuchwałe zachowanie Stone’a spowodowało, że stał się on przedmiotem kontroli mediów. Śledczy przeprowadzili wywiady z byłymi doradcami Trumpa i kilkoma jego współpracownikami na temat zbierania funduszy przez pana Stone’a podczas kampanii i jego kontaktów z WikiLeaks. Trzej urzędnicy wyższego szczebla administracji Trumpa powiedzieli zespołowi Muellera, że Stone sprawiał wrażenie, że jest on zaufanym pośrednikiem w wymianie informacji od WikiLeaks.

Zgodnie z aktem oskarżenia, w październiku Stone wymienił e-maile ze Stephenem K. Bannonem, a następnie z szefem kampanii Trumpa. W jednej z konwersacji, Stone napisał, że pojawi się więcej publikacji WikiLeaks. Pan Bannon wydaje się być urzędnikiem opisanym w dokumencie sądowym jako “wysoko postawiony urzędnik Trump Campaign”, na podstawie wcześniejszych ujawnień dotyczących wymiany e-mail.

Dzień przed tym, jak pan Stone i pan Bannon wysłali e-maile na temat WikiLeaks, Donald Trump Jr. wymienił wiadomości na Twitterze z kontem WikiLeaks i zapytał: “Co kryje się za środowym wyciekiem?”

7 października WikiLeaks ujawniło ponad 6000 e-maili związanych z Johnem D. Podestą, przewodniczącym kampanii Clinton.

Publikacja ukazała się 30 minut po tym, jak The Washington Post ujawnił nagranie Trumpa przechwalającego się o napaścią na kobiety. W tym czasie pojawiły się pytania o to, czy publikacje WikiLeaks były próbą odciągnięcia uwagi opinii publicznej od nagrań Access Hollywood i skierowanie jej na sprawę Clinton.

Na łamach mediów społecznościowych i w licznych wywiadach przed wyborami w 2016 roku Stone opowiadał, że ma już zaawansowaną wiedzę o możliwości upublicznienia informacji, które mogą negatywnie wpłynąć na kampanię pani Clinton, a nawet zasugerowała, że osobiście rozmawiał z założyciel WikiLeaks, Julianem Assange.

Sam Stone powiedział publicznie, że był przygotowany na możliwość oskarżenia go, ale od dawna utrzymuje, że jest niewinny i często powtarzał twierdzenia Trumpa, że śledztwo Muellera jest politycznie umotywowanym polowaniem na czarownice.

Źródło: The New York Times

Fot. Pixabay

Republikański szef Senackiej Komisji ds. Sądownictwa powiedział, że zamierza zapytać FBI o raport, który zainicjował śledztwo o współpracy prezydenta Donald Trump z Rosją.

“Mam zamiar zapytać dyrektora FBI czy wszczęte dochodzenie kontrwywiadu dotyczyło prezydenta jako potencjalnego agenta Rosjan?” – powiedział senator Lindsey Graham w programie dla Fox News Sunday.

“Jeśli tak się rzeczywiście stało, Kongres musi o tym wiedzieć” – dodał.

New York Times poinformował w piątek, że kontrwywiad FBI wszczął śledztwo w 2017 roku z obawy, że działania prezydenta mogły stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego. W tym samym czasie wszczęto też śledztwo w sprawie rzekomej ingerencji Rosji w wybory prezydenckie w USA w 2016 roku.

Źródło: Haaretz

Fot. Pixabay

Amerykanie wycofują się z Syrii, szef Pentagonu rezygnuje, Putin gratuluje Trumpowi

Donald Trump zdecydował o wycofaniu amerykańskiego kontyngentu z Syrii samodzielnie. Większość doradców wojskowych była zdecydowanie przeciwna takiemu scenariuszowi. Analitycy CIA ostrzegali ponadto , że decyzja spowoduje automatycznie umocnienie pozycji w tym strategicznym regionie przez Iran i Rosję. Dlatego polityka przywódcy USA budzi tak ogromne emocje w Waszyngtonie. Na dodatek spowodowała ona rezygnację szefa Pentagonu Jamesa Mattisa.

W środowisku amerykańskich służb spekuluje się, że zaskakująca decyzja prezydenta Trumpa może być wynikiem jego osobistych ustaleń z prezydentem Putinem. Przy czym nikt nie potrafi precyzyjnie wskazać co mieliby uzyskać Amerykanie w zamian. Część analityków spekuluje, że chodzi o zbliżenie, czy też lepszą koordynację polityki w dwóch kwestiach: ropy naftowej oraz Chin. Amerykanie mieli bowiem akcentować, że kluczowym zagrożeniem dla bezpieczeństwa narodowego nie jest wcale Rosja, ale właśnie Chiny. Waszyngton miał sugerować dużą elastyczność wobec Moskwy, gdyby ta zdecydowała się wesprzeć USA

w konfrontacji ekonomicznej i politycznej z Państwem Środka. Warto także zauważyć, że zarówno Rosja jak i Arabia Saudyjska wpisują się w wyrażane publicznie oczekiwania Trumpa dotyczące utrzymania cen ropy naftowej na obecnym poziomie (to jest niewiele ponad 55 $ za baryłkę Brent). Jest to możliwe dzięki systematycznemu zwiększaniu produkcji, dzięki czemu deficyt produkcji irańskiej ropy nie jest odczuwalny dla globalnego rynku.

Tak czy inaczej odejście generała Mattisa kończy pewną epokę i wprowadza stan pełen niejasności i niedopowiedzeń. Nikt bowiem nie jest w stanie jednoznacznie ocenić jakie będą nowe priorytety administracji Trumpa. Z pewnością pierwsze skrzypce będzie w tej chwili grał Sekretarz Stanu, Mike Pompeo, którego pozycja ulegnie wzmocnieniu.

Co ciekawe, Washington Post podkreśla, że wycofanie z Syrii nastąpi mimo, iż zdaniem resortu obrony i służb specjalnych “misja antyterrorystyczna nie została jeszcze zakończona”.

W ocenie CIA najgorszym rozwiązaniem byłoby, gdyby konfrontację z osłabionymi siłami ISIS doprowadził do końca szyicki Hezbollah, co niewątpliwie umocniłoby jego pozycję w regionie i stanowiło wstęp do kolejnych kroków, w tym dalszej ekspansji w Libanie.

Decyzja Trumpa została bardzo ciepło przyjęta w Moskwie. Prezydent Władimir Putin dał temu wyraz podczas konferencji prasowej. Podkreślał, nie bez satysfakcji, że obecność sił USA w Syrii nie jest potrzebna. Określił ją nawet mianem „niezgodnej z prawem”. Putin dał też do zrozumienia, że w razie konieczności Rosja będzie kontynuować misję antyterrorystyczną, bo wprawdzie siły ISIS zostały zdziesiątkowane, ale istnieje realna groźba, że część terrorystów będzie próbowała przedostać się do państw ościennych by tam prowadzić dalszą walkę.

Kluczowe wydaje się pytanie, czy zainteresowanie Waszyngtonu nie przeniesie się teraz na Daleki Wschód. Byłaby to bardzo niedobra wiadomość nie tylko dla Bliskiego Wschodu, gdzie prym będzie próbowała wieść Rosja, ale także dla państw Europy Środkowo-Wschodniej.

Z niezrozumiałych na razie względów Trump wyraźnie „odstawia nogę” i dzieje się to po wyraźnych sugestiach ze strony Moskwy. Jakimi argumentami Putin przekonał prezydenta USA? A może nie były to wcale argumenty tylko krytycznej wagi materiały?

Fot. Wikipedia

Czy twórca Wikileaks współpracował z Rosją?

Z informacji redaktorów Associated Press wynika, że twórca Wikileaks zamierzał w 2010 roku opuścić Wielką Brytanię i uciec do Rosji w obawie przez odpowiedzialnością karną.

Dziennikarze Associated Press ujawnili nowe dokumenty dotyczące twórcy Wikileaks Juliana Assange, w tym list wysłany do rosyjskiego konsulatu w Londynie. Według ujawnionych przez nich informacji Assange planował wyjazd z Wielkiej Brytanii do Rosji: „Ja, Julian Assange, niniejszym upoważniam mojego przyjaciela, Israela Shamir, do zarówno pozostawienia jak i pobrania mojego paszportu w celu uzyskania wizy”, napisałAssange w liście wysłanym do Rosjan 30 listopada 2010.

Twórca Wikileaks, Julian Assange w 2010 roku upoważnił swojego przyjaciela do pozyskania wizy wjazdowej do Rosji w swoim paszporcie. Click To Tweet

zatrzymanJednocześnie serwis WikiLeaks opublikował na Twitterze komunikat, w którym zaprzecza, by Assange wysłał wyżej cytowany list do Rosjan twierdząc, że to były współpracownik Assange’a stoi za opublikowanym przez media dokumentem.

Agencja Associated Press z kolei twierdzi, że pokazała pozyskane dokumenty osobom wcześniej związanym z WikiLeaks i że zweryfikowała informacje w nich zawarte, takie jak numery kont bankowych czy numery telefonów by sprawdzić ich autentyczność. W dniu, w którym Assange miał wysłać wyżej cytowany list do Rosjan, Interpol wydał w stosunku do niego międzynarodowy list gończy jako, że był on poszukiwany w Szwecji, gdzie postawiono mu zarzuty zgwałcenia i napaści na tle seksualnym.

W 2012 roku, Assange wystąpił o azyl w ambasadzie Ekwadoru w Londynie, gdzie od tej pory przebywa. W czerwcu bieżącego roku sąd w Londynie orzekł, że brytyjski nakaz aresztowania Assange’a wciąż ma moc obowiązującą. Chociaż zarzuty w Szwecji umorzono, wciąż grozi mu zatrzymanie za naruszenie warunków zwolnienia za kaucją na terenie Wielkiej Brytanii.

Relacje Assange’a z Rosją mogą być przedmiotem zainteresowania amerykańskiego FBI, które twierdzi, że rosyjski wywiad przekazał WikiLeaks skradzione maile szefa kampanii Hillary Clinton i innych działaczy Partii Demokratycznej w czasie wyborów prezydenckich w USA w 2016 roku.

Źródło: Politico

Fot. Pixabay

Afera podsłuchowa poligonem doświadczalnym dla kampanii Trumpa?

Czytając wydanie Polityki z dnia 4 września 2018 roku i artykuł Grzegorza Rzeczkowskiego pt. „Rosyjski ślad w taśmach", dotyczący rosyjskich tropów w aferze podsłuchowej, przypomnieliśmy sobie tekst dotyczący aktualnej sytuacji w Mossadzie.

Pisaliśmy o tym tutaj:  https://osluzbach.pl/izrael-coraz-bardziej-stawia-na-mossad/W artykule czytamy: „Rozwój technologii zmusza agencje wywiadu do korzystania z różnorodnych narzędzi: nie tylko lokowania agentury we wrogich państwach, ale też sprawiania, by ludzie pracowali jako agenci nie zdając sobie z tego sprawy”.  

Autorom chodziło o to, żeby operacje wywiadowcze realizowali nieświadomi swej roli ludzie –  wprowadzeni w błąd co do realnego celu swych działań po to, by choćby wszechobecny system kamer nie wychwycił prawdziwej tożsamości sprawcy. Ukrywa się swoje prawdziwe intencje, a inspiracje (nie zawsze zgodne z prawem) przypisuje innym bo to utrudnia pracę kontrwywiadu i proces wykrywczy. Są to techniki, stanowiące elementy gier i kombinacji operacyjnych, często wykorzystywane np. do werbunku „pod obcą flagą” lub „pozornym” werbunku. 

Przykład – zabójstwo Kim Jong-nama, krewnego Kim Dzong-una, otrutego po przybyciu na lotnisko w Kuala Lumpur, gdzie do twarzy przyłożono mu tkaninę prawdopodobnie nasączoną toksyną. Kamery wychwyciły dwie młode kobiety, przekonane o tym, że uczestniczą w próbie audycji telewizyjnej. Zanim dotarła do nich policja, zleceniodawcy uciekli z kraju, a śledztwo utknęło w martwym punkcie.  

Drobiazgowo przeanalizowane przez Grzegorza Rzeczkowskiego powiązania skazanego przez sąd biznesmena ze środowiskami rosyjskimi wydają się bardzo przekonujące. My sami zadajemy sobie pytanie, czy wszystkie osoby tego dramatu miały pełną wiedzę, w czym uczestniczą. Czy to, co się wydarzyło, było polską wersją operacji wpływu przeprowadzonej w 2016 roku podczas wyborów prezydenckich w USA? Czy ktokolwiek sprawdził te wątki w śledztwie lub choćby w pracy operacyjnej służb? Mechanizm zdyskredytowania jednej strony sporu politycznego, polegający na ujawnieniu nieoficjalnych i kompromitujących rozmów przypomina ujawnienie informacji mailowych sztabu kandydatki Hillary Clinton. Tak jak w Ameryce, operacja ta skończyła się zmianą na szczytach władzy. 

Polska afera podsłuchowa była sprawdzianem przed kampanią prezydencką w USA. Click To Tweet

Fot. Pixabay


Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump zaprzeczył dzisiaj na Twitterze rewelacjom New Yorkera o tym, że jego doradcy namawiają go do pozbawienia Baracka Obamy dostępu do informacji wywiadowczych - dostęp taki zwyczajowo obejmuje byłych prezydentów USA.

Trump zaprzecza, że cofnie Obamie dostęp do informacji wywiadowczych. Click To Tweet

Artykuł w wyżej wspomnianej gazecie zawiera informacje dotyczące pomysłu niektórych współpracowników Trumpa, którzy chcieli, by cofnął on dostęp do informacji niejawnych członkom administracji Obamy. Dyskusja na temat dostępu byłych urzędników państwowych do tajnych informacji jest pokłosiem unieważnienia certyfikatu bezpieczeństwa byłemu szefowi CIA Johnowi Brennanowi, który należy do zagorzałych krytyków Trumpa.

Nasz portal pisał o tej sprawie tutaj.

Źródło: Bloomberg

Fot. Pixabay


15 sierpnia br. prezydent Trump cofnął poświadczenie bezpieczeństwa Johnowi O. Brennanowi, byłemu szefowi C.I.A., sprawującemu tą funkcję w czasie prezydentury  Baracka Obamy.


W ubiegłym miesiącu Biały Dom groził odebraniem certyfikatów bezpieczeństwa Brennanowi i innym byłym urzędnikom państwowym, w tym Susan E. Rice, byłej doradczyni do spraw bezpieczeństwa narodowego czy Jamesowi R. Clapperowi Jr., byłemu koordynatorowi służb wywiadowczych. Brennan jest ostrym krytykiem Trumpa, często kwestionującym na Twitterze zdolność Trumpa do sprawowania przez niego urzędu prezydenckiego.

Prezydent Trump cofnął poświadczenie bezpieczeństwa Johnowi O. Brennanowi, byłemu szefowi C.I.A., sprawującego tą funkcję w czasie prezydentury Baracka Obamy. Click To Tweet

Sprawę skomentował były szef CIA Michael Hayden; stwierdził, że jeśli prezydent Trump miałby mu cofnąć poświadczenie bezpieczeństwa, to „nie miałoby to wpływu na to, co myślę, mówię i piszę”.  Więcej o tej sprawie tutaj.

Źródło: New York Times, The Hill

Fot. Pixabay

 

Prezydent Trump rozważa pozbawienie byłych szefów służb specjalnych certyfikatów dopuszczenia do informacji niejawnych.

Informację tę przekazała sekretarz Białego Domu Sarah Sanders. Powodem tej bezprecedensowej decyzji ma być ostra krytyka byłych szefów służb specjalnych z czasów urzędowania Baraka Obamy pod adresem obecnie urzędującego prezydenta USA. Lista obejmuje byłego szefa CIA Johna Brennana, byłego koordynatora służb Jamesa Clappera, byłego dyrektora FBI Jamesa Comeya, byłą doradcę ds. bezpieczeństwa narodowego Susan Rice, byłego wicedyrektora FBI Andrew McCabe i byłego szefa National Security Agency Michaela Haydena.

Sanders stwierdziła, iż „bezpodstawne oskarżenia o niewłaściwe relacje z Rosją” prezydenta Trumpa są ze strony byłych wysokich rangą urzędników państwowych „niestosowne”.

Zgodnie z amerykańskimi przepisami, prezydent USA może pozbawić byłych szefów służb dostępu do informacji niejawnych jednak dotąd nie było to praktykowane. Click To Tweet

Steven Aftergood, odpowiadający za obszar informacji niejawnych Federacji Amerykańskich Naukowców stwierdził, iż przed podjęciem takiej decyzji Trump musiałby nakazać poszczególnym agencjom cofnięcie wcześniej przyznanego dostępu do informacji niejawnych wskazanych przez niego osób. W jego opinii, aktualnie funkcjonujący system nabrałby charakteru politycznego, co osłabiłoby jego podstawy.

„Sam pomysł, iż prezydent czy też Biały Dom wymieniłby osoby spośród pracowników byłych administracji i cofnął im poświadczenia byłby czymś, o czym nigdy wcześniej nie słyszeliśmy. Nie jest do końca jasne, w jaki sposób miałoby się to odbyć” – stwierdził Aftergood. „To godzi w rzetelność i neutralność polityki bezpieczeństwa” – dodał. „System zostałby osłabiony, gdyby stał się narzędziem walki politycznej” – podkreślił.

W Polsce, po ostatnich wyborach parlamentarnych, poświadczenia bezpieczeństwa straciło grono byłych szefów służb: gen. Janusz Nosek b. szef SKW jego zastępca płk Krzysztof Dusza, były szef CBA Paweł Wojtunik, a także wielu innych funkcjonariuszy. W kolejce czeka prawdopodobnie gen Krzysztof Bondaryk gdyż jak donosi prasa, prokuratura planuje postawienie mu zarzutów karnych i nikt nie mówi, że godzi to w rzetelność i neutralność polityki bezpieczeństwa oraz profesjonalizm.

Źródło: CNN

Fot. Pixabay