Home Posts tagged ukraina

Sekretarz generalny Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie, Thomas Greminger, ostrzega przed rosnącym w Europie nacjonalizmem. Osłabia on Europę „od wewnątrz”. Między państwami panuje „deficyt zaufania”. „Jeżeli nie ma rzeczywistego zainteresowania znalezieniem multilateralnych rozwiązań problemów, wówczas organizacja i jej instrumenty wspierania wspólnego bezpieczeństwa mają mniejszą siłę przyciągania. Dzieje się to kosztem bezpieczeństwa” – powiedział Greminger dziennikowi „Neue Osnabrücker Zeitung”.

Niepokojąca sytuacja

Wielu czołowych polityków jest nieobliczalnych i panuje „całkowity deficyt zaufania” między Rosją i USA, a także innymi zachodnimi państwami. „Nasi obserwatorzy odnotowują coraz więcej incydentów na granicy bezpieczeństwa” – powiedział Greminger. „Koniecznie musimy ponownie zarządzać ryzykiem militarnym i je ograniczać” – dodał.

Niebezpieczeństwo eskalacji sekretarz generalny OBWE dostrzega przede wszystkim w konflikcie między Ukrainą i Rosją: „Nie ma w tej chwili jakiejkolwiek politycznej woli pokoju” – stwierdził. Greminger obawia się zwłaszcza reakcji łańcuchowej, która mogłaby doprowadzić do tego, że ogniska zapalne przekształcą się w pożar na dużą skalę. Sekretarz generalny OBWE życzyłby sobie, by ponownie pojawiły się polityczne impulsy ze strony tzw. państw czwórki normandzkiej – Francji, Niemiec, Rosji i Ukrainy.

Ukraina bez widoków na pokój

Punktami zapalnymi jest „okupowany Krym”, nielegalne wybory w kontrolowanych przez separatystów republikach i sytuacja w Donbasie. Szwajcarski dyplomata wezwał Rosję, by uczyniła „deeskalujący gest”, którym byłoby zwolnienie 24 zatrzymanych ukraińskich marynarzy i trzech okrętów przejętych niedawno w Cieśninie Kerczeńskiej.

Rosja i Ukraina muszą nareszcie porzucić logikę „Jak Ty mnie, tak ja Tobie”. Sekretarz generalny OBWE nie spodziewa się jednak w przewidywalnej przyszłości przełomu prowadzącego do pokoju.

Słabe punkty bezpieczeństwa cybernetycznego

Obok konfliktu na Ukrainie, ryzyka militarnego i grożącej znowu spirali zbrojeń szef OBWE dostrzega dla Europy szereg dalszych zagrożeń, począwszy od terroryzmu, poprzez nacechowany przemocą ekstremizm oraz handel ludźmi, bronią i narkotykami, po ataki cybernetyczne.

Według Gremingera OBWE nie jest przygotowana na wymogi prowadzenia wojny w epoce cyfrowej. „Nie jesteśmy wyposażeni na epokę cybernetyczną. W dziedzinie bezpieczeństwa cybernetycznego mam jednego specjalistę. Jesteśmy zbyt słabo przygotowani, by móc pracować w sposób rzeczywiście zrównoważony, a przede wszystkim bardziej proaktywny” – powiedział szef Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie. Wezwał państwa członkowskie OBWE do lepszego finansowania organizacji w tym obszarze.

Źródło: dw.com

Fot. Pixabay

SBU ujawniła 206 członków Grupy Wagnera

Ukraińska Służba Bezpieczeństwa (SBU) ujawniła 206 osób, w tym trzech obywateli Mołdawii, którzy mieli być najemnikami, pracującymi na rzecz prywatnej firmy wojskowej Wagner w Syrii i na wschodniej Ukrainie.

Na liście mołdawskich bojowników znalazł się 47-letni Sergiej Prida z Soroca, miejscowości położonej w północno-wschodniej Mołdawii. Prida został wymieniony obok dwóch innych obywateli Mołdawii, których nazwiska opublikowane zostały wcześniej – Veaceslawa Apostola, który stracił życie w Syrii oraz Radu Donciu, aktywnego bojownika z jednostki Wagnera. „Najemnicy Wagnera są instrumentami rosyjskiej wojny hybrydowej przeciwko reszcie świata” – stwierdziła SBU.

SBU ujawniła 206 osób, w tym trzech obywateli Mołdawii, którzy mieli być najemnikami, pracującymi na rzecz prywatnej firmy wojskowej Wagner Click To Tweet

Natomiast Służba Bezpieczeństwa i Wywiadu Mołdawii poinformowała media w kwietniu 2018 roku, że zidentyfikowała 62 osoby z Mołdawi jako najemników walczących na Ukrainie.

Rekrutacja tych osób rozpoczęła się po aneksji Krymu przez Rosję w marcu 2014 roku w rezultacie konfliktu we wschodniej Ukrainie między ukraińskimi i prorosyjskimi siłami separatystycznymi.

Służba Bezpieczeństwa i Wywiadu Mołdawii poinformowała media w kwietniu 2018 roku, że zidentyfikowała 62 osoby z Mołdawi jako najemników walczących na Ukrainie. Click To Tweet

Firma Wagner, zarejestrowana została w Argentynie jako prywatna firma wojskowa. Zatrudnia najemników, którzy, jak się uważa, odegrali ważną rolę w walkach toczonych przez prorosyjskich separatystów we wschodniej Ukrainie, a od 2016 r. również w Syrii. Więcej na ten temat pisaliśmy tutaj.

Przedstawiciele władz Rosji od dawna przyznawali, iż w regionie Donbasu we wschodniej Ukrainie oraz w Syrii, gdzie Moskwa wspiera rząd w Damaszku, obecni są walczący ochotnicy, jednak odrzucały sugestie dotyczące jakichkolwiek powiązań rządu rosyjskiego z firmą Wagner.

Ustalenia dziennikarzy wykazały, że obywatele Mołdawii uczestniczą w działaniach zbrojnych zarówno po stronie separatystów w Donbasie, jak i w batalionach ukraińskich, niektórzy za pieniądze, inni z powodów ideologicznych. Rosja werbowała bojowników z całej Mołdawii, ale wielu z nich pochodzi z separatystycznego regionu Naddniestrza, niektórzy z autonomicznego regionu Gagauzji. Dodatkowo, w 2017 roku Ukraina wyraziła irytację z powodu tego, iż Belgrad nie powstrzymał Serbów od udziału w walkach w Donbasie po stronie prorosyjskich separatystów.

Rosja werbowała bojowników z całej Mołdawii, ale wielu z nich pochodzi z separatystycznego regionu Naddniestrza, niektórzy z autonomicznego regionu Gagauzji. Click To Tweet

Minister spraw zagranicznych Ukrainy Pawło Klimkin wezwał Serbię w listopadzie 2017 roku do poszanowania suwerenności i integralności terytorialnej Ukrainy, poprzez działania mające na celu powstrzymanie Serbów przed przyłączeniem się do sił separatystycznych. W grudniu 2017 roku SBU wydała nakaz aresztowania sześciu serbskich najemników. Władze w Kijowie utrzymują, że prawie 300 Serbów wciąż walczy na obszarach kontrolowanych przez separatystów. Firma Wagner utrzymuje również tak zwany serbski plutonu, którym ma dowodzić bośniacki Serb, Davor Dragolobovic Savicic, nazywany przez swoich ludzi „Wilkiem”.

Firma Wagner utrzymuje również tak zwany serbski plutonu, którym ma dowodzić bośniacki Serb, Davor Dragolobovic Savicic, nazywany przez swoich ludzi Wilkiem. Click To Tweet

Źródło: Balkan Insight

Fot. Pixabay

Wiceszef ukraińskiego wywiadu oskarżony o malwersacje

Na podstawie programu publicystycznego, dotyczącego pierwszego zastępcy szefa Służby Ukraińskiego Wywiadu Zagranicznego, Serhija Semoczko, antykorupcyjna służba NABU wszczęła postępowanie w sprawie jego nielegalnego wzbogacenia się.

Semoczko ma być rzekomo właścicielem wartych miliony dolarów nieruchomości pod Kijowem, za które nie mógł zapłacić z pensji państwowej, zaś jego krewni posiadać podwójne, ukraińsko-rosyjskie obywatelstwo.

Dopytywany przez media i polityków o sprawę szef Ukraińskiego Wywiadu Zagranicznego, Jegor Bozhok stwierdził, że nie istnieją podstawy prawne, które umożliwiłyby pozbawienie jego zastępcy stanowiska, mimo, że SBU wszczęła przeciwko niemu postępowanie w sprawie karnej, dotyczącej podejrzenia popełnienia przestępstwa zdrady stanu. Według niego, Semoczko wciąż posiada także dostęp do informacji niejawnych. „Pozbawienie kogoś dostępu do tajemnic państwowych jest możliwe tylko na podstawie decyzji sądu” – powiedział.

Jegor Bozhok dodał, że dowodzona przez niego służba, równolegle z SBU,  prowadzi wewnętrzne postępowanie w sprawie Semoczki, jednak informacji na ten temat nie mógł ujawnić.

Źródło: www.kyivpost.com

Fot. Pixabay

SBU: Rosyjskie służby zaangażowane w budowę partii na Ukrainie

Służba Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) twierdzi, że ukraiński biznesmen Tymofij Nahorny otrzymał od rosyjskich oficerów FSB zadanie stworzenia partii politycznej w celu obrony interesów Rosji na Ukrainie.

Zgodnie z instrukcjami swoich kuratorów Nahorny musiał stworzyć i rozwinąć partię polityczną jako narzędzie promujące rosyjskie interesy w polityce zagranicznej, stanowiące element destabilizacji na Ukrainie” – powiedział szef SBU w Kijowie Ołeh Valendiuk.

Według śledczych, partia polityczna Nahornyego miały brać udział w wyborach i lobbować na rzecz interesów Rosji, uniemożliwiając przystąpienie Ukrainy do UE i NATO. Promowali też nadanie rosyjskiemu językowi oficjalnego statusu na Ukrainie.

Służba Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) twierdzi, że ukraiński biznesmen Tymofij Nahorny otrzymał od rosyjskich agentów zadanie stworzenia partii politycznej w celu obrony interesów Rosji na Ukrainie. Click To Tweet

Tymofij Nahorny jest ukraińskim biznesmenem, filantropem, osobą publiczną, producentem, prezesem Funduszu Wolontariatu Ukrainy, CEO w międzynarodowej firmie Sport-Service. W latach 2004-2009 był żonaty z mistrzynią gimnastyki olimpijskiej w 1996 roku, Lilią Podkopajewą. SBU wszczęło przeciwko niemu sprawy na podstawie dwóch artykułów Kodeksu karnego: Artykuł 111 (zdrada stanu) i Artykuł 190 (oszustwo). Według samego Nahornyego, jest on podejrzany o zdradę, ponieważ we wrześniu 2014 roku został rzekomo zrekrutowany przez FSB w związku z wiecem pokojowym w Moskwie, w którym wziął udział.

Ukraińscy funkcjonariusze organów ścigania pokazali kasety wideo, na których biznesmen ujawnia, jak został zatrzymany i zwerbowany w Moskwie. Od 2013 roku miał być w kontakcie z rosyjskim wywiadem.

SBU opisało również, w jaki sposób Nahorny znalazł się w centrum uwagi śledczych.  Wszystko miało się zacząć od rosyjskiego biznesmena, który zwrócił się do SBU po tym jak poinformowano go, że przeciwko niemu i jego rodzicom zostaną wszczęte sprawy karne w Rosji, chyba że zapłaci łapówkę za odstąpienie od tych czynności. Nahorny rzekomo miał być jednym z pośredników w tej transakcji. “Zaproponowali rosyjskiemu biznesmenowi, który jest teraz na terytorium Ukrainy, rozwiązanie problemu z rosyjskimi organami ścigania poprzez przekazanie im znacznych funduszy, w tym przypadku jest to około 500 000 EUR i 1 milion EUR” – powiedział przedstawiciel SBU.

W proceder mieli być zamieszani również rosyjski prokurator generalny Jurij Chaika i syn byłego ukraińskiego prokuratora generalnego Wiktora Pshonka. Rosjanie zostali zatrzymani na spotkaniu w Kijowie, podczas przekazywania pieniędzy w dniu 2 października i 3 października br. Oskarżono ich o oszustwa kapitałowe i aresztowano, ustalając kaucję na odpowiednio: 2,5 miliona UAH i 15 milionów UAH. W tym samym czasie oskarżono też jednego z rosyjskich obywateli o szpiegostwo na rzecz rosyjskiego wywiadu zagranicznego. Aresztowano go bez możliwości zwolnienia za kaucją.

Źródło: Unian

Fot. Pixabay

Dlaczego sprawa Ludmiły Kozłowskiej skończy się niczym?

ABW nie była w stanie przedstawić obciążającego materiału dowodowego w sprawie Ludmiły Kozłowskiej, który utrzymałby się w sądzie.

Casus Kozłowskiej, to druga budząca szereg wątpliwości sprawa o dużym zasięgu medialnym z udziałem służb, obok przypadku wciąż przebywającego w areszcie Mateusza Piskorskiego – lidera prorosyjskiej partii Zmiana. Obydwie te sprawy są jednak nieporównywalne, wbrew opinii  niektórych polityków i  mediów.

Przy okazji aresztowania Piskorskiego o czym pisaliśmy tutaj: https://osluzbach.pl/oskarzony-o-szpiegostwo-mateusz-p-interesowal-sie-ustawa-ipn-ktora-wywolala-napiecia-z-izraelem/, doszliśmy do wniosku, że polskie prawo karne nie wytrzymuje konfrontacji z teraźniejszością i dlatego miękkie działania quasi-wywiadowcze, polegające bardziej na inspiracji niż gromadzeniu materiałów niejawnych, wymykają się zapisom kodeksu karnego. Podobnie wygląda kwestia prezentacji opinii zbieżnych z poglądami Kremla oraz wywierania wpływu na opinię społeczną, które podnosi się w uzasadnieniu zarzutów, Mateuszowi  Piskorskiemu. 

W przypadku Ludmiły Kozłowskiej uznanie jej obecności za niepożądane na terytorium UE rodzi inne poważne wątpliwości. Szczególnie, jeżeli zgromadzony materiał dowodowy nie jest jednoznaczny i dodatkowo może pochodzić, w jakiejś części, również od sojuszniczych służb specjalnych. Mamy tylko nadzieję, że źródłem informacji, które do końca jeszcze nie zostały zweryfikowane nie byli jedynie partnerzy ABW z Mołdawii jak wydają się sugerować Michał Potocki i Zbigniew Parafianowicz w dzisiejszym artykule na Dziennik.pl pt. „Mołdawska odsłona wojny o Kozłowską. Szemrany oligarcha wykorzystał ABW do rozprawy z opozycją”.

Natomiast, jeżeli mają rację to oznacza, że nieprofesjonalne postępowanie służb specjalnych w sposób znaczący może wpłynąć na wiarygodność polskiej administracji na arenie międzynarodowej, a to już kompromitacja.

Warto w tym miejscu przytoczyć też opinię Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, której zdaniem zatrzymanie i deportacja Ludmiły Kozłowskiej nie powinny mieć miejsca, bo wpis do wykazu krajowego osób niepożądanych skutkujący wpisem do SIS II powinien nastąpić na podstawie osobnej decyzji, a nie opinii służby specjalnej, od której nie przysługuje odwołanie.

ABW było elementem politycznej rozgrywki pomiędzy mołdawskim oligarchą oraz opozycją. Click To TweetEliminując decyzję administracyjną, wyklucza się procedurę odwołania od niej i uniemożliwia korzystanie z prawa do obrony przed Sądem. Dochodzimy tutaj do sedna sprawy: przepisy prawa krajowego w tym zakresie nie są zgodne z prawem UE. „Z analizy rozporządzenia SIS II wynika bowiem, że wpis do wykazu krajowego skutkujący wpisem do SIS II powinien zawsze nastąpić na podstawie osobnej decyzji, a nie wyłącznie czynności materialno-technicznej – rozporządzenie UE nie przewiduje bowiem takiej możliwości” – czytamy na stronie Fundacji.

Wniosek: jak się “chodzi na skróty”, to nie ma co się później oburzać się na Niemców.  Należało przewidzieć, że Kozłowska będzie szukała sposobu wjazdu do strefy Schengen, choćby po to, by połączyć się z rodziną. Będzie zatem próbowała znaleźć forum, na którym przedstawi swoje racje. Przyjęcie Kozłowskiej przez Niemcy o bardzo niekomfortowa sytuacja dla ABW, którą można rozpatrywać w kategoriach swego rodzaju wotum nieufności wobec jakości informacji zgromadzonych przez tą służbę. Tym bardziej, że okazuje się iż niemiecki kontrwywiad nie podziela (na razie) wątpliwości polskich kolegów i nie widzi problemu w obecności Kozłowskiej na terytorium Niemiec. Być może wiec decyzję o jej wydaleniu z Polski podjęto w rytm oczekiwań politycznych, nie czekając na weryfikacje wszystkich informacji – w tym, dotyczących obszarów finansowania fundacji Otwarty Dialog.

Niemieckie służby mają wątpliwości odnośnie rzetelności informacji ABW na temat Ludmiły Kozłowskiej oraz fundacji Otwarty Dialog. Click To Tweet

Oczywiście, jestem sobie w stanie wyobrazić głosy ekspertów sprzyjających rządowi, że takie dowody zaufania nie są nam absolutnie potrzebne, bo każda służba odpowiedzialna jest przede wszystkim za bezpieczeństwo własnego państwa. To prawda, ale z drugiej strony trudno sobie wyobrazić brak, przynajmniej częściowej otwartości w relacjach służb państw UE i NATO, do tego sąsiednich. Czy zatem w kontaktach między polskimi i niemieckimi służbami będziemy mieli podobną sytuację jak w Austrii? Pisaliśmy o tym tutaj: https://osluzbach.pl/byly-szef-niemieckiego-wywiadu-ostrzega-przed-wspolpraca-z-austriackimi-sluzbami/

Tymczasem mamy wrażenie, że dzisiaj  zmierzamy dokładnie w tym kierunku.

Źródło: własne

Fot. Pixabay


16 lipca pod Helsinkami dojdzie do amerykańsko-rosyjskiego spotkania na szczycie. Kreml wiąże z nim wielkie nadzieje.

Pierwotnie prezydentowi Rosji, Władimirowi Putionowi, zależało, aby do spotkania z jego amerykańskim odpowiednikiem doszło przed a nie po szczycie NATO, jaki odbywać się będzie w Brukseli w dniach 11-12 lipca. Byłby to ważny sygnał – także propagandowy. Waszyngton nie uległ tej propozycji, a zachodni przywódcy odetchnęli, obawiając się wyraźnie sytuacji, w której Trump przyjedzie po spotkaniu z Putinem tylko po to, by opowiedzieć co ustalili obydwaj przywódcy.

Na czym szczególnie zależy Putinowi przed szczytem?

G8 zamiast G7. Po aneksji Krymu Putin przestał być zapraszany na szczyt najbogatszych państw świata. Formalnie członkostwo Rosji zawieszono w 2014 roku. Putin doskonale zapamięta również przebieg szczytu G20 w australijskim Brisbane, kiedy to większość uczestników ostentacyjnie go unikała. Upokorzony prezydent Rosji podjął wówczas decyzję o wcześniejszym powrocie do kraju. Na co teraz liczy Putin? Na ponowne zaproszenie do stołu najpotężniejszych światowych graczy. Powrót do formuły G8 byłby nie tylko dużym sukcesem Moskwy na arenie międzynarodowej, ale zapewne także wstępem do czegoś znacznie poważniejszego…

Ograniczenie sankcji gospodarczych, nawet w symbolicznym wymiarze stanowiłoby bardzo ważny zwrot w polityce wobec Kremla. Zwrot, o który Rosja intensywnie zabiega. Przede wszystkim z powodów gospodarczych. Wbrew informacjom płynącym z Rosji sankcje przyniosły jednak spore tąpnięcie w tamtejszej gospodarce, odczuwalne nie tylko w świecie oligarchów. Od większych zawirowań Rosję uratował znaczny wzrost cen ropy naftowej, ale Kreml wie, że trend ten nie będzie trwał wiecznie, szczególnie wobec rosnącej presji na zacieśnianie polityki finansowej przez FED, co w dłuższej perspektywie powinno wpływać na poprawę notowań USD, także kosztem ropy. Putin liczy więc, że w perspektywie kolejnych miesięcy uda mu się najpierw wrócić na salony a potem podjąć temat sankcji. Już samo pojawienie się problemu w agendzie będzie odbierane jako jego osobisty sukces.   

Krym i Ukraina. Ostatnio Prezydent Trump wprowadził w zakłopotanie swoich dyplomatów stwierdzając, że: „Krym powinien być uznany za rosyjski ponieważ jego mieszkańcy posługują się tym językiem”. Mówiąc jednak poważnie, Trump wydaje się nie dostrzegać ani problemu aneksji Krymu ani rosyjskiej agresji w Donbasie. To zły znak na przyszłość. Tym bardziej, że wielu analityków spodziewa się, że po zakończeniu piłkarskich mistrzostw świata (co nastąpi już po szczycie Trump–Putin), Rosjanie zintensyfikują swoje działania militarne na wschodzie.

Niewątpliwym sukcesem Putina byłaby już sama możliwość ponownej dyskusji
o przynależności Krymu. Poprzednia taka debata zakończyła się bardzo szybko ostracyzmem i sankcjami wobec Rosji. Dziś, po czterech latach, sprawa wcale nie jest taka oczywista, przede wszystkim ze względu na istotne pęknięcia w łonie zachodnich sojuszników, które Putin umiejętnie wykorzystuje.

Sprawa Syrii. Mimo wielu deklaracji o wycofaniu swoich wojsk, Rosjanie wciąż rozdają „frontowe” karty. W ostatnim czasie siły rządowe przeszły do ofensywy na południu kraju, co otwiera drogę do zdobycia miasta Daraa – symbolu oporu wobec Assada. Opozycja twierdzi, że ofensywa nie byłaby możliwa, gdyby nie postawa Ameryków, którzy w ostatnim czasie przestali wspierać przeciwników reżimu. Nieoficjalnie mówi się, że taka nagła zmiana stanowiska związana jest przede wszystkim z próbą poprawienia atmosfery przed szczytem przywódców USA – Rosja. Warto w tym kontekście przypomnieć niedawną „rzeź Wagnerowców”, czyli śmierć rosyjskich najemników po amerykańskim ataku lotniczym i rakietowym. Akcja wstrząsnęła wówczas Moskwą. Dziś po amerykańskiej determinacji nie ma śladu. Wszystko za sprawą polityków – przekonują liderzy syryjskiej opozycji, obawiając się o przyszłość powstania. Wiele wskazuje na to, że wojska Assada przejmą kontrolę na południu kraju, co oznaczać będzie klęskę jego przeciwników i zakończenie tej fazy wojny domowej. Nieoficjalnie mówi się, że Putin będzie chciał zagwarantować Trumpowi utrzymanie pokoju w Syrii, za cenę zgody na pozostawienie Assada przy władzy. Wątpliwe by takie rozwiązanie zaakceptował amerykański prezydent choćby ze względu na swojego najbliższego sojusznika – Izrael, który obawia się irańskich wpływów w Damaszku. No chyba, że Izrael w krótkim terminie też dostanie jakieś gwarancje, dotyczące choćby osłabienia Teheranu…

Fot. Pixebay

 

24 marca w trakcie obchodów Dnia Służby Bezpieczeństwa Ukrainy prezydent Petro Poroszenko zapowiedział wprowadzenie nowej ustawy, regulującej jej funkcjonowanie.

Najważniejszą zmianą, będzie poddanie SBU kontroli parlamentarnej. Według prezydenta, rozwiązania te zapewnią pełną zgodność ze standardami NATO. Petro Poroszenko zauważył również, że członkostwo w Pakcie Północnoatlantyckim pozostaje strategicznym celem Ukrainy i w związku z tym zapowiedział też wprowadzenie zmian w Konstytucji.

Poroszenko już od dłuższego czasu obiecuje Ukraińcom dążenie do członkostwa w NATO i UE, odwołując się do elektoratu prozachodniego.

Zapowiedź zmian w systemie nadzoru nad SBU, stanowiących standard w państwach demokratycznych jest elementem prezydenckiej kampanii, w związku z wyborami na Ukrainie zaplanowanymi na 2019 rok.

Źródło: Ukrinform

Fot. Wikipedia

 

Służba Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) poinformowała dzisiaj opinię publiczną, że uniemożliwiła destrukcyjne działania podejmowane przez dziennikarkę rosyjskiej telewizji Rossija-24, Natalię Gonczarową, która przygotowywała antyukraińskie materiały wideo.

SBU wydała oświadczenie z którego wynika, że na początku marca dziennikarka przygotowywała cztery materiały wideo. Miały one być wykorzystane w prowokacji informacyjnej, polegającej na przedstawieniu w sposób zmanipulowany sytuacji na Ukrainie w czasie rosyjskich wyborów prezydenckich. Gonczarowa została wydalona z Ukrainy, z zakazem wjazdu na terytorium tego kraju przez okres trzech lat.

Źródło: Ukrinform

Fot. Wikipedia

 

Jak informuje agencja Unian: powiązane z Rosją grupy hakerskie, które zinfiltrowały niemieckie ministerstwa obrony i spraw zagranicznych wykradły protokoły rozmów jakie Unia Europejska toczy z Wielką Brytanią ws tzw. “Brexitu” oraz dokumenty związane z negocjacjami jakie Bruksela prowadzi z Białorusią i Ukrainą.

Łącznie skradziono sześć plików. Według Der Spiegel nie zawierały informacji niejawnych.

Na początku marca niemieckie władze przyznały, że grupy hakerskie powiązane z Rosją infiltrowały ministerstwa obrony i spraw zagranicznych. Jedna z tych grup nosząca nazwę APT28 zainfekowała rządowe komputery złośliwym oprogramowaniem.

Deutsche Welle informowało wtedy, że rosyjscy hakerzy mieli zinfiltrować m.in. niemiecką sieć „Informationsverbund Berlin-Bonn” (IVBB) tj. specjalnie zaprojektowaną platformę komunikacyjną, która jest oddzielona od innych sieci publicznych, aby zapewnić dodatkowe bezpieczeństwo osobom z niej korzystającym.

Fot. Pixebay