Home Posts tagged warszawa

Warszawskie "deale" Hezbollahu. Jak libańscy terroryści handlowali bronią w polskiej stolicy?

Hezbollah stał się jedną z najpotężniejszych organizacji handlujących kokainą. Amerykańska agencja ds. walki z narkotykami (DEA) zebrała w tej sprawie potężny materiał dowodowy. Niestety, na drodze stanęły „wyższe cele” i potrzeba deeskalacji relacji z Iranem – głównym sponsorem Hezbollahu. Dziś ponownie przyglądamy się sprawie. Przedstawiamy tylko pewien jej wycinek, aby lepiej zobrazować sytuację. Szczególnie, że Hezbollah, krok po kroku, konsekwentnie umacnia swoją pozycję już nie tylko w południowym Libanie, ale także w Ameryce Południowej czy Afryce Zachodniej.

Tylko w ciągu ostatnich dwóch dekad zdolności finansowe ugrupowania przekroczyły znacznie wyobrażenia zachodnich służb. Rozmawiamy o depozytach, których wartość przekracza w samym tylko Libanie 16 mld $. Hezbollah stał się dziś na tyle potężny, że w zasadzie nie potrzebuje wsparcia finansowego ze strony Teheranu. Bojownicy dysponują nowoczesnym uzbrojeniem, co widać choćby w Syrii. Nasi rozmówcy podkreślają, że jest tylko kwestią czasu jest kiedy Liban, oficjalnie zostanie „przejęty” przez organizację. A wszystko to nie byłoby możliwe, gdyby nie reset w relacjach USA – Iran, poprzedzający zawarcie umowy jądrowej z lipca 2015 roku. Hezbollah bardzo dobrze wykorzystał dany mu czas. Utkał i utrwalił globalną sieć, która skrępowała wszystkich – polityków światowego formatu, służby specjalne, kartele narkotykowe i rządy mniejszych państw. Hezbollah nie tylko stał się największym odbiorcą kolumbijskiej kokainy, ale skutecznie niszczy – znienawidzone USA – dostarczając towar najwyższej jakości do amerykańskich miast.

Ali Taan Fyad – ukraiński łącznik w Warszawie

Wiosna 2014 roku. Do praskiego hotelu Sheraton wkraczają uzbrojeni po zęby antyterroryści. Ich celem jest Ali Taan Fayad, Libańczyk, posługujący się także ukraińskim paszportem. Czesi dokonują realizacji na wyraźną prośbę strony amerykańskiej, która wskazuje jego powiązania m.in. z międzynarodowym handlem bronią. Amerykanie uważają figuranta za istotne ogniowo w operacjach biznesowych Hezbollahu i handlu narkotykami. Ta historia to gotowy scenariusz filmu sensacyjnego.

Fayad został zatrzymany w trakcie negocjacji jakie prowadził z przedstawicielami kolumbijskiej partyzantki FARC. W rzeczywistości, w rolę Kolumbijczyków wcielili się agenci amerykańskiej DEA (agencji do walki z narkotykami). Tym razem chodziło jedynie o dostarczenie broni, ale wcześniej dochodziło także do transakcji barterowych – broń za narkotyki. Tłumaczy to obecność w rozmowach o broni agencji DEA.

Ali Taan Fayad, znany także jako Ali Amin, to libański handlarz bronią, który może pochwalić się także ukraińskim paszportem. Podczas rozmów z FARC występował jako konsultant Ukrspecexport – ukraińskiej firmy zajmującej się handlem bronią, której właścicielem pozostaje skarb państwa. Fayad kojarzony był także z zapleczem byłego prezydenta Ukrainy – Wiktora Janukowycza. Posiadał także wizytówkę, doradcy ukraińskiego MON. Nieoficjalnie wiadomo, że na Ukrainę trafił dzięki Wiktorowi Butowi, legendarnemu rosyjskiemu handlarzowi bronią.

O co oskarżali go Amerykanie, skoro działał na rzecz i w imieniu oficjalnie działającej, państwowej, ukraińskiej firmy? Przede wszystkim o to, że pozostając w ścisłych kontaktach z kierownictwem Hezbollahu przeprowadził szereg transakcji, których beneficjentem był nie tylko rząd syryjski, ale także islamscy bojownicy – przede wszystkim działający w Iraku. Co ciekawe, w sprawie Syrii uważany był za głównego dostawcę rosyjskiej i ukraińskiej broni konwencjonalnej. To tłumaczyłoby zainteresowanie sprawą Fayada przez samego Władimira Putina, ale o tym za chwilę. To tylko część zarzutów. Amerykanie wiązali go także z innymi operacjami prowadzonymi przez Hezbollah w Afryce zachodniej oraz w Kolumbii, Meksyku i Wenezueli. Promotorem Ali Taan Fayada jest Hashem Safieddine, niezwykle wpływowy szef Rady Wykonawczej Hezbollahu, krewny szefa organizacji. Bez wiedzy i aprobaty Safieddine nie dzieje się w zasadzie nic, co dotyczy biznesowej działalności Hezbollahu.

Ali Fayad został aresztowany przez sąd w Pradze i spędził prawie dwa lata w odosobnieniu. W tym czasie wokół niego toczyła się dość zaskakująca gra. Z jednej strony Amerykanie, którym tak bardzo zależało na zatrzymaniu Libańczyka, wcale nie kwapili się ze złożeniem wniosku ekstradycyjnego, co delikatnie rzecz ujmując, zdziwiło Czechów. Z drugiej strony w lobbing na rzecz uwolnienia Fayada włączyli się aktywnie Rosjanie. Naciski w tej sprawie płynęły wprost z Kremla. Prezydent Zeman przyznał, odpowiadając na pytanie czeskich dziennikarzy, że wielokrotnie rozmawiał w tej sprawie przez telefon z prezydentem Putinem, który osobiście zainteresował się losem zatrzymanego… Czesi tymczasem lawirowali, próbując znaleźć rozsądne wyjście z sytuacji.

Mimo, iż amerykański akt oskarżenia wydawał się bardzo mocny (pojawiły się w nim także zarzuty o planowanie zabójstw przedstawicieli rządu USA oraz sił zbrojnych, udzielanie wsparcia materialnego organizacji terrorystycznej oraz próby nabycia, przenoszenia i używania pocisków przeciwlotniczych), ostatecznie USA nie były w stanie wystąpić z wnioskiem ekstradycyjnym. Dlaczego? Był to czas intensywnych, nieoficjalnych negocjacji z Iranem ws. porozumienia atomowego, które finalnie zawarte zostało w lipcu 2015 roku, a oficjalnie weszło w życie w styczniu 2016. Prezydentowi Obamie bardzo zależało na sukcesie, z czego zdawali sobie sprawę Irańczycy. W trakcie tych nieoficjalnych dyskusji jedną z kluczowych kwestii okazała się sprawa Hezbollahu. Teheran naciskał, aby Amerykanie zaprzestali działań wymierzonych wprost w Partię Boga. Chodziło zarówno o operacje specjalne jak i działania stricte wywiadowcze. CIA popierała te postulaty, tym bardziej, iż wskazywała na „skomplikowane, wielowymiarowe relacje z Hezbollah, przede wszystkim w kontekście walki z sunnickimi organizacjami terrorystycznymi”. CIA argumentowała także, że nieodpowiedzialne kroki mogą dodatkowo pokrzyżować wieloletnie operacje, prowadzone wraz z Izraelczykami.

DEA miała odmienne zdanie, starając się udowodnić jak bardzo aktywność Hezbollahu rozrosła się także na inne obszary, w tym światowy handel narkotykami. Jednak ostatecznie zwyciężyła wielka polityka.

W efekcie, kiedy w lipcu 2015 roku uzgodniono treść porozumienia atomowego USA – Iran a Fayad wciąż przebywał w czeskim areszcie, stała się rzecz zaskakująca. Otóż w Libanie porwano grupę obywateli czeskich, wśród których znajdował się m.in. oficer czeskiego wywiadu. Czesi szybko zorientowali się, że w porwanie zamieszany jest „czynnik polityczny”, tym bardziej, że porywacze nie żądali okupu. Mało tego, doskonale poinformowany w sprawie wydawał się libański wywiad. Wszystko wskazywało więc na Hezbollah. Wkrótce w sprawie pojawiły się nowe informacje. Otóż okazało się, że wśród porywaczy znajdował się także Saib Fayad, brat Ali Fayada, dobrze znany libańskim służbom, bojownik Hezbollahu. Teraz sytuacja zmieniła się diametralnie. O ile bowiem dotychczas Czesi byli jedynie biernymi wykonawcami woli Amerykanów o tyle teraz stali się stroną w sprawie. I o to chodziło Hezbollahowi. Rozpoczęto wielotygodniowe zakulisowe negocjacje, w które zaangażowane były służby kilku państw. W ich efekcie, zaledwie w tydzień po wejściu w życie porozumienia atomowego, w styczniu 2016 roku władze w Pradze zwolniły z aresztu Ali Fayada. Kilka godzin wcześniej, na wojskowym lotnisku w Pradze wylądował samolot, na pokładzie którego znajdowali się wszyscy porwani obywatele czescy.

Departament Stanu wydał oświadczenie. W ostrych słowach potępił decyzję o uwolnieniu Fayada. Jednak nieoficjalnie przyznano, że deeskalacja relacji z Iranem była ważniejsza. Tym bardziej, że CIA twierdziła, że przy okazji udało się uwolnić przynajmniej czterech amerykańskich obywateli, przetrzymywanych przez Teheran pod zarzutem szpiegostwa.

Ostatecznie Ali Taan Fayad wrócił do Bejrutu i robi dokładnie to samo, czym zajmował się wcześniej. Tyle tylko, że ograniczył na jakichś czas podróże zagraniczne. Wciąż zbroi bojowników w Syrii bronią pochodzącą przede wszystkim z Rosji.

Polski ślad

Ali Taan Fayad został wprawdzie aresztowany w Pradze, ale wcześniejsze negocjacje z udającymi kolumbijskich partyzantów z FARC agentami DEA prowadził także w Warszawie. To właśnie tu, w jednym z warszawskich hoteli, Fayad oferował możliwość załatwienia zakupu 500 rakiet Igła, rosyjskiej produkcji, 400 granatników, a także stały punkt programu czyli karabin Kałasznikow AK (nie sprecyzowano o który model chodziło) wraz z amunicją. Oferujący broń dodali, że są w stanie przygotować odpowiednie dokumenty w taki sposób, aby końcowym użytkownikiem był Ekwador, skąd FARC będzie mógł spokojnie i bezpiecznie odebrać „sprzęt”. Amerykanie rejestrowali wszystkie spotkania a ich zapis znalazł się w akcie oskarżenia Fayada.

Z dokumentów DEA wynika, że Libańczyk wraz ze współpracownikami, przebywał w Warszawie w dniach 8 i 16.10.2014. Jednak według naszych informacji odbywał spotkania nie tylko z FARC, ale także z innymi osobami. DEA nie prowadziło w Warszawie szerszej akcji, zaniechano więc obserwacji, ponieważ obawiano się, iż Fayad zorientuje się, że jest przedmiotem zainteresowania. Nie było też wiadomo czy ktoś w Polsce nie ubezpiecza jego działań. Fayad miał się tu czuć bardzo dobrze, w tym sensie, że sprawiał wrażenie osoby, która nie tylko czuje się swobodnie, ale i zna topografię miasta.

Nie ma też żadnych śladów wskazujących na to, że Amerykanie informowali ABW czy CBŚ o prowadzonych przez siebie działaniach w Warszawie. Czy polskie służby zorientowały się kim jest Ali Fayad, posługujący się w Polsce swoim ukraińskim paszportem? I z kim prowadzi rozmowy w Warszawie? Nic na to nie wskazuje przynajmniej z punktu widzenia analizy amerykańskich dokumentów – w tym aktu oskarżenia.

Jak Amerykanie trafili do Libańczyka? Przez pomagającego mu w interesach Khaleda El Merebi (obywatela Libanu i Wybrzeża Kości Słoniowej), który jednak zajmował się przede wszystkim handlem kolumbijską kokainą oraz praniem środków pochodzących z narkobiznesu. W sprawach dotyczących uzbrojenia pochodzącego ze wschodniej Europy nie czuł się w pełni kompetentny i dlatego wskazał Ali Fayada. Panowie stworzyli jednak imponującą sieć podmiotów, dzięki którym udawało się nie tylko prać pieniądze, ale także deponować je w zaprzyjaźnionych, lokalnych instytucjach finansowych. Dotyczyło to przede wszystkim Beninu oraz Gwinei Bissau i Ghany. Władz tych państw nieszczególnie interesowała nadaktywność libańskiego biznesu w regionie, czego namacalnym przykładem są liczne, luksusowe i zwykle zamknięte na głucho nieruchomości.

Cień Ducha

Przy okazji śledztwa, ale i działań operacyjnych prowadzonych przez DEA pojawiła się także niezwykle intrygująca postać o pseudonimie Duch. Amerykanie twierdzili, że Ali Fayad współpracował blisko z człowiekiem wskazanym mu przez Hashema Saffiedine – mózg biznesowych operacji zagranicznych Hezbollah. Saffiedine – prywatnie krewny przywódcy Hezbollahu a oficjalnie łącznik organizacji z Teheranem, był tak naprawdę głównym celem DEA. Mężczyzna ten dysponuje prawdopodobnie potężną wiedzą na temat kokainowej układanki, ponieważ to on podejmował wszystkie kluczowe decyzje ws. narkobiznesu.

Duch to mężczyzna, którego nie udało się dotychczas zidentyfikować. DEA nie posiada nawet jego zdjęcia, choć agencja jest przekonana, że istnieje. Wskazuje się go jako kluczowego dostawcę broni chemicznej do Syrii. Według DEA Duch to także największy na świecie odbiorca kolumbijskiej kokainy, odpowiedzialny za wprowadzanie narkotyku na rynki europejskie i amerykański. Będziemy wracać do tej postaci w kolejnych publikacjach. Opowiemy także jak wygląda współpraca Hezbollahu z meksykańskimi kartelami oraz z wenezuelskimi służbami.

Fot. Pixabay