Tylko krowa nie zmienia poglądów. Dziś projekt Ostrołęka jest szkodliwy dla Polski

Tylko krowa nie zmienia poglądów. Dziś projekt Ostrołęka jest szkodliwy dla Polski

Projekt Ostrołęka jest dziś skrajnie nierentowny i będzie sprzyjał importowi rosyjskiego węgla. Jeszcze kilka lat temu inwestycja wydawała się jednak sensowna.

Od zawsze zwracaliśmy uwagę na to, że Polska północno-wschodnia, szczególnie w zakresie wytwarzania energii, jest białą plamą na mapie, a bezpieczeństwo energetyczne wymaga, by tę sytuację zmienić. Szczególnie, wobec rosyjskich nacisków w sprawie budowy połączenia transgranicznego z obwodem kaliningradzkim. Dlatego kilka lat temu uważaliśmy, że projekt budowy elektrowni w Ostrołęce ma głęboki sens. Jednak wówczas sytuacja była nieco odmienna niż dziś. Przypomnijmy zatem:

  1. Rosjanie aktywnie lobbowali za budową połączenia elektroenergetycznego
    z Kaliningradem. W zamierzeniu strony rosyjskiej, Polska miała otrzymać możliwość zakupu (po atrakcyjnych cenach, nieobciążonych kosztami choćby pakietu klimatycznego) energii z budowanej w obwodzie elektrowni atomowej.
  2. Taki projekt byłby groźny, bo obniżałby skłonność do budowy własnych źródeł
    wytwórczych i w dłuższej perspektywie czasowej uzależniał Polskę od zaopatrzenia ze wschodu.
  3. Dodajmy, że wówczas cena uprawnień do emisji CO2 nie przekraczała 5 Euro za tonę, a więc projekt był jak najbardziej rentowny.

Co się zmieniło od tego czasu? Wszystko…

  1. Rosjanie zamrozili swój projekt wiedząc, że ani Polska, ani kraje bałtyckie nie są zainteresowane współpracą ze stroną rosyjską.
  2. Cena uprawnień do emisji wzrosła do poziomu 20 Euro za tonę – a więc osiągnęła „granicę bólu” dla elektroenergetyki węglowej, powyżej której produkcja energii staje się nieopłacalna. Trzeba też brać pod uwagę scenariusz, w którym cena uprawnień do emisji, choćby wedle szacunków Komisji Europejskiej, będzie nadal rosła w kolejnych latach i może osiągnąć cenę nawet dwukrotnie wyższą niż obecnie. Nie trzeba pisać co by to oznaczało dla sektora, ale i przemysłu. Innymi słowy projekt elektrowni Ostrołęka – wart ponad 6 mld zł – jest trwale nierentowny. Stąd wielkie ryzyko – także prawne, dla podejmujących w tej sprawie decyzje.

Projekt wydaje się również dyskusyjny z politycznego punktu widzenia. Istnieje bowiem mechanizm prawny, który pozwoliłby przy wsparciu Brukseli ograniczyć podaż na rynku uprawnień, ale należy do tego dążyć w atmosferze negocjacji, pokazując chociaż trochę dobrą wolę. Polski rząd upiera się tymczasem przy haśle węgiel, odmieniając to słowo przez wszystkie przypadki, przy każdej nadarzającej się okazji.

Sytuacja byłaby bardziej zrozumiała gdyby rzeczywiście węgla było w Polsce pod dostatkiem. Tymczasem spółki węglowe same deklarują konieczność ograniczenia wydobycia. Zresztą dane to potwierdzają. Mówiąc wprost – w naszym kraju zaczęło brakować węgla. Z ostatnich danych, przytaczanych przez byłego wiceministra gospodarki Jerzego Markowskiego wynika, że 40% energii produkowanej w Polsce pochodzi z węgla rosyjskiego. Czy zatem projekt Ostrołęka ma być kolejnym miejscem zbytu dla rosyjskiego surowca?

Z ostatnich danych, przytaczanych przez byłego wiceministra gospodarki Jerzego Markowskiego wynika, że 40% energii produkowanej w Polsce pochodzi z węgla rosyjskiego. Click To Tweet

Oczywiście, łatwo jest krytykować, ale pytanie co w zamian? Jaka jest alternatywa dla Ostrołęki?

Minister Energii kilkakrotnie podczas tej kadencji wspominał o atomie. Temat trudny
i kontrowersyjny, ale nie bardziej niż węgiel. Mamy poczucie, że jasna deklaracja w tej kwestii plus realne działania stworzyłyby przestrzeń do lepszej współpracy z Komisją Europejską. Ale przede wszystkim dałyby Polsce w dłuższej perspektywie stabilne źródło zielonej energii.

Maciej Sankowski, Piotr Maciążek

Fot. Pixabay

Redakcja

Redakcja

Redakcja portalu O służbach. Napisz do nas na adres: redakcja@osluzbach.pl